CZEGO UŚCISZ TEGO NIE ODZYSKASZ
Gdy Tamara pokazywała znajomym swoje zdjęcia ślubne, zawsze wzdychała:
Oj, namęczyłam się w tej sukni! Była, owszem, piękna, ale ciężka i niewygodna! Następnym razem, jak będę wychodzić za mąż, wybiorę lekką i zwiewną sukienkę ślubną.
Wszyscy byli przekonani, że Tamara żartuje. Śmiali się więc razem z nią. Rzeczywiście, Tamara żartowała. Znajomi wiedzieli, że Tamara wyszła za mąż z miłości. To był typowy letni romans nad Bałtykiem. Tamara miała dwadzieścia jeden lat, Stefan dwadzieścia osiem.
To był sierpień, morze spokojnie szumiało, dookoła szumiąca fala, szampańskie wino, gwiaździste niebo… Wszystko to złożyło się na decyzję o wspólnym życiu, którą potwierdzili wspólną wizytą w urzędzie stanu cywilnego. Prawda była jednak taka, że przed ślubem Stefan musiał rozwieść się z drugą żoną, a Tamara przenieść się do rodzinnego miasta męża.
Gdańsk Warszawa Gdańsk. Ten szlak przez dziesięć lat stanie się dla Tamary codziennością, dobrze znaną i niemal bolesną w swej powtarzalności.
Ale to było później. Na początku młode małżeństwo musiało wynająć mieszkanie. Stefan podarował swoje wcześniejsze mieszkanie drugiej żonie, która groziła, że połknie tabletki, obleje przyszłą żonę kwasem siarkowym albo wyskoczy przez okno, jeśli Stefan odważy się nie wrócić do niej! Po pewnym czasie była żona ucichła. Może Stefan coś jej obiecał? O pierwszej żonie wolał nie wspominać. Co było, to minęło Małżeństwo przetrwało półtora roku nie potrafili się dogadać. Później Stefan znalazł jej męża, swojego przyjaciela. Wszystkich uszczęśliwił, także siebie.
Druga żona wytrwała dłużej. Trzy lata wystarczyły, by Stefan odkrył przerażającą stronę wybranki. Niewykształcona kobieta, która nie chciała mieć ludzkiego potomstwa”… Tak nazywała dzieci!
Tamary te życiowe zawieruchy nie martwiły. Była samodzielna, ambitna, pewna swej urody i wyjątkowości. Stefan był w niej ślepo zakochany. Był przekonany, że już teraz żyje w raju. Gdy dawał kwiaty to bukiety, gdy kupował futro to od razu trzy. Buty i kozaki mogła zmieniać codziennie. Zabrał Tamary do Londynu, Paryża, Chorwacji. Szerzył jej horyzonty i zbierał siły przed narodzinami dziecka.
Niedługo potem przyszła na świat córeczka, Malwinka. Tamara zajmowała się maluchem, a Stefan kupił dom, który urządził z sercem. Wszystko dla swoich ukochanych dziewczyn.
Nowe mieszkanie świętowali uroczyście. Malwinka poszła do przedszkola. Tamara z zapałem zabrała się za dalszą naukę. Ale studiować wolała we własnym mieście w Warszawie. Tam były przyjaciółki, mama, a nawet obcy ludzie wydawali się serdeczniejsi. Pod swojskimi lipami zawsze czuła się spokojna.
Malwinkę Tamara zostawiała pod opieką teściowej, która kochała wnuczkę nad życie. Tamara na czas sesji wracała do ukochanej Warszawy. Stefan był ogromnie zazdrosny. Bez przerwy przyjeżdżał po nią do Warszawy, robił przypadkowe spotkania, podchody choć przecież to zupełnie inne miasto! Trzeba przyznać, Tamara nie dawała ku temu powodów. Przynajmniej tak się wydawało…
Tamara tak naprawdę stale pragnęła uciec od domowych obowiązków. Byłaby gotowa uczyć się w nieskończoność, byle nie zmywać naczyń, nie zajmować się mężem, nie wychowywać dziecka. Wydawało jej się, że życie jej umyka między palcami. Czemu ona, taka mądra i piękna, ma zajmować się tak przyziemnymi sprawami?
