Czterdzieści lat pod jednym dachem, a w wieku sześćdziesięciu trzech lat nagle chcesz wszystko zmienić? pytała Janina, siedząc w swoim ulubionym fotelu i patrząc przez okno na warszawską panoramę, jakby chciała wymazać z pamięci cały ten dzień. Jeszcze dwie godziny temu krzątała się w kuchni, szykując schabowe i czekając na Zygmunta wracającego z wędkowania nad Wisłą. Przyszedł, ale zamiast ryb przyniósł nowiny, które od dawna chciał wydukać, lecz odwlekł je przez lata.
Chcę się rozwieść. Proszę, postaraj się zrozumieć powiedział Zygmunt, unikając jej wzroku. Dzieci są dorosłe, wnukom to obojętne, możemy, bez awantur, postawić kropkę.
Czterdzieści lat razem, a ty nagle odkrywasz w sobie ducha zmian? nie mogła pojąć Janina. Mam prawo wiedzieć, co dalej.
Ty zostajesz w naszym mieszkaniu na Mokotowie, ja przenoszę się do domku pod Radomiem oznajmił z pełnym przekonaniem, jakby decyzja zapadła dawno temu. Nie ma co dzielić, a potem wszystko i tak trafi do dziewczyn.
Jak ona się nazywa? spytała Janina z rezygnacją.
Zygmunt zarumienił się, zaczął nerwowo zbierać rzeczy i udawał, że nie słyszał pytania. Każda jego reakcja była jak wywieszenie transparentu Mam kochankę. W młodości Janina myślała, że takie historie nie mają prawa jej dotyczyć, a tu proszę na starość została sama, bo mąż pobiegł za inną.
Może wszystko się ułoży, będzie dobrze pocieszały później Janinę córki: Renata i Bożena. Nie przejmuj się ojcem, serio.
Nic już nie będzie, westchnęła Janina. Nie ma sensu zmieniać, będę żyć jak umiem i cieszyć się waszym szczęściem.
Renata i Bożena pojechały do Zygmunta na wieś pogadać, wróciły posępne, a Janinie prawdy nie zdradzały, zmieniły tylko narrację: zaczęły przekonywać, że życie w pojedynkę może być nawet wygodniejsze nie trzeba troszczyć się o nikogo dodatkowo. Janina zrozumiała, nie drążyła, próbowała żyć dalej, choć wcale nie było łatwo, bo znajomi i rodzina ciągle mieli mnóstwo pytań i komentarzy.
Tyle lat razem, a pod koniec życia ucieka do innej, roztrząsały kulturalnie niezgrabne sąsiadki spod piątki. Młodsza od ciebie czy bogatsza?
Janina nie wiedziała, co odpowiedzieć, ale coraz częściej myślała o tej drugiej i chciała ją zobaczyć na własne oczy. Pod pretekstem zabrania słoików z ogórkami z letniej spiżarni pojechała na wieś. Nie uprzedzała, żeby z zaskoczenia zobaczyć rozbójnikową rywalkę i rzeczywiście spotkała ją na miejscu.
Zygmunt, nie mówiłeś, że twoja była przyjedzie, zgryźliwie odezwała się zjawiskowa dama, w makijażu jak do opery. Myślałam, że wszystko już ustalone i nie będzie tu węszyć.
Naprawdę zamieniłeś mnie na to-to? rzuciła Janina, wpatrując się w wyzywającą postać.
Będziesz tu stać i pozwolisz jej mnie obrażać? wrzasnęła dama. Mam tylko kilka lat mniej niż ty, a wyglądam o wiele lepiej.
Jeśli w tym wieku sądzi, że jaskrawy make-up to największa zaleta, odparła Janina, próbując ściągnąć przestraszony wzrok Zygmunta.
Wracając, przez całą drogę do przystanku autobusowego słyszała wrzaski tej rozmalowanej, starzejącej się Barbie, siląc się, by się nie rozpłakać. W domu dała upust emocjom i zadzwoniła do siostry, prosząc o gościnę.
Daj spokój parzyła miętową herbatę Teresa. Przecież sama mówisz, że nowa pani Zygmunta ani ładna, ani zbyt błyskotliwa.
Może ona ma rację, może rzeczywiście wyglądam na babcię w tym wieku, zwątpiła Janina.
Wyglądasz świetnie, mówiła szczerze Teresa. Ja się tylko dziwię, że na siódmym krzyżyku ktoś nosi panterkowe legginsy albo mini. Dama może być piękna w każdym wieku, byle umiała dbać o siebie i nosić się z klasą.
