Czy pamiętam? Nie mogę zapomnieć! – Pola, muszę ci coś powiedzieć… Pamiętasz moją nieślubną córkę, Nastkę? – mąż mówił tajemniczo, co mnie zaniepokoiło. – Hmm… Pamiętam aż za dobrze! Co się stało? – usiadłam, przygotowana na złe wieści. – Wiesz… Nastka błaga, byśmy zabrali jej córkę, czyli moją wnuczkę – mamrotał mąż. – A to niby czemu, Szurek? A gdzie mąż Nastki? Zjadł w święta wszystkie gruszki? – już byłam ciekawa i zaintrygowana. – Nastka jest ciężko chora, nie zostało jej już wiele czasu. Męża nigdy nie miała, jej mama od lat mieszka za granicą, kontakt się urwał, a innych bliskich nie ma. Więc prosi nas o opiekę – Szurek unikał mojego wzroku. – I? Co zamierzasz? – ja już wiedziałam, co zrobię. – Z tobą się naradzam, Pola. Ty zdecydujesz – mąż spojrzał pytająco. – Sprytnie… To znaczy, ty w młodości narozrabiałeś, a teraz ja mam wziąć odpowiedzialność za cudze dziecko, tak? – zżerała mnie złość na jego bezwolność. – Pola, przecież jesteśmy rodziną. Musimy razem zdecydować – Szurek próbował mnie przekonać. – O, patrzcie, jaki rodzinny się zrobił! A jak fikałeś z pannami, to nie pytałeś żony o zgodę! – łzy popłynęły mi po policzkach, uciekłam do drugiego pokoju. … W liceum byłam z kolegą, Walerkiem. Ale wszystko zmieniło się, gdy przyszedł nowy – Sławek. Dla niego straciłam głowę, Walerka odprawiłam. Sławek mnie zauważył, odprowadzał do domu, podarował kwiatek zerwany z klombu, a po tygodniu… ciąg dalszy dopisało życie. Zakochałam się po uszy, zostałam z nim do matury. Potem poszedł do wojska. Rok tęskniłam i czekałam. W końcu Sławek wrócił na przepustkę. Szalałam z radości, a on obiecywał: – Pola, jak wrócę, bierzemy ślub. Ty już jesteś moją żoną w sercu! Tonęłam w szczęściu… Tak było przez całe życie: Sławek popatrzył – ja już stopniałam jak lód w słońcu. Niestety po pół roku dostałam list, że poznał kogoś w innym mieście i wracać nie zamierza. A ja nosiłam pod sercem nasze dziecko. Słynna polska prawda: narzeczony się zapowiedział, ale nie wrócił. … Urodził się Jaś. Były chłopak, Walerek, pomógł. Z bezsilności przyjęłam jego wsparcie, bo przecież Sławek przepadł bez wieści. Lecz nagle wrócił… Walerek otwiera drzwi, a tu niespodziewany gość – Sławek. – Mogę wejść? – zdziwiony. – Skoro przyjechałeś, wchodź – mruknął niechętnie Walerek. Jaś zaczął płakać, więc Walerek zabrał go na spacer. – Mąż? – zapytał podejrzliwie Sławek. – Co ci do tego? Po co przyszedłeś? – nie kryłam złości. – Zatęskniłem. Widzę, masz rodzinę i już mnie nie czekałaś, no trudno… przepraszam, że przeszkodziłem w sielance – Sławek chciał wychodzić. – Zaczekaj! – rzuciłam zanim się zorientowałam… Wrócił, więc nie zapomniał. Jak miałam się oprzeć? Walerek znów odszedł w cień. Moje dziecko potrzebowało ojca, nie ojczyma. Później Walerek ułoży sobie życie, ale już bez nas. … Minęły lata. Sławek nigdy nie potrafił pokochać Jasia jak własnego syna, był przekonany, że to dziecko Walerka. Nie czuł więzi, ale ja kochałam bezgranicznie. Tymczasem Sławek wciąż szukał przygód; zdradzał mnie z lewa i prawa. Przeżywałam, płakałam, ale wybaczałam. Może łatwiej tym, którzy naprawdę kochają: nie muszą kłamać ani udawać. Trwałam przy nim mimo wszystko – on był moim słońcem. Czasem myślałam o odejściu, ale w sercu wiedziałam, że i tak wrócę. … Sławek stracił matkę w wieku czternastu lat, może dlatego przez całe życie szukał ciepła gdzie indziej. Wybaczałam mu wszystko – aż do pewnej mocnej kłótni. Wyrzuciłam go z domu i nie