„Czy będziesz na mnie czekać?”
Jak szybko płynie czas. Ledwie się obejrzała, a już prawie pięćdziesiąt. A przecież wydawało się, że zawsze będzie młoda. Danuta spojrzała w lustro. Przekręcała głowę w jedną stronę, w drugą. Same rozczarowanie. Ale, jak mówią, trzeba siebie kochać każdej. No dobrze. I co tu kochać? Sińce pod oczami, opuszczone kąciki ust, zmarszczki, smutne spojrzenie. Oj, lepiej nie patrzeć na taką urodę.
A przecież nie dźwigała worków z cementem, nie harowała w fabryce, całe życie siedziała w jasnym, ciepłym biurze i przekładała papiery. A na twarzy odcisnęły się wszystkie te lata.
Danuta westchnęła. *„I czego się martwię? Kto na mnie patrzy? Młodych jest pełno. No to się uspokój. Oddychaj równo”* – rozkazała sobie. I rzeczywiście wzięła głęboki oddech, potem jeszcze jeden. *„Co tam, że wrócił Marek. Dawno o mnie zapomniał. Tyle wody upłynęło…”*
– Danuś, chodźmy do kina? – zaproponował Marek, poczerwieniawszy tak, że uszy mu płonęły.
– Na jaki film? – spytała Danuta z udawanym obojętnym tonem, podczas gdy serce podskoczyło jej z radości w piersi.
– Zapomniałem tytułu, ale koledzy oglądali, podobał im się.
– Lubię albo o miłości, albo przygody – powiedziała z rozmarzeniem i zauważyła, jak twarz Marka się wydłużyła. – Dobrze już, chodźmy. A kiedy?
– Możemy teraz – ucieszył się Marek.
Danuta zastanowiła się. Mama niczego nie kazała jej załatwić. A lekcje odrobi później. Mama w pracy, nie trzeba pytać o zgodę.
– Idziemy – zgodziła się.
W sali kinowej było niewielu ludzi, dzień roboczy. Światła zgasły, zaczął się film z pościgami i strzelaniną. Danuta spojrzała ukradkiem na profil Marka. Wpatrywał się w ekran z przejęciem. Pod koniec akcji bohater uratował dziewczynę z rąk bandytów, i zaczęli się całować. Danuta zesztywniała i poczerwieniała, bo przecież obok siedział Marek i też widział ten pocałunek.
Nagłe przysunął się do niej, na ile pozwalało podłokietnik fotela, i ujął jej dłoń w swoją. Serce zamarło jej w piersi, Danuta zastygła, bojąc się drgnąć. Zaraz musnąłby jej usta swoimi… Ale nie. Bohaterowie znów uciekali przed pościgiem, a Marek wlepił wzrok w ekran. I tak Danuta przesiedziała do końca seansu, wstrzymując oddech.
Film się skończył, światła zapaliły się, a Marek puścił jej dłoń. Danucie od razu zrobiło się zimno. W drodze do wyjścia zapięła płaszcz i naciągnęła czapkę, żałując, że film tak szybko się skończył.
Na dworze zapadł już wczesny zimowy zmierzch. Szli pieszo do domu, a Marek z zapałem opowiadał najciekawsze sceny, jakby ona nie siedziała obok niego. Gdy milkł, zapadała niezręczna cisza. Danuta pytała o coś, a on znów zaczynał opowiadać. Wciąż czekała, aż weźmie ją za rękę. Ale on niósł w jednej dłoni jej torbę, a drugą gestykulował, komentując film.
Przed domem Danuta przystanęła i spuściła wzrok. Marek też milczał.
– Idę już? – Wzięła od niego torbę i otworzyła furtkę.
– Danuś, pójdziemy jeszcze kiedyś do kina? – zawołał za nią Marek.
Obejrzała się. W zmierzchu nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że boi się odmowy.
– Pójdziemy! – odpowiedziała wesoło i pobiegła do domu.
Poszli jeszcze kilka razy. I za każdym razem, gdy gasły światła, Marek chwytał jej dłoń i trzymał do końca seansu. Czasem po prostu spacerowali. Marek skończył szkołę rok wcześniej, na wiosnę miał iść do wojska. Nie poszedł na studia, pracował z ojcem w warsztacie samochodowym.
Pewnego razu musnął ustami kącik jej warg. A ona bała się, że nigdy się na to nie odważy. Jakże szczęśliwa była wtedy!
Wiosną poszedł do wojska. W przeddzień wyjazdu wywołał ją przed dom, rzucając kamykiem w okno. Danuta narzuciła płaszcz i wyszła. Był podpity.
– Jutro rano jadę. Będziesz na mnie czekać?
– Tak – ochryple odpowiedziała. – Oczywiście, że będę.
Jak on może wątpić? Dla niej nie istniał nikt poza nim.
Wtedy mama zorientowała się, że Danuty długo nie ma, wychyliła się przez okno i zawołała ją do domu. Danuta wspięła się na palce, pocałowała Marka w rozgrzany policzek i pobiegła do domu.
Ojciec Danuty pił i poprzedniej zimy zamarzł w zaspie. Matka związała się z innym mężczyzną. Danuta czuła się nieswojo, wstydziła się nawet wyjść do kuchni. Po maturze wyjechała do wojewódzkiego miasta. Niedaleko – zaledwie półtorej godziny autobusem. Mama nie próbowała jej zatrzymywać. Wydawało się, że nawet odetchnęła z ulgą. Dała trochę pieniędzy na początek i pomachała córce, gdy ta wsiadała do autobusu z jedną małą walizką.
Pierwsze miesiące mieszkała u krewnych koleżanki, którzy też przyjechali do miasta ze wsi. Skończyła kurs księgowości i z pierwszą wypłatą wynajęła pokój.
Marek nie obiecywał, że będzie pisać. Nie domyślił się czy nie zdążył – ale co za różnica? I tak na niego czekała. Do domu przyjeżdżała rzadko. Podczas jednej z wizyt zauważyła, że matce zaokrąglił się brzuch. Zrobiło się jej trochę przykro, że mama pokocha nowe dziecko, a ona, Danuta, będzie jak odcięty kawałek chleba.
Nie postrzegała matki jako młodej kobiety, choć ta miała zaledwie czterdzieści lat. Nie widziała, by matki jej koleżanek rodziły w tym wieku. Było jej wstyd i niezręcznie, więc przestała jeździć do rodzinnej wsi.
Ale na powrót Marka wróciła. Koleżanka napisała, że rodzice spodziewają się go na weekend. Braciszek już dreptał po domu pulchnymi nóżkami. Matka nazwała go Markiem, Maćkiem. Gdy Danuta wołała go po imieniu, od razu przypominał jej się tamten Marek.
Co chwilę wybiegała na ulicę, wypatrując, czy nie idzie. Ale Marek nie przyjechał. W sklepie usłyszała, jak jego matka narzekała, że się spóźnia, że wraca z narzeczoną, nieWtedy poczuła na ramieniu czyjś dotyk, odwróciła się i zobaczyła Marka, który stał przed nią z bukietem polnych kwiatów i tym samym spojrzeniem, które pamiętała sprzed tylu lat.