Po jakimś czasie Tamara w torebce nosiła trzy dyplomy, wszystkie z wyróżnieniem. Główny kierunek: psychologia. Trzymała dokumenty w torebce, bo z zapałem szukała pracy. Stefan był temu stanowczo przeciwny:
Czy nam brakuje pieniędzy? Zwariuję, zanim wrócisz z pracy! Tamaro, może lepiej urodzimy synka? Albo drugą córeczkę. Bylebyś była blisko.
Tamara nie widziała siebie drugi raz w roli matki. Swoją misję uważała za spełnioną. Urodziła dziecko, dała Stefanowi córkę. Czego chcieć więcej? Teściowa, słysząc wywody synowej, zaproponowała, żeby Malwinka została u niej. Tamara miała czas dorosnąć…
Twierdzono, że synowa nie ma czasu dla dziecka. Ciągle myśli o nauce i buja w obłokach. A dziecku przecież potrzebna miłość i bliskość matki. Tamara bez wahania… zgodziła się. I natychmiast wróciła do rodzinnych stron, nie informując o tym Stefana. Zadzwonię z Warszawy, postanowiła.
A w Warszawie czekał na nią Stefan. Znał już swoje żony sztuczki.
Tamaro, a gdzie Malwinka? Czemu ty tu, a nie w Gdańsku? Masz kogoś?
Stefanie, nie martw się! Nie mam nikogo. Po prostu jest mi nudno z tobą, rozumiesz? Chcę wolności! odparła spokojnie Tamara.
Wolności? Ode mnie i córki? Gdzie miłość? Uciekła? Może to kryzys wieku? Przetrwamy to razem! Damy radę, Tami prosił Stefan.
Nie przetrwamy postawiła Tamara kropkę.
Stefan pobiegł do teściowej po ratunek. Ta rozłożyła ręce:
Co ja mogę? Dogadujcie się sami. Ale Tamary nie przekonasz, zięciu. Ona jak granit.
Stefan wrócił do Gdańska sam. Nie wiedział, co robić. Jak przekonać żonę? Jak odzyskać rodzinę? Wszystko wydawało mu się szaleństwem Sam sobie winny, myślał.
Mijały dni, tygodnie… Tamara nie przyjeżdżała. Odbierała jednak telefon, choć bardzo oschle. U mnie wszystko dobrze.
Tymczasem leciał czas
Po długich przemyśleniach Stefan sprzedał dom, zabrał Malwinkę i przeprowadził się do Warszawy. Wszystko po to, aby ratować rodzinę.
Tamara była do tego nastawiona chłodno. Próbowała Stefana odwieść, że po co dziecko stresować, przenosić do nowej szkoły, rozłączać z koleżankami I jeszcze babcia Malwinki tego nie pochwala. Tak naprawdę były to tylko wymówki. Tamara pływała w swojej wolności i nie zamierzała z niej rezygnować. Żyć jak ptak niebieski taki był jej cel. Rozpoczęła własny biznes szycie na miarę. Wynajęła kawalerkę. Miała zalotników i przyjaciółki, nudzić się nie było kiedy. I nagle mąż, córka Po co to? Tamara chciała wykreślić z pamięci całą przeszłość. W tym postanowieniu była twarda jak orzech. Wydawało się, że wszystko, co się zdarzyło, nie dotyczyło jej, tylko jakiejś innej kobiety.
Stefan zignorował jej argumenty i przeprowadził się z córką do Warszawy. Wciąż żyła w nim nadzieja na scalenie rodziny. Jego uczucie do żony nie wygasło.
Na początku Stefan odbierał Tamarę z pracy, prowadzał córkę (która swoją drogą była wykapana mama). Na próżno. Tamara niczym mumia, nic jej nie ruszało. W końcu Tamara ostatecznie powiedziała:
Stefanie, zostaw mnie! Pora się rozwieść. Malwinkę mogę przygarnąć.
