**Dziennik Wery**
Trzeba naprawić błąd. Wera nie chciała mówić mamie, co się stało nad jeziorem. Wróciwszy do domu, próbowała przemknąć cicho do swojego pokoju, ale mama usłyszała szelest w przedpokoju i wyszła z kuchni.
— Co się stało? Wyglądasz, jakbyś widziała ducha. — Mama przycisnęła dłonie do piersi, wpatrując się w córkę z niepokojem.
— Wszystko w porządku. Tylko się przeziębiłam w wodzie. — Wera minęła matkę i zamknęła się w swoim pokoju.
Nazajutrz przyszedł Antek, żeby zapytać, jak się czuje.
— Dlaczego miałaby się źle czuć? — zdziwiła się mama.
— No jak to? Wczoraj prawie utonęła w jeziorze — odparł niczego nieświadomy Antek.
— Nie wygaduj, tylko się zachłysnęłam — Wera rzuciła mu wymowne spojrzenie.
— Ja… przyszedłem zaprosić cię do kina. — Antek zrozumiał swój błąd i szybko zmienił temat.
— Wera, oczywiście, idź. Po co siedzieć w domu? Pogoda piękna — powiedziała mama, uśmiechając się do Antka niemal służalczo.
Antek był synem znanego i majętnego człowieka. Jego zainteresowanie Weroniką rozbudziło w mamie nadzieję na dostatnią przyszłość córki.
Od tamtej pory Antek często zabierał Werę na różne wycieczki: na basen, na motocykl, do kawiarni. Nie że szalała za nim, ale pochlebiało jej, że wybrał właśnie ją, gdy wszystkie dziewczyny marzyły, by pójść z nim choćby na tańce.
Wieczorem mama zbeształa Werę, że taki chłopak się nią interesuje, a ona nos krzywi, jakby nie była zadowolona.
— Z dobrej rodziny. Nigdy biedy nie zaznasz. A jak na ciebie patrzy? Pewny, nie zostawi w potrzebie. Mogę mu powierzyć to, co mam najcenniejsze — jedyną córkę. Jeśli cię poprosi o rękę, nie bądź niewdzięczną głupią gęsią — zakończyła przemowę.
— Ale ja go nie kocham, mamo — spróbowała się bronić Wera.
— Ani sekundy nie uwierzę, że taki przystojniak ci się nie podoba. Ja wyszłam za mąż z wielkiej i namiętnej miłości, i gdzie jest teraz ta miłość?
Gdy Antek oświadczył się Weronice, ta się zgodziła. Namowy matki zrobiły swoje. W przedślubnej gorączce czasem wydawało się Weronice, że gra w jakimś spektaklu, że to wszystko nieprawdziwe i zaraz się skończy. A mama była w siódmym niebie.
Wera szybko zrozumiała, że ani matka Antka, ani jego starsza siostra nie darzą jej sympatią. Zastanawiała się, jak w ogóle pozwolili mu się z nią ożenić. Pewnie Antek był oczkiem w głowie matki, ukochanym synkiem, więc nie stawiała oporu, by go nie stracić.
Mieszkali nie w rodzicielskiej willi, ale w mieszkaniu, które Antek dostał po dziadku — na co Wera była niewymownie wdzięczna. Teściowej się bała.
Szły lata, a Weronika nie zachodziła w ciążę. Teściowa winiła ją za to, posyłała do najlepszych lekarzy, którzy wystawili niepocieszającą diagnozę. Wera przeżywała to strasznie, czując się winna.
Antek otwarcie jej nie oskarżał, ale widziała, że on też cierpi. Zaczynał się oddalać, spędzając więcej czasu w firmie ojca, którą ten zostawił jemu i siostrze. Rodzic zmarł trzy lata wcześniej na zawał. Do matki też chodził bez Wery, co jej nawet odpowiadało. Nie musiała słuchać, co teściowa o niej mówi.
Przeczuwała, że Antek ma inne kobiety, ale nie złapany — nie złodziej. A on zawsze był ostrożny, dbał o reputację rodziny.
Próbowała wrócić do mamy. Ale ta nazwała podejrzenia córki wymysłami. Antek przystojny mężczyzna, kobiety za nim szaleją. Niewinny flirt to jeszcze nie zdrada. Jak tylko będzie dziecko, wszystko się ułoży. I mama odesłała Werę do męża.
Tak minęło pięć lat udawania idealnego małżeństwa.
Gdy Wera zebrała się na poważną rozmowę o rozwodzie, zmarła matka Antka. Okazało się, że od dawna poważnie chorowała, ale nikt nie uznał za stosowne poinformować o tym Wery.
Antek zajmował się przygotowaniami do pogrzebu, wracając do domu tylko spać.
***
Wera obudziła się, ale przez chwilę leżała, nasłuchując odgłosów wody lejącej się z prysznica. Bezgłośnie znów się zdrzemnęła.
— Czemu jeszcze nie wstałaś? — Antek wszedł do sypialni, niosąc za sobą zapach żelu pod prysznic i wody po goleniu.
— Może nie pójdę? Twoja matka nigdy mnie nie lubiła. Uważała, że jestem niegodna ciebie. Myślę, że miała rację — powiedziała Wera, otwierając oczy i patrząc na męża.
— W czym miała rację? — Antek zrzucił szlafrok na łóżko, otworzył szafę i zaczął wybierać ubranie.
Wera przyzwyczaiła się do jego pięknego ciała, a jego uroda już na nią nie działała.
— Że nie pasuję do twojego świata. Antek, rozumiem, ale mojej nieobecności nikt nawet nie zauważy. — Wera usiadła.
— Na pogrzeb przyjdzie cała rodzina. Ty, nawiasem mówiąc, jesteś jej częścią. Nie chcę nic słyszeć. Wstawaj i ubieraj się, bo się spóźnimy. — Antek ubierał się, nie patrząc na nią.
— Nigdy nie stanę się częścią waszej rodziny. I sam to wiesz. Czy na cmentarzu można się spóźnić? — westchnęła Wera, ale wstała.
Gdy wyszła z łazienki, uderzył ją zapach świeżo zaparzonej kawy.
— Pij i szybko się ogarnij. — Antek przesunął w jej stronę parującą filiżankę i demonstratywnie spojrzał na drogi zegarek.
W samochodzie Antek słuchał wyłącznie muzyki klasycznej, która teraz pasowała do pogrzebowego nastroju Wery. Nie chciało się rozmawiać. Oparła głowę o zagłówek, patrząc przez okno, udając drzemkę. Gdy dojechali do dużej willi, stało tam już kilka luksusowych aut.
No cóż, trzeba przetrwać ten dzień. Teściowa nie żyje, więc będzie ma jednego wroga mniej.
— Idź ty, ja jeszcze się ogarnę — powiedziała Wera, otwierając torebkę i wyciągając lusterko.
— Nie zwlekaj i zamknij samochód — rzucił Antek i wysiadł.
Wiedziała, że przez krótką chwilę będzie w centrum uwagi, a potem wszyscy o niej zapomną. Ale lepiej sięWera spojrzała przez okno na niknące w oddali miasto, czując, jak ciężar lat kłamstw i udawania opuszcza jej serce, a pierwszy od dawna promień prawdziwej nadziei ogrzewa duszę.



