Czy chcesz, żebym wywiózł walizkę z rzeczami? zapytała żona.
Zabierz! odparłam.
Co to ma znaczyć? zdziwiła się dziewczyna, która szykowała się do długiego odpoczynku, jakby coś przyspieszyło.
No wiesz, po co ci ta walizka? dodała Zosia.
Jaka jeszcze walizka? Samodzielnie noście swoje bagaże! pomyślała Ania i, stukając w dywanik w przedpokoju, wyszła. Wszystko wydawało się w porządku, ale pozostał pewien cień.
Wieczorem w domu rozległ się alarm na telefonie.
Będzie nam dziecko! Będzie nam dziecko! oznajmiła Ania z dumą, spoglądając na Leona, licząc na jego reakcję. Czy nie jesteś szczęśliwy, kochanie?
Ania Kowalska pojawiła się w naszej szkole wyższej na trzecim roku. Razem z Wojtkiem Ryczkowskim przenieśli się z innego miasta.
Ojciec Wojtka, żołnierz, dostał rozkaz służby w innym miejscu, więc rodzina przeprowadziła się. Dziewczyna, z którą Wojtek był związany, ruszyła za nim. Ania stała się prawdziwą towarzyszką w boju.
Wojtek natomiast po przeprowadzce zniknął. Zniknął z radarów, odjechał od rodziców dokąd, nie wiadomo. Zabrał dokumenty z ostatniego roku medycznego i nie odbierał telefonu.
Wtedy Ania zauważyła, że przyciąga ją przystojny wykładowca anatomii Leonard Jerzy.
Ania była bystra, jej kręcone włosy działały jak sprytny kompas. Powrót do domu z brzuchem w brzuchu nie wchodził w grę nic dobrego nie zapowiadało się. Dziecko było jedyną nadzieją rodziców. Była gotowa ryzykować, bo w wielodzietnych rodzinach nie przyjmowano dodatkowych ustników.
Wtedy pojawił się pomysł: trzydziestoletni, ustabilizowany mężczyzna, którego wszyscy znali i nie mieli wątpliwości, że w jego rodzinie nie było jeszcze dzieci.
Ania nawiązała kontakt z mężem Leona, zamężnym, i zauważyła, że nie przywiązuje dużej wagi do środków antykoncepcyjnych. To znak, że chce zostać ojcem.
No więc, Leon pomyślała piękna Ania spełnię twoje marzenie, będziesz szczęśliwym ojcem! i zabrała się do dzieła.
Po półtora miesiąca mogła przekazać kochanemu radosną nowinę: dziecko urodzi się po siedmiu miesiącach, a nikt nie zauważy, że jest przedwcześnie.
Wszystko było dopięte na ostatni guzik najpierw lekka kolacja przy okazji uroczystego wyjścia. Ania wynajęła pokój u samotnej babci za symboliczną opłatę.
Starsza pani nie sprzeciwiała się spotkaniom, wystarczyło, że płacono za media i od czasu do czasu podawano słodkości. Życie emeryta nie jest łatwe, trzeba jeszcze coś jeść i leczyć. Ceny w aptekach i sklepach nie były niskie.
Gdy Leon wypił kieliszek wina, a Ania tylko łyk, podała mu wynik testu ciążowego, jak w serialach, i powiedziała: Będzie nam dziecko! Czy nie jesteś szczęśliwy, kochanie?.
Mężczyzna nie zareagował tak, jak się spodziewano: nie podniósł jej w ramiona, nie zaproponował wyjścia za mąż. Po krótkiej ciszy odrzekł:
Nie jestem gotowy!
Na co nie jesteś gotowy? zapytała Ania, zaskoczona. Zawsze byłeś gotowy, jak harcerz!
Na dziecko!
Czyli gotowy na samą ideę, ale nie na konsekwencje? uśmiechnęła się, nieco rozczarowana.
Leon po prostu wyszedł.
Co za złodziej! krzyknęła Ania, używając języka, w którym nie ma miejsc na obłudy.
Nie oznacza to, że Leon był bez serca i podły po prostu był bezpłodny. Dziecko nie mogło więc pochodzić od niego.
Leon pamiętał też, że Ania wcześniej kręciła się z zaginionym Wojtkiem. Układ się złożył.
Bezpłodność Leona wzięła się z choroby dziecięcej świnki lub świnki pazikowej, które w młodości dały mu trwałe skutki.
Po trzech latach małżeństwa badania wykazały, że w nasieniu mężczyzny jest mało plemników i są one prawie bezruchu. Gdyby nie potrzebny jeden sprawny plemnik, wszystko byłoby nie do naprawienia.
Tajemnica była strzeżona przez parę, udając, że intensywnie pracują nad rozwiązaniem.
Później postanowili wziąć dziecko z domu dziecka. A póki co żyli po swojemu, co nie było złe.
O bezpłodności nie wiedział nawet ojciec Leona matka Leona już nie żyła. Ojciec miał nowotwór i ludzie współczuli mu, by nie rozpaczać. Mężczyzna miał nadzieję, że wkrótce zostanie mu wnuk.
Choroba posuwała się naprzód, więc Leon i Ania postanowili, by ojciec odszedł w spokoju zbyt wiele wiedzy potęgowało smutek.
W rodzinie wciąż panowało szczęście: Leon kochał Zofię, a Zofia kochała Leona i w pełni mu ufała.
Jedna mała zdrada tylko wzmocniła małżeństwo, jak twierdził każdy. Po tym, jak Ania wyjawiła swoją ciążę, zainteresowanie wykładowcy znacznie osłabło.
Leon przestał ją traktować jak studentkę, więc Ania postanowiła przyjść do jego domu. Oczywiście w jego nieobecności, by powiedzieć żonie prawdę o ich czystej miłości.
Zofia, jako osoba opanowana, odpowiedziała na słowa Anii krótkim i chłodnym:
Zabierz!
Co to ma znaczyć? zdziwiła się dziewczyna, gotowa na długi odjazd.
No właśnie, po co ci ta walizka? dodała Zofia.
Jaka jeszcze walizka? Samodzielnie noście swoje bagaże! pomyślała Ania i, stukając w dywanik w przedpokoju, wyszła. Wszystko wydawało się w porządku, ale został lekki cień.
Wieczorem w domu rozległ się alarm na telefonie.
W co wierzysz, Zosiu? zapytał Leon, rozgniewany. Nie ma tu miejsca na próbki! Nie znasz mnie, co? Jestem przyzwoitym gospodarzem!
Tak, Leon naprawdę był przyzwoitym gospodarzem i nie miał żadnych kompromitujących go związków. Zofia w pełni mu wierzyła i ponownie mu uwierzyła. Nie przybyło więc nikogo z walizką.
Studentka Kowalska, nie czekając na ukochanego, nie poszła do dziekanatu, by oskarżać wykładowcę o molestowanie. Ania nie była głupia i rozumiała, że czasy lokom i partkom minęły.
Pójdziemy inną drogą! mawiał niegdyś niesławny Ilya. Ania postanowiła skorzystać ze słów przywódcy i zwróciła się do Jana Sokołowskiego przyszłego teścia Leona. Jego adres znajdowała w internecie.
Jego ojciec, będąc w pewnym stanie zamieszania z powodu leków, spotkał piękną, ciężarną dziewczynę z sercem na dłoni: Będzie mi wnuk! w końcu spełniło się jego marzenie.
Bez namysłu zaoferował pięknej mamie pomoc finansową w wysokości trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie. Rozważył, że syn nie podjął jeszcze decyzji, więc niech sam rozmyśli się w spokoju. Dziadek nie zostawi ją i będzie wspierał.
Jednocześnie lubił Zofię, nie chciał jej problemów, więc trzymał wszystko w tajemnicy.
Napełniona dumą Ania odczuła, że życie jej się układa. Zaczęła studia, choć mogła jeszcze uczęszczać na praktyki, ale co by się traciło, gdy co miesiąc przychodziła przyzwoita suma? Dla kogoś to drobne, a dla Anii, wychowanej w skromnej rodzinie, to wielka pomoc.
Ciężarna przebiegała spokojnie, bez mdłości. Kupowała w sklepach różowe ubranka dla maleństwa, a USG pokazało, że to dziewczynka. Często odwiedzała dziadka Jurka, który radośnie przyjmował przyszłą babcię i karmił ją pysznymi owocami, na które Ania nie mogła sobie pozwolić.
Gdy nadszedł termin porodu, przyjechał po nią z szpitala, bo już nie mógł chodzić sam. Obiecał, że po wyjeździe nie zostawi jej samej.
Oczywiście, że nie zostawi! myślała Ania, gryząc wiśnie. A ten leniwy lew chyba płacze ze snu!
Jurek odszedł, gdy dziewczynce skończyło pół roku; choroba wygrała, jak to często bywa. Ania przyjechała na pogrzeb, a starsza sąsiadka zgodziła się opiekować dzieckiem: Nie wyciągnę jej z kołyski, ale po prostu ją przytulę.
Dlaczego tak zrobiła? Nikt nie wie. Może liczyła się na testament, w którym wymieniona miałaby się wnuczka Jurka, bo obiecał! Kiedy jednak nie było takiego testamentu, rodzina nie zaprosiła jej na uroczystość.
Opiekunka, będąc na pogrzebie, wyjawiła prawdę, którą długo ukrywał Jurek. Gdy Ania próbowała wsiąść do autobusu z pogrzebowym posiłkiem, kierowca, na prośbę małżonków, zamknął przed nią drzwi. Autobus ruszył, a ona biegła za nim, stukając pięścią w drzwi.
Miała trochę oszczędności: z tych trzydziestu tysięcy złotych odkładała, dołożyła kapitał rodzicielski i zasiłek dla samotnej matki. To wystarczało na życie.
Zdecydowała się podjąć pracę w centrum medycznym, przyjmując telefony. Studia pielęgniarskie dawały jej wystarczającą wiedzę. Sukcesem było umieszczenie siedmiomiesięcznej córeczki w żłobku.
Rok po pogrzebie Zofia zaszła w ciążę! Aktywowano ponownie komórki płodowe Leona i wkrótce na świat przyszedł chłopiec.
Świat w ich życiu rozkwitł, a Ania od czasu do czasu wspominała ten incydent z Zofią i Anią, jakby to była tylko senna opowieść.
Jednak kobieta tłumiła te myśli: Boże, co już po tym?. Leon okazał się wspaniałym ojcem: troskliwym, kochającym i delikatnym, dokładnie takim, jak jej mąż.
Reszty nie trzeba było się zastanawiać.



