**Dziennik, 15 czerwca**
Czy naprawdę przez całe życie będę musiał udowadniać, że jestem niewinny?
Kinga oglądała telewizję, gdy zadzwoniła jej matka.
— Co się stało, mamo? — zapytała ostrożnie, ściszając telewizor.
— Nic się nie stało. Po prostu postanowiłam zadzwonić.
Ale Kinga wiedziała, że matka nie dzwoni bez powodu.
— Mów wreszcie. Znowu Kasia coś narozrabiała?
Matka westchnęła.
— Znowu mi uszy obgadała, że chce przyjechać do ciebie. Mówi, że będzie zdawać na studia. A jakie studia? Ledwo się uczy, myśli tylko o imprezach. U nas jest dobry technikum i szkoła pielęgniarska. Nawet słyszeć nie chce.
— Ale my z Marcinem mamy tylko kawalerkę. Nie wiem, czy to dobry pomysł — odpowiedziała Kinga.
— Rozumiem. Boję się, że po prostu ucieknie do was. Może ty ją od tego odradzisz? Mnie nie słucha. Zupełnie się rozpuściła.
— Mamo, mnie też nie posłucha. Jak sobie coś wbije do głowy, to nikt nie przekona. Porozmawiam z wujkiem Jackiem. Może weźmie ją do siebie.
— Spróbuj. Choć on teraz ma własną rodzinę. Nie wypada.
— Dlaczego nie wypada? To przecież jego córka. Dobrze, mamo, porozmawiam z nim i oddzwonię. — Kinga odłożyła telefon.
— Mama dzwoniła? — Marcin oderwał wzrok od komputera.
— Tak. Kasia chce do nas przyjechać, niby na studia.
— No to co? Jak się dostanie, będzie miała akademik.
— Na studia się nie dostanie, a technikum jest i u nas. Ale nawet tam pewnie nie zda. Chce wyjść za mąż, ot co. Porozmawiam z jej ojcem, może ją przygarnie. Powinien. To jego własna córka.
Kinga zamyśliła się. *Trzeba przekonać wujka Jacka. Marcin jest przystojnym mężczyzną. Gdyby nie był, nie wyszłabym za niego. A od Kasi można się wszystkiego spodziewać. Na naszym weselu nie spuszczała z niego oczu.*
Kinga i Kasia miały różnych ojców. Ojciec Kingi utonął, gdy miała sześć lat. Poszedł z kolegami na ryby, wypili, a potem zaczęli łowić. Haczyk zahaczył o korzeń. Ojciec wszedł do wody, żeby go odczepić, i utonął. Kolegów też poniosło, nie zdążyli go wyciągnąć.
Młoda i piękna matka została sama z Kingą. Nie dopuszczała do siebie adoratorów. Gdy Kinga była w piątej klasie, do szkoły przyszedł nowy nauczyciel matematyki — przystojny i młody. Plotkowano, że nieprzypadkowo się tu znalazł, że uciekł z dużego miasta po nieudanym związku.
Został wychowawcą klasy Kingi. Na wywiadówce zobaczył jej matkę i zakochał się od pierwszego wejrzenia. Zaczął często przychodzić, pomagać Kingi w lekcjach — nie tylko z matmy. Wkrótce Kinga została prymuską, a w klasie zaczęły krążyć plotki.
A potem matka zaszła w ciążę. Nie chciała wychodzić za mąż, ale Jacek Kowalski ją przekonał. Kinga w szkole mówiła na niego „panie profesorze”, a w domu — „wujku Jacku”. Wzięli ślub. Gdy urodziła się Kasia, Kinga stała się starszą siostrą. Była z tego dumna. Matka pozwalała jej chodzić po zakupy, spacerować z wózkiem, nawet zostawać z siostrą, gdy sama musiała wyjść.
Żyli razem dwa lata. A potem wujka Jacka zaproszono do liceum w wojewódzkim. Nic dziwnego — był świetnym nauczycielem, uczniowie go uwielbiali.
Matka odmówiła wyjazdu. Nigdy nie powiedziała dlaczego. Ale Kinga była już duża i wiele rozumiała. Matka wstydziła się, że jest od niego starsza. Bała się, że w dużym mieście ją porzuci, więc wolała sama go wypuścić.
Wujek Jacek wyjechał, a one zostały we trzy. Po rozwodzie regularnie płacił alimenty na Kasię, a czasem przysyłał trochę pieniędzy i dla Kingi. Wiedział, że matce trudno.
Kinga i Kasia były zupełnie różne. Kinga uczyła się dobrze, była spokojna i ambitna. Po maturze wyjechała do wojewódzkiego i bez problemu dostała się na uniwersytet.
Kasia zaś nauką się nie przejmowała. Od dziecka wiedziała, że jest ładna, i to wykorzystywała.
Pewnego dnia Kinga spotkała wujka Jacka w galerii handlowej. Był z żoną i małym synkiem. Zatrzymał się, zapytał o matkę i Kasię. Wydawało jej się, że ucieszył się na jej widok. Podał numer i adres, mówiąc, żeby dzwoniła, gdyby czegoś potrzebowała.
Kinga parę razy do niego zajrzała, gdy brakowało jej pieniędzy. Ale widząc, że jego żona nie jest tym zachwycona, przestała. Sam też nie dzwonił.
Nazajutrz po telefonie matki Kinga zadzwoniła do wujka Jacka.
— Kinga! — ucieszył się. — Co u ciebie? Jak mama? Dawno cię nie widziałem.
— Wyszłam za mąż, wujku. Pracuję. Wszystko dobrze. Dzwonię w sprawie Kasi.
Wydało jej się, że się spiął. Czekał, co powie dalej.
— Mama dzwoniła wczoraj. Kasia chce przyjechać do nas i zdawać na studia. Mieszkamy w kawalerce. Pomyślałam, że może zamieszka u was?
— Porozmawiam z Olą, moją żoną, i oddzwonię. A na jakie studia chce iść?
— Szczerze? Nie wiem. Nie sądzę, żeby się dostała. Kiepsko się uczy. Jak się dostanie, będzie miała akademik. Jak nie… Wróci do mamy.
— Dobrze. A ty? Dzieci na razie nie planujecie?
— Nie. Dziękuję.
Kinga była zaskoczona, że tak łatwo się zgodził.
Po trzech tygodniach Kasia odebrała świadectwo i przyjechała.
— Umówiliśmy się, że zamieszkasz u ojca. Już z nim rozmawiałam, czeka na ciebie.
— Kto cię o to prosił? — warknęła Kasia. — Nie pojadę do niego. Myślałam, że zostanę z wami.
— Gdzie? W kuchni?
— No i co? Mogę i w kuchni. A może boisz się o swojego Marcina? Dla mnie jest za stary. Chociaż… — Kasia przebiegle zmrużyła oczy.
Kinga stłumiła falę paniki.
— Jutro idziemy złożyć dokumenty. Gdzie chcesz zdawać?
— Oj, daj spokój. Nie jestem już mała, sama dam radę.
— Dobrze. Do immatrykulacji jeszcze miesiąc. Nie ma co tu siedzieć. Jak złożysz papiery, wracasz do mamy. To nie podlega dyskusji.Tego wieczoru Kinga leżała obok Marcina, wpatrując się w sufit, i po raz pierwszy od dawna poczuła, że ich związek jest silniejszy niż wszelkie podejrzenia.



