Powiem Ci coś, co ostatnio naprawdę mnie poruszyło. I proszę, nie współczuj mi wręcz przeciwnie, od dawna nie czułam się tak szczęśliwa. Pamiętam, jak poszłam na wizytę do dermatologa w Warszawie i jak zwykle trzeba było chwilę poczekać w poczekalni. To właśnie tam poznałam kobietę, która zupełnie przewróciła moje myślenie o szczęściu.
Parę krzeseł ode mnie siedziała pani, która od razu przyciągnęła moją uwagę. Była bardzo wyprostowana, emanowała spokojem i taką pewnością siebie, a jej delikatny uśmiech i błysk w oku zdradzały życiową mądrość. Wydawało mi się, że ma jakieś 65 lat, ale gdy zaczęłyśmy rozmawiać, wyznała, że skończyła już 70!
Od razu złapałyśmy wspólny język. Była bardzo skupiona, mówiła spokojnie, wszystko było przemyślane. I jej historia kompletnie mnie zaskoczyła.
Opowiedziała mi o dwóch małżeństwach. Pierwsze, jeszcze za czasów studiów w Krakowie, było pełne miłości, ale była jedna ważna różnica od samego początku mówiła, że nie chce mieć dzieci. Jej pierwszy mąż zapewniał, że mu to nie przeszkadza.
Z czasem jednak zmienił zdanie. Gdy ona zbliżała się do trzydziestki, on coraz częściej zaczynał temat dziecka, mając nadzieję, że poczuje tak zwany instynkt macierzyński, którego ona zwyczajnie nie miała. Po wielu ciężkich rozmowach rozeszli się.
Drugi mąż miał już córkę z poprzedniego związku i nie chciał budować kolejnej rodziny od zera. Byli dla siebie całym światem, żyli bez presji, w zgodzie i szacunku. Niestety, zmarł nagle i niespodziewanie, więc została sama.
Od tego czasu mieszka sobie spokojnie w dużym domu na obrzeżach Poznania, wśród roślin, książek i pięknych wspomnień, choć nie lubi się rozczulać nad przeszłością.
Wiele osób uważa, że dzieci to gwarancja spokojnej starości, powiedziała z uśmiechem. Ale dzieci dorastają, odchodzą na swoje i układają sobie życie, jak powinno być.
Powiedziała mi prosto: nigdy nie chciała mieć dzieci i wcale tego nie żałuje.
Dni wypełniają jej różne pasje, spotkania z przyjaciółmi, podróże do Gdańska, robienie przetworów na zimę to wszystko nadaje sens jej życiu.
Na koniec rzuciła z takim rozbrajającym uśmiechem: A ta cała kwestia szklanki wody na starość? Dopóki mogę poprosić sąsiadkę albo zamówić wodę przez Glovo za parę złotych wszystko gra!
Przez chwilę mnie zamurowało. To nie tyle jej poglądy mnie zszokowały, co ta jasność umysłu, spokój i pewność w tym, jak żyje i jakie decyzje podejmowała.
I wiesz co? To była dla mnie odpowiedź na pytanie, czy można czuć spełnienie bez dzieci, pozostając wierną sobie. Na jej przykładzie wyraźnie widać, że tak szczęście to bardzo indywidualna sprawa i nie zawsze chodzi o to, co zostaje nam wpisane w schemat.
Na końcu każdy z nas wybiera swoją ścieżkę do szczęścia i sensu życia. A jej historia świetnie pokazuje, że prawdziwy spokój i pełnia są możliwe wtedy, gdy szanujesz swoje pragnienia i bierzesz odpowiedzialność za wybory.



