Czarujący Charlie: Magiczna Historia na Polskim Podwórku

Nazywam się Burek. Jestem labradorem uroczym psem, którego lubi każdy. Czasem jednak każdy mnie denerwuje i muszę szczekać. Trzymajcie się z daleka! Mam swoją panią, kocham ją bez względu na to, kim jest czy co robi. To już nie podlega dyskusji kocham ją i tyle!

Kupiła mnie, gdy byłem szczeniakiem. Miałem miesiąc, a ona 408 miesięcy, czyli 34 lata. Nie szukajcie kalkulatora podpowiem. Już kolejnego wieczoru siedziała na podłodze naszego dwupokojowego bloku z lat siedemdziesiątych, popijając czwarty kieliszek czerwonego wina, gładząc mnie i płacząc:
No i jedź sobie w cholerę. Mam teraz psa, który nigdy mnie nie zdradzi. Powiedz, Burek, co we mnie nie tak? Mówiła, że nie radzi sobie w kuchni, więc zapisała się na francuskie kursy gotowania. Od tego już nie warczyła. Potem zaczęła narzekać na moje ubrania chodzisz w tych nieforemnłych szlafrokach, jak worek z ziemniakami, wstyd przy nich stać. Przerobiła całą szafę, a mama i babcia pomogły, oddając swoje rzeczy. Przestała już patrzeć na mnie. Potem zaczęła szeptać o seksie, że w naszym życiu jest nudno, a w kinie ludzie podchodzą do tego z pasją i profesjonalizmem. Co to za kino? Przez dwa miesiące oglądałam na YouTube filmy o technikach oralnych i prawie zbankrutowałam na bananach. Babcia znowu pomogła przyniosła dwa wiadra kukurydzy. Wszystko dla niej. A on odszedł, cholera. Burek, jesteś moim jedynym. Nie zostawiaj mnie nigdy, dobra?

Spojrzałem w jej przetarzone oczy i polizałem policzek. Co miałem zrobić? Teraz mógłbym pożreć wszystko, co jest w zasięgu, a szczeniak niewiele warty. Przytuliła mnie i zasnęliśmy. Właśnie dzięki temu czerwonemu winu wszystko się popsuło.

W miarę jak rosnąły moje plamy na podłodze, rosła i ja. Dbała o mnie, wkładając całą swoją energię. Zobaczyłem w telewizji program o pięciogwiazdkowych tureckich hotelach all inclusive. Wtedy mój świat był prawdziwym all inclusive jedliśmy, kiedy tylko chcieli, w soboty serwowano awokado. Nie miałem żadnych obowiązków: rano odprowadzałem panią do pracy i czekałem, aż wróci. Czekałem (szczerze mówiąc, często drzemałem). Kiedy wracała, całowała mnie, karmiła mięsnym farszem. Obaj byliśmy szczęśliwi. Kocham ją całym sercem.

Pewnego dnia w mieszkaniu pojawił się jakiś znajomy, kolega z pracy. Przyszedł po kinie, wypiliśmy na kuchni czerwone wino i zamknęliśmy się w sypialni. Z dźwięków wynikało, że podobało jej się. Skoro ona jest szczęśliwa, ja też jestem. Rano po raz pierwszy zapomniała mnie nakarmić. Na znak odpowiedzi jego buty zniknęły powiedzmy, że już nie było. Chciałem go ukarać, ale patrzyła na niego z taką miłością, że się poddałem.

Okazało się, że to normalny facet, przynosił mi mięso. Buty chował w lodówce. Co ciekawe, odwiedzał nas tylko w porze lunchu, a czasem nocował. Wieczorami pani nie odrywała się od telefonu, rozmawiała z nim. Zaczęło być coraz smutniej. Weekendy to same telefoniczne rozmowy, a kotka drży. Podczas jednej wieczornej sesji z czerwonym winem głaskała mnie i mówiła:
Ehh, Burek, dlaczego tak? On ma żonę. Znalazłam normalnego, rozumnego faceta, a on jeszcze z majątkiem. Myślałam, że w jego towarzystwie poczuję się lepiej. Patrzę na jego lajki w Instagramie, nie odrywam się od telefonu. Jestem lepsza od jego żony, Burek. Spójrz na moje piersi, to dar losu. Pokazuję psu, co mam. Zbliża się noworoczny czas, znów będziemy razem.