wracał miesiącami. Gdy w końcu dowiedziałam się, gdzie mieszka, usłyszałam od jego ciotki: – Pola, po co ci on? Mówił, że to koniec i ma już dziewczynę. Znalazłam ją i zobaczyłam, że rzeczywiście Sławek u niej mieszka. Dziewczyna zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. … Sławek wrócił po roku. A nowa dziewczyna urodziła córkę – Nastkę. Odkąd się o niej dowiedziałam, długo miałam wyrzuty sumienia; może nie byłoby tej historii, gdybym wtedy go nie przepędziła… Zaczęłam dbać o męża jeszcze bardziej. Nigdy nie rozmawialiśmy otwarcie o jego nieślubnej córce – to był temat tabu, który groził ruiną naszej rodziny. Ot, zdarzyło się… Kobiety nie powinny przeszkadzać obcym mężom! Tak przeminęło kilka dekad. Sławek się uspokoił, przestał gonić za przygodami, polubił dom i oglądanie telewizji. Nasz syn szybko założył rodzinę, mamy troje wnuków. I nagle… Po tylu latach wraca sprawa nieślubnej córki Nastki i jej prośba o opiekę dla jej córeczki. Jak wytłumaczyć Jasiowi pojawienie się obcej dziewczynki w domu? Przecież nie znał młodzieńczych wybryków taty… Ale podjęliśmy decyzję i przejęliśmy opiekę nad pięcioletnią Aliną. Nastka odeszła, jej droga skończyła się w wieku trzydziestu lat. Czas wszystko leczy, a życie trwa dalej. Sławek sam chciał porozmawiać z Jasiem. Syn wysłuchał i skwitował: – Co było, minęło – nie jestem wam sędzią. Dziewczynkę trzeba przyjąć, to przecież rodzina. Odetchnęliśmy z ulgą. Dziś Alina ma szesnaście lat. Uwielbia dziadka Sławka, zwierza się mu, mnie nazywa babcią i powtarza, że wygląda dokładnie jak ja w młodości. Przyznaję jej rację i uśmiecham się ze wzruszeniem…

PAMIĘTAM? NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ!

Paulino, mam sprawę… Pamiętasz moją nieślubną córkę Agnieszkę? mój mąż, Andrzej, jak zwykle owija w bawełnę. Zaczynam się niepokoić.
No pewnie, że pamiętam. Jak miałabym zapomnieć? O co chodzi? siadam na krześle, przeczuwając kłopoty.
Nawet nie wiem, jak to powiedzieć… Agnieszka błaga, żebyśmy zabrali jej córkę, czyli moją wnuczkę Andrzej jąka się nieswojo.
A co się stało? A ojciec tej dziewczynki? Rozwiał się jak piana z piwa? zaczynam być ciekawa, jestem już zaintrygowana.
Wiesz, Agnieszce zostało mało czasu. Ojca dziecka nigdy nie było. Jej matka, moja dawna partnerka, od lat mieszka w Kanadzie z nowym mężem. Agnieszka z nią nie rozmawia są w wielkiej kłótni. Nikogo bliższego nie ma. Dlatego prosi nas o pomoc Andrzej patrzy zawstydzony w podłogę.
No i co chcesz zrobić? Jaki masz plan? Ja już właściwie wiem, co bym zrobiła.
Z tobą chcę to omówić, Paulino. Jak zadecydujesz, tak będzie w końcu spogląda na mnie pytająco.
Sprytnie. Narozrabiałeś za młodu, a teraz chcesz, żebym to ja wzięła odpowiedzialność za cudze dziecko? złość rośnie we mnie z każdą chwilą.
Paulino, jesteśmy rodziną. Musimy to przejść razem próbuje mnie przekonać Andrzej.
No patrzcie państwo! Jak szalałeś z inną, to się nie radziłeś, a teraz wszystko na moją głowę łzy napływają mi do oczu i uciekam do drugiego pokoju.

…W liceum spotykałam się z kolegą z klasy, Waldkiem. Ale gdy do naszej klasy dołączył Andrzej, cały świat przestał dla mnie istnieć. Waldka szybko odprawiłam. Andrzej od razu mnie zauważył, odprowadzał pod dom, całował w policzek, przynosił kwiatki z rabaty. Po tygodniu już leżeliśmy razem w łóżku. Nic nie mówiłam, zakochałam się bez pamięci. Po maturze Andrzeja powołali do wojska, do innego miasta. Żegnałam go na peronie zapłakana cała.