Janina spojrzała w lustro i uznała, że siostra ma rację. Była w dobrej formie, zdrowie dopisywało, ubrania miała zgrabne, a kosmetyki co chwila dawały jej córki. Nigdy nie była krzykliwa i nie chciała przypominać papugi, więc nie pojmowała, jak można prezentować się jak ta nowo poznana rywalka.
No i dobrze, kontynuowała Teresa. Skoro jesteś wolna kobieta, masz prawo cieszyć się życiem! Dziewczyny samodzielne, a nam w tym wieku zostają możliwości rozwoju i kulturalne rozrywki. Nie pozwolę ci się poddać!
Teresa słowa dotrzymała, zaczęła wyciągać siostrę na spektakle, spacery, koncerty, a z czasem zebrała się cała ekipa znajomych-seniorów. Wśród nich był nawet jeden pan, który próbował okazywać Janinie sympatię, lecz ona grzecznie odmówiła i nie miała już ochoty na randki.
Słyszałem, że teraz ganiasz po teatrach i masz nowych przyjaciół może jeszcze wyjdziesz za mąż? zaczepił Zygmunt, kiedy przypadkiem spotkał ją w Biedronce.
A ty po co tu przyjechałeś? Nie masz bliżej zakupów pod Radomiem, czy twoja nowa pani nie gotuje? zapytała Janina.
Zawsze tu robiłem zakupy i tak się przyzwyczaiłem, a w naszym wieku ciężko zmieniać nawyki, mamrotał Zygmunt.
Janina nie ciągnęła tematu, zbyła go pracą i wróciła do domu. Zygmunt nagle miał ochotę ją dogonić i powiedzieć, jak bardzo żałuje rozwodu. Całe życie był blisko rodziny, potem pojawiła się szalona Grażyna i zakręciła nim jak na karuzeli.
Na początku życie z nią było ciekawe, potem wyszło na jaw, że Grażyna nie cierpi domowych obowiązków, uwielbia plotkować i flirtować, a czas spędza głównie na biesiadach z przyjaciółkami.
Zygmunt coraz częściej chciał wrócić do starego domu, zwłaszcza po spotkaniu z Janiną, która nie urządzała scen, nie kłóciła się, z godnością radziła sobie w nowej rzeczywistości. I dopiero wtedy zrozumiał, że brakuje mu spokoju i domowego ciepła, które zapewniała tylko Janina.
Znowu kupiłeś morele, a prosiłam o śliwki, zirytowała się Grażyna, oglądając zakupy. I twaróg za chudy, a majonez całkiem zapomniałeś.
Dawniej zakupy robiła Janina albo razem, ty wszystko zwalasz na mnie, nie wytrzymał Zygmunt.
Dość, porównywania mnie z twoją byłą! Powiedz, że żałujesz, że ją zostawiłeś, wrzasnęła Grażyna.
Zygmunt rzeczywiście żałował, lecz wiedział, że nie ma sensu gadać. Janina nic nie robiła, nie knuła, po prostu była sobą, a on desperacko chciał jej przebaczenia.
Ale dobrze wiedział, że Janina już nigdy mu nie zaufa i nie przyjmie go z powrotem. Kilka razy chciał zadzwonić, po kolejnej awanturze wreszcie odważył się zapukać do dawnej drzwi.
Musisz coś zabrać? spytała Janina, nie wpuszczając go dalej.
Chciałem pogadać, masz chwilę? jąkał Zygmunt, czując zapach jej legendarnego śliwkowego placka.
Nie mam czasu, możliwości ani ochoty odparła spokojnie. Zabieraj, co chciałeś zabrać, ja czekam na gości.
Zygmunt nie miał czego zabrać, zamierzał dużo powiedzieć, ale żadnych słów nie znalazł. Wrócił do domku pod Radomiem, zrobił sobie kolację, bo Grażyna znów biegała po wsi. Wróciła rozbawiona, więc Zygmunt podjął decyzję dał jej czas na spakowanie rzeczy.
Po rozstaniu myślał o Janinie, chciał zadzwonić, potem jednak zrezygnował. Zbyt dobrze znał byłą żonę, by liczyć na przebaczenie i zapomnienie.
Może kiedyś, później, przeprosi i pogadają. Musiał to zrobić, bo nie znajdował spokoju. Nawet liczył na przebaczenie, ale wiedział, że Janina nie zapomni zdrady, nie wróci do niego, a on sam był sobie winien, gdy rozpoczął romans z Grażyną.
Teraz on egzystował na wsi, a Janina miała swoje miejskie życie, kontakty z córkami, wnukami i spacery do teatrów. Dla dawnego męża nie było już miejsca w tym nowym obrazku.
Wywabia robale i eliminuje kurzajki lepiej niż jakiekolwiek polskie specyfiki.