Malwince stuknęło jedenaście lat. Nie potrzebowała przytułku. Miała kochającego tatę i babcię, która modliła się za nią dzień w dzień. Masha pamiętała o matce, kochała ją. Nie rozumiała, dlaczego mama z własnej woli wycofała się z jej życia.
Czas płynie. Nikomu nie uda się go zatrzymać.
Życie płynie dalej. Każdemu według zasług.
Stefan przestał łowić ryby na suchym brzegu. Zrozumiał już dawno, że serca Tamary nie rozmiękczy.
Los przyniósł Stefanowi zwyczajną kobietę. Twardo stąpała po ziemi, bez nadmiernych marzeń. Teraz mieszkali na wsi. Nowa żona miała dwóch synów z pierwszego małżeństwa.
Okazało się, że nie potrzeba jej Paryża, futer i setek par butów. Kalosze na jesienną pluchę, ciepła watowana kurtka do zwierząt i żeby dzieci wykształcić oto największe marzenia.
Przy takiej kobiecie Stefan znalazł spokój i prawdziwe ciepło. (Tam gdzie jest prostota, sto aniołów jest, gdzie mądrość ani jednego.) Wkrótce w tej rodzinie pojawiła się córeczka. Stefan odnalazł szczęście, i to za czwartym podejściem. Poczuł czystą miłość. Pierwszych trzech małżeństw wolał już nie wspominać.
Tamara mieszka z matką, w jej domu. Raz jeden z partnerów obiecywał Tamarze złote góry, a potem ogołocił ją ze wszystkiego. Szwalnia Tamary upadła, adoratorzy rozpłynęli się w powietrzu.
Krótko mówiąc, kawalerowie byli, byli i się rozpłynęli. Tamara pracuje jako psycholog szkolny. Nauka nie poszła na marne, przydała się. Niczego nie żałuje. Chociaż ludzka dusza to głęboka studnia, do dna się nie dostanie. Może w Tamary ptaka niebieskiego kiedyś zapłonie iskierka żalu? Kto wie
Malwinka już dorosła, wyszła za mąż i mieszka z babcią w Gdańsku, która ją wychowywała. W dniu ślubu Malwinka miała na sobie lekką, zwiewną sukienkę ślubną. Mamusia Tamara jej podarowałaPodczas wesela Malwinka spojrzała w lustro i pomyślała, że jest szczęśliwa tak po prostu, zwyczajnie. Uśmiechnęła się do siebie, a jej odbicie z rozpuszczonymi włosami i w lekkiej sukience wyglądało jakby frunęło. Przez chwilę poczuła się wolna, nie obciążona cudzymi oczekiwaniami, historiami, których nie wybierała.
W tłumie gości dostrzegła ojca, który czule rozmawiał z nową żoną i małą siostrzyczką Malwinki. Stefan spojrzał na córkę z dumą i wzruszonym uśmiechem. Przy stole babcia nuciła cicho starą kołysankę. Tamara pojawiła się na chwilę, w drzwiach sali, z kwiatami w ręku i odrobiną niepokoju w oczach. Spotkały się spojrzenia matki i córki przez sekundę wydawało się, że obie rozumieją bez słów, że życie nigdy nie jest proste, a miłość nie zawsze ma te same imiona i kształty.
Malwinka podeszła do matki, lekko i spokojnie. Pięknie wyglądasz wyszeptała Tamara. Zupełnie inaczej niż ja wtedy.
Malwinka uśmiechnęła się. Dziś wszystko jest lekko, mamo. Dziękuję.
Tamara przez chwilę milczała, a potem delikatnie pogłaskała córkę po policzku. Obyś umiała trzymać szczęście otwartą dłonią i nie bać się, że uleci.
Tego dnia, wśród śmiechu i muzyki, nikt nie mówił o przeszłości. Każdy był tu, gdzie być powinien. A morze za oknem szumiało cicho, nieśmiało jakby niosło w sobie obietnicę, że lekkość przychodzi wtedy, gdy przestajemy zaciskać pięści.
Bo czego uścisz tego nie odzyskasz. Ale czego pozwolisz odejść, czasem samo wraca nieoczekiwanie, niczym letni wiatr nad Bałtykiem.