Rok pisaliśmy do siebie listy. W końcu przyjechał na przepustkę. Nie wiedziałam, jak mu się przypodobać; słuchałam każdego jego słowa i zadrżałam, gdy mówił:
Paulino, za rok wrócę, zrobimy wesele! Ale i tak już jesteś moją żoną.
Po tych słowach zalewała mnie fala czułości i miłości… I tak już miało zostać: Andrzej spojrzy na mnie tym swoim słodkim wzrokiem rozpuszczam się jak lody w lipcu, jak czekolada przy kaloryferze.
Andrzej wrócił do służby, a ja czekałam na niego, jak narzeczona. Po pół roku dostałam list. Andrzej pisał, że nasz związek nie przetrwa w jednostce znalazł prawdziwą miłość i nie wróci już do rodzinnego miasta.
A w moim brzuchu już fikał nóżkami jego syn. Tyle było z tej wielkiej miłości i wesela… Babcia zawsze powtarzała: Nie wierz w obietnice, wierz w czyny.

Nadszedł czas, urodził się Jaś. Muszę wspomnieć, że Waldek, mój były chłopak, zaoferował pomoc. Z braku wyboru ją przyjęłam. Tak, trochę nas z Waldkiem połączyło wtedy, ale pogodziłam się z myślą, że nie zobaczę już Andrzeja.
Zniknął całkowicie. I nagle znów wrócił. To Waldek otworzył mu drzwi.
Mogę wejść? Andrzej był chyba w szoku.
Wchodź, skoro przyszedłeś Waldek wpuścił go niechętnie.
Jaś wyczuł napiętą atmosferę, rozpłakał się i wtulił w Waldka.
Waldku, przejdź się z Jasiem na spacer szepnęłam, nie wiedząc, co robić.
Waldek wyszedł z synkiem.
Twój mąż? spytał z zazdrością Andrzej.
Co ci do tego? Po co przyszedłeś? wybuchłam. Nie domyślałam się, po co wrócił.
Zatęskniłem, nie mogłem być dalej z dala. Widzę, że dobrze sobie radzisz, Paulino. Masz rodzinę. Nie czekałaś na mnie. To wracam. Wybacz, że zakłócam twoją sielankę Andrzej już chciał wyjść.
Zostań, Andrzeju. Po co wróciłeś? Chcesz mnie ranić? Waldek pomaga mi i wychowuje twój synek ma już dwa lata próbowałam go powstrzymać. Nie zgasła we mnie miłość.
Wracam do ciebie, Paulino. Przyjmiesz mnie? spojrzał na mnie z nadzieją.
Siadaj, właśnie będziemy jeść serce mi aż podskoczyło, znów poczułam szczęście. Skoro wrócił, to nie zapomniał. A po co się sprzeciwiać?
Waldek znów musiał odejść. Jasiowi potrzebny był prawdziwy ojciec. Waldek potem ożenił się z dobrą kobietą, przygarnął jej dwójkę dzieci.
…Minęło kilka lat. Andrzej nigdy nie potrafił pokochać Jasia jak własnego syna. Zawsze miał wątpliwości, że to dziecko Waldka.
Nie bolało go serce przy wychowaniu syna to czułam. W ogóle Andrzej miał ciągotki do innych kobiet zakochiwał się i rozstawał łatwo. Zdradzał mnie z moimi koleżankami, z koleżankami koleżanek… Wyłam w poduszkę, ale trwałam przy rodzinie.
Chyba miałam łatwiej. Ten, kto kocha, nie musi kłamać ani się tłumaczyć. Po prostu kocha. Mąż był dla mnie całym światem. Czasem chciałam go zostawić, uwolnić się. Ale w nocy ganiłam się za te myśli. Dokąd miałabym pójść? Gdzie znajdę drugiego takiego? I komu Andrzej bezemnie będzie potrzebny? Dla niego byłam kochanką, żoną, matką.
…Swoją mamę Andrzej stracił jak miał czternaście lat. Umarła we śnie. Może dlatego tak szuka czułości po świecie. Wybaczałam mu wszystko i żałowałam go. Raz jednak pokłóciliśmy się na poważnie. Wyrzuciłam go z domu, poszedł do rodziny.
Minął miesiąc, zapomniałam, czemu się pokłóciliśmy, ale Andrzej nie wracał. Sama musiałam po niego iść. Ciotka się zdziwiła:
Paulino, czego tu szukasz? Andrzej mówił, że się rozwiedliście. Ma już inną.
Dzięki ciotce zdobyłam adres tej kobiety i poszłam do nich.
Dzień dobry! Czy mogłaby pani zawołać Andrzeja? chciałam być uprzejma.
Dziewczyna spojrzała na mnie, kpiąco się uśmiechnęła i zatrzasnęła drzwi przed nosem. Odeszłam bez słowa.
…Andrzej wrócił po roku. A tej kobiecie urodziła się córka Agnieszka. Do dziś mam do siebie żal, że wtedy go wyrzuciłam. Może nie byłoby tej historii? Stałam się jeszcze bardziej uległa, starałam się go uszczęśliwić, kochałam najmocniej.
Tematu Agnieszki nigdy w naszym domu nie poruszaliśmy. To była tematyka zakazana, jakby wypowiedzenie jej imienia miało rozbić naszą rodzinę jak domek z kart. Wszyscy woleliśmy milczeć i udawać, że to nas nie dotyczy.
Co z tego, że dziecko z innej kobiety? To się przecież zdarza. I niech żadne panienki nie polują na cudzych mężów!
I żyliśmy sobie z Andrzejem. Z wiekiem stawał się łagodniejszy, ciszej siedział w domu, telewizję oglądał. Nasz Jaś szybko się ożenił, podarował nam troje wnucząt. I nagle…
Odzywa się po latach Agnieszka, jego nieślubna córka. Prosi, by przygarnąć jej córkę.
Człowiek się głowi. Jak wyjaśnić Jasiowi, skąd nagle w naszym domu dziewczynka? Jaś przecież nie ma pojęcia o dawnych przygodach ojca…
…Oczywiście, przyjęliśmy pod opiekę pięcioletnią Alinę. Agnieszka zmarła, jej droga skończyła się na trzydziestu latach. Każdy grób porasta trawa, życie musi toczyć się dalej.
Andrzej sam postanowił porozmawiać po męsku z Jasiem. Nasz syn po wysłuchaniu wszystkiego skwitował:
Co było, to było, nie mnie oceniać. Ale dziewczyna to nasza rodzina, musimy jej pomóc.
Odetchnęliśmy z Andrzejem z ulgą. Mądry mamy syna, dobry chłopak.
…Alina dziś ma szesnaście lat. Uwielbia dziadka Andrzeja, zwierza mu się ze swoich sekretów, mnie nazywa babcią i twierdzi, że wygląda tak samo, jak ja w jej wieku. Zgadzam się z nią bez słowa…

Rate article
Fajna Tajna
Czy pamiętam? Nie mogę zapomnieć! – Pola, muszę ci coś powiedzieć… Pamiętasz moją nieślubną córkę, Nastkę? – mąż mówił tajemniczo, co mnie zaniepokoiło. – Hmm… Pamiętam aż za dobrze! Co się stało? – usiadłam, przygotowana na złe wieści. – Wiesz… Nastka błaga, byśmy zabrali jej córkę, czyli moją wnuczkę – mamrotał mąż. – A to niby czemu, Szurek? A gdzie mąż Nastki? Zjadł w święta wszystkie gruszki? – już byłam ciekawa i zaintrygowana. – Nastka jest ciężko chora, nie zostało jej już wiele czasu. Męża nigdy nie miała, jej mama od lat mieszka za granicą, kontakt się urwał, a innych bliskich nie ma. Więc prosi nas o opiekę – Szurek unikał mojego wzroku. – I? Co zamierzasz? – ja już wiedziałam, co zrobię. – Z tobą się naradzam, Pola. Ty zdecydujesz – mąż spojrzał pytająco. – Sprytnie… To znaczy, ty w młodości narozrabiałeś, a teraz ja mam wziąć odpowiedzialność za cudze dziecko, tak? – zżerała mnie złość na jego bezwolność. – Pola, przecież jesteśmy rodziną. Musimy razem zdecydować – Szurek próbował mnie przekonać. – O, patrzcie, jaki rodzinny się zrobił! A jak fikałeś z pannami, to nie pytałeś żony o zgodę! – łzy popłynęły mi po policzkach, uciekłam do drugiego pokoju. … W liceum byłam z kolegą, Walerkiem. Ale wszystko zmieniło się, gdy przyszedł nowy – Sławek. Dla niego straciłam głowę, Walerka odprawiłam. Sławek mnie zauważył, odprowadzał do domu, podarował kwiatek zerwany z klombu, a po tygodniu… ciąg dalszy dopisało życie. Zakochałam się po uszy, zostałam z nim do matury. Potem poszedł do wojska. Rok tęskniłam i czekałam. W końcu Sławek wrócił na przepustkę. Szalałam z radości, a on obiecywał: – Pola, jak