Czarna wdowa Urocza i inteligentna Lila tuż przed ukończeniem studiów na Wydziale Dziennikarstwa poznała Władysława, sporo od niej starszego. To Władysław Romanowicz pierwszy zwrócił uwagę na delikatną i zgrabną Lilę. Znany w mieście jako kompozytor i autor lubianych piosenek, był człowiekiem dobrze ustosunkowanym — znał niemal wszystkich w lokalnej telewizji. Bez trudu załatwił Lilie pracę jako prowadzącej własny program. Niedługo potem wyemitowano jej pierwszą autorską audycję „Rozmowy przy kawie” — gościła w niej lokalnego psychologa i innych ekspertów, rozmawiając o trudnych życiowych sprawach. – Brawo, Lila – pochwalił ją Władysław po emisji – to trzeba uczcić! Władysław Romanowicz, czterdziestopięcioletni, był żonaty już trzy razy, ale jego energia i krąg przyjaciół zupełnie nie pasowały do spokoju domowego ogniska. Był artystą, uwielbiał bywać w restauracjach, kawiarniach i saunach, wszędzie czuł się jak u siebie. Sporo pił. Minęło trochę czasu, Lila zyskała popularność, wyszła za Władysława, jej program zyskał rzeszę widzów w mieście. Zawsze zadbana, uprzejma — lokalna telewizyjna piękność, o której mówiono z podziwem. Jednak szybko się rozczarowała — mąż coraz częściej wracał do domu podpity. – Władziu, nie przesadzaj – radził mu przyjaciel Szymon, gdy próbował publicznie poniżyć Lilę – zobaczysz, ta dziewczyna jeszcze cię prześcignie. – Nigdy nie wybierałem sobie mądrych żon – odpowiedział Władysław, przekonany o własnej wyjątkowości. Jeszcze jako narzeczony, był uroczy i szarmancki – kwiaty, prezenty, piosenki na jej cześć. Ale po ślubie zainteresowanie żoną zniknęło, zaczął ją traktować jak domową kotkę, pokrzykiwał. – Naiwnie miałam nadzieję, że z jego pomocą zostanę gwiazdą – myślała Lila. Studia skończyła z francuskim, a Władysław nieustannie namawiał ją, by poszła w stronę angielskiego. – Po co ci sport, lepiej zainwestuj w angielski – powtarzał pogardliwie. Lila długo się buntowała, aż przekonał ją do nauki angielskiego… dopiero mądry Szymon podczas rodzinnego obiadu stwierdