**Warszawa, 15 maja**
Czy naprawdę całe życie będę musiał udowadniać, że jestem niewinny?
Kinga siedziała przed telewizorem, a mąż przeglądał coś na laptopie, gdy zadzwoniła mama.
— Co się stało, mamo? — spytała Kinga, wyciszając telewizor.
— Nic, zwyczajnie stęskniłam się.
Ale Kinga wiedziała, że mama nie dzwoni bez powodu.
— Mów wreszcie. Znowu jakaś historia z Zuzią?
Mama westchnęła ciężko.
— Cały dzień marudzi, że chce do ciebie przyjechać. Mówi, że będzie zdawać na studia. A nauka ją nie interesuje, tylko imprezy. Jaka uczelnia? U nas jest dobry technikum i szkoła pielęgniarska. Ale nawet słuchać nie chce.
— Mamy z Krzysiem kawalerkę. Wątpię, żeby było jej wygodnie mieszkać z nami — odparła Kinga.
— Rozumiem. Boję się, że po prostu ucieknie do ciebie. Dlatego dzwonię. Może ty ją przemówisz do rozsądku? Mnie nie słucha. Zupełnie się rozpuściła.
— Mamo, ona i mnie nie posłucha. Jak coś sobie wbije do głowy, to nie przemówisz. Wiesz przecież. Spróbuję porozmawiać z wujkiem Markiem. Może weźmie ją do siebie.
— Porozmawiaj… Tylko on ma rodzinę. Niewygodnie tak.
— Dlaczego? To w końcu jego córka. Dobrze, mamo, porozmawiam z nim i oddzwonię. — Kinga odłożyła słuchawkę.
— Mama dzwoniła? — Krzyś oderwał wzrok od ekranu.
— Tak. Zuzia chce do nas przyjechać, niby na studia.
— No i? Jak się dostanie, to będzie miała akademik. — Wrócił do przeglądania internetu.
— Na studia się nie dostanie, a i do technikum wątpię. Chce wyjść za mąż, o to chodzi. Porozmawiam z jej ojcem, może ją przyjmie. Powinien. To jego dziecko. — Kinga zamyśliła się.
„Trzeba przekonać wujka Marka. Krzyś jest przystojny. Gdyby nie był, nie wyszłabym za niego. A Zuzia jest nieprzewidywalna. Na naszym ślubie nie spuszczała z niego oczu.”
Kinga i Zuzia miały różnych ojców. Ojciec Kingi utonął, gdy miała sześć lat. Poszedł z kolegami na ryby, wypili, a potem łowili. Haczyk zahaczył o korzeń w rzece. Ojciec wszedł do wody, żeby go odczepić, i zginął. Koledzy też byli pijani, nie zdołali go uratować.
Młoda i piękna mama została sama z Kingą. Nie wpuszczała do domu żadnych adoratorów. Gdy Kinga była w piątej klasie, do szkoły przyszedł nowy nauczyciel matematyki — przystojny i młody. Plotkowano, że nie przyjechał tu przypadkiem, tylko uciekł z dużego miasta po nieudanym romansie.
Został wychowawcą Kingi. Na zebraniu zobaczył jej mamę i od razu się zakochał. Zaczął przychodzić do nich, pomagać KingKinga westchnęła głęboko, patrząc w okno, i pomyślała, że najtrudniejsze dopiero przed nią – czy uda się odbudować zaufanie, które Zuzia tak łatwo zniszczyła.