wrócę, bierzemy ślub. Ty już jesteś moją żoną w sercu! Tonęłam w szczęściu… Tak było przez całe życie: Sławek popatrzył – ja już stopniałam jak lód w słońcu. Niestety po pół roku dostałam list, że poznał kogoś w innym mieście i wracać nie zamierza. A ja nosiłam pod sercem nasze dziecko. Słynna polska prawda: narzeczony się zapowiedział, ale nie wrócił. … Urodził się Jaś. Były chłopak, Walerek, pomógł. Z bezsilności przyjęłam jego wsparcie, bo przecież Sławek przepadł bez wieści. Lecz nagle wrócił… Walerek otwiera drzwi, a tu niespodziewany gość – Sławek. – Mogę wejść? – zdziwiony. – Skoro przyjechałeś, wchodź – mruknął niechętnie Walerek. Jaś zaczął płakać, więc Walerek zabrał go na spacer. – Mąż? – zapytał podejrzliwie Sławek. – Co ci do tego? Po co przyszedłeś? – nie kryłam złości. – Zatęskniłem. Widzę, masz rodzinę i już mnie nie czekałaś, no trudno… przepraszam, że przeszkodziłem w sielance – Sławek chciał wychodzić. – Zaczekaj! – rzuciłam zanim się zorientowałam… Wrócił, więc nie zapomniał. Jak miałam się oprzeć? Walerek znów odszedł w cień. Moje dziecko potrzebowało ojca, nie ojczyma. Później Walerek ułoży sobie życie, ale już bez nas. … Minęły lata. Sławek nigdy nie potrafił pokochać Jasia jak własnego syna, był przekonany, że to dziecko Walerka. Nie czuł więzi, ale ja kochałam bezgranicznie. Tymczasem Sławek wciąż szukał przygód; zdradzał mnie z lewa i prawa. Przeżywałam, płakałam, ale wybaczałam. Może łatwiej tym, którzy naprawdę kochają: nie muszą kłamać ani udawać. Trwałam przy nim mimo wszystko – on był moim słońcem. Czasem myślałam o odejściu, ale w sercu wiedziałam, że i tak wrócę. … Sławek stracił matkę w wieku czternastu lat, może dlatego przez całe życie szukał ciepła gdzie indziej. Wybaczałam mu wszystko – aż do pewnej mocnej kłótni. Wyrzuciłam go z domu i nie wracał miesiącami. Gdy w końcu dowiedziałam się, gdzie mieszka, usłyszałam od jego ciotki: – Pola, po co ci on? Mówił, że to koniec i ma już dziewczynę. Znalazłam ją i zobaczyłam, że rzeczywiście Sławek u niej mieszka. Dziewczyna zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. … Sławek wrócił po roku. A nowa dziewczyna urodziła córkę – Nastkę. Odkąd się o niej dowiedziałam, długo miałam wyrzuty sumienia; może nie byłoby tej historii, gdybym wtedy go nie przepędziła… Zaczęłam dbać o męża jeszcze bardziej. Nigdy nie rozmawialiśmy otwarcie o jego nieślubnej córce – to był temat tabu, który groził ruiną naszej rodziny. Ot, zdarzyło się… Kobiety nie powinny przeszkadzać obcym mężom! Tak przeminęło kilka dekad. Sławek się uspokoił, przestał gonić za przygodami, polubił dom i oglądanie telewizji. Nasz syn szybko założył rodzinę, mamy troje wnuków. I nagle… Po tylu latach wraca sprawa nieślubnej córki Nastki i jej prośba o opiekę dla jej córeczki. Jak wytłumaczyć Jasiowi pojawienie się obcej dziewczynki w domu? Przecież nie znał młodzieńczych wybryków taty… Ale podjęliśmy decyzję i przejęliśmy opiekę nad pięcioletnią Aliną. Nastka odeszła, jej droga skończyła się w wieku trzydziestu lat. Czas wszystko leczy, a życie trwa dalej. Sławek sam chciał porozmawiać z Jasiem. Syn wysłuchał i skwitował: – Co było, minęło – nie jestem wam sędzią. Dziewczynkę trzeba przyjąć, to przecież rodzina. Odetchnęliśmy z ulgą. Dziś Alina ma szesnaście lat. Uwielbia dziadka Sławka, zwierza się mu, mnie nazywa babcią i powtarza, że wygląda dokładnie jak ja w młodości. Przyznaję jej rację i uśmiecham się ze wzruszeniem…