„Czy będziesz na mnie czekać?”
Jak szybko płynie czas. Nie zdążyła się obejrzeć, a już prawie pięćdziesiątka. A przecież wydawało się, że wiecznie pozostanie młoda. Kinga spojrzała w lustro. Przechylała głowę to w jedną, to w drugą stronę. Same rozczarowanie. Ale, jak to mówią, trzeba kochać siebie w każdym wydaniu. No dobrze. I co tu kochać? Podkrążone oczy, opadające kąciki ust, zmarszczki, smutne spojrzenie. Oj, lepiej nie patrzeć na tę urodę.
A przecież nie dźwigała cegieł, nie harowała w fabryce, całe życie spędziła w ciepłym, jasnym biurze, przeglądając papiery. A jednak lata odcisnęły piętno na jej twarzy.
Westchnęła. „I czego się martwię? Kto na mnie patrzy? Młodych pełno. No to uspokój się. Oddychaj równo” — rozkazała sobie. I rzeczywiście wzięła głęboki oddech, potem jeszcze jeden. „Co tam, że Marek wrócił. Dawno o mnie zapomniał. Ile wody upłynęło od tamtej pory…”
***
„Kinga, chodźmy do kina?” — zaproponował Marek, rumieniąc się tak, że aż uszy mu poczerwieniały.
„A na jaki film?” — spytała Kinga, udając obojętność, podczas gdy serce podskoczyło jej z radości.
„Zapomniałem tytułu, ale koledzy oglądali, podobał im się.”
„Lubię filmy o miłości albo przygodowe” — powiedziała marzycielsko, zauważając, jak twarz Marka się wydłużyła. „No dobrze, chodźmy. A kiedy?”
„Możemy teraz” — ucieszył się.
Kinga pomyślała. Mama nie dała jej żadnych zadań, lekcje można odrobić później. Matka w pracy, nie trzeba pytać o pozwolenie.
„Chodźmy” — zgodziła się.
W kinie było niewiele ludzi — dzień roboczy. Zgasło światło, zaczął się film z pościgami i strzelaniną. Kinga zerknęła na profil Marka. Wpatrywał się w ekran z przejęciem. Na końcu sceny bohater ratował dziewczynę z rąk bandytów, a potem całowali się. Kinga zesztywniała i zaczerwieniła się, bo Marek siedział obok i też widział ten pocałunek.
Nagle przysunął się, na ile pozwalało podłokietnik, i wziął jej dłoń w swoją. Serce zabiło mocniej, Kinga zamarła, bojąc się poruszyć. Zaraz dotknie ustami jej policzka… Ale nie. Bohaterowie znów uciekali przed pościgiem, a Marek wpatrywał się w ekran. Kinga przesiedziała tak do końca seansu, wstrzymując oddech.
Film się skończył, światła zapaliły się, a Marek puścił jej rękę. Zrobiło jej się chłodno. W drodze do wyjścia zapięła płaszcz i naciągnęła czapkę, żałując, że film tak szybko się skończył.
Na dworze zmierzchało, wczesna zimowa ciemność. Szli pieszo do domu, a Marek z zapałem opowiadał o najciekawszych momentach, jakby nie była tam razem z nim. Gdy milkł, zapadała niezręczna cisza. Kinga pytała o coś, a on znów zaczynał mówić. Wciąż czekała, że weźmie ją za rękę. Ale niósł jej torbę w jednej dłoni, a drugą gestykulował, komentując film.
Pod domem Kinga zatrzymała się i spuściła wzrok. Marek też milczał.
„Pójdę?” — wzięła od niego torbę i otworzyła furtkę.
„Kinga, pójdziemy jeszcze do kina?” — zawołał.
Obejrzała się. W półmroku nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że boi się odmowy.
„Pójdziemy!” — odpowiedziała wesoło i pobiegła.
Poszli jeszcze kilka razy. I za każdym razem, gdy gasło światło, Marek brał jej rękę i trzymał do końca seansu. Czasem po prostu spacerowali. Marek skończył szkołę rok wcześniej, na wiosnę miał iść do wojska. Nie poszedł na studMinęły lata, a oni w końcu spotkali się na moście, gdzie kiedyś obiecali sobie, że zawsze będą razem, nawet jeśli czas zmieni ich oblicza, i już nigdy więcej nie wypuścili z dłoni tego, co od dawna pragnęli odzyskać.