Pani cicho zapłakała. No i niech mu się dzieje, ten znajomy. Była wściekła. Przytuliła mnie, a ja ryczałem z wściekłości.

Następnego dnia, kiedy przyszedł na lunch w garniturze, garnitur też zniknął. Gdy odszedł do jej pokoju, wziąłem się do roboty. Za każdą łzę, którą wypuściła, odwdzięczę się. Z garnituru zostały tylko rogi i nóżki. Miałem szczęście na podłodze znalazłem dwa telefony na ładowarce jego i jej. Pogryzłem oba. Nie ma co patrzeć i płakać nocą.

Znajomy wyszedł z sypialni w szlafroku, zobaczył, że nie ma już nic do założenia, a telefonu nie ma, i zaczął mnie bić smyczą. Pani krzyknęła, chcąc mnie ochronić. On ją odciągnął, wziął mnie w garść, zszedł do auta i włożył do bagażnika. Myślałem, że mnie tam zamrożą, planowałem, jak się wywalczę, gdy wyjdzie. Zamiast tego zanieśli mnie do jakiejś kliniki. Wsadzili mnie do klatki, podali zastrzyk i moje siły zniknęły. Kiedy się obudziłem, obca ciocia głaskała mnie przez pręty i mówiła do telefonu:
Co za ludzie, przyprowadzają psa, bawią się i nic mu nie potrzebne. Przyniosą, zapłacą tysiąc złotych uśpią go, kochanie. Dobrze, oddzwonię.
Ciocia usiadła bliżej, jedną ręką głaskała, drugą trzymała strzykawkę przy boku. Nie jestem głupi, wszystko rozumiem. Tylko panią żal, jak ona będzie bez mnie? Hau, hau, hau! Do zobaczenia, świat.

Nagle drzwi się otworzyły i wpadła sama, cała przetarzała się łzami.
Stój! Nie! Nie rób tego! Znalazłam cię, znalazłam!
Ciocia się zatrzymała, mamrotała, że i tak nie zwróci tysiąca, ale nie mieliśmy czasu. Pani rzuciła się na mnie, a ja na nią.
Burek, przejechałam wszystkie kliniki! Przebacz mi, przebacz! Słyszysz?
Mówią, że psy nie płaczą. Cholera. Wtedy płakałem, tylko raz. Nie mówcie nikomu. Wróciliśmy do domu i zasnęliśmy.

***

Pani straciła pracę, ten znajomy miał na to rękę. Z mojego jadłospisu zniknęło mięso, musiałem żywić się kaszkami. Stałem się biernym weganinem. Ale nie poddawała się. Zaczęliśmy biegać rano. Ja biegam, ona podziwia brzozy. Daje sobie oddech i znów biegnie dalej. Po kilku miesiącach biegała jeszcze szybciej. Przestała prawie pić czerwone wino. Jedynie kiedy babcia przynosiła kukurydzę i stare spódnice.

Pani postanowiła iść na studia tam, gdzie zawsze chciała, zbierać bukiety kwiatów. Dałam jej podpowiedź, żeby zamiast kwiatów robiła bukiety z mięsa. Mięsny bukiet to najpiękniejszy dar. Ale skoro woli kwiaty, i ja się poddadę. Nasze mieszkanie wypełniłam bukietami i rzekłam:
Jeśli nikt nie da mi kwiatów, sama je zrobię i podaruję innym.
Zrozumiała moją aluzję i na kolejnej przejażdżce przyniosłem wyrywany z korzeni mniszek duży i zielony. Pani doceniła prezent, przytuliła i pocałowała mnie.

Niedługo dostała pracę w kwiaciarni, co ją ucieszyło, a mnie jeszcze bardziej. Po pierwsze, cały bałagan kwiatowy przeniósł się do jej miejsca pracy. Nasze dwupokojowe mieszkanie znów wyglądało jak mieszkanie, a nie stóg siana. Po drugie, w moim jadłospisie wróciło mięso.

Za dwa lata do nas wpadł Szymon, naprawiał lodówkę i został na stałe. Szymon jest świetny. Nie krzywdzi mojej pani, wręcz przeciwnie śmieją się razem cały czas. Niedawno pojawił się kolejny Szymon, maleńki. Pani poprosiła, żebym też go pilnował i kochał. Zrobię to. W końcu jestem psem.

Rate article
Fajna Tajna
Czarujący Charlie: Magiczna Historia na Polskim Podwórku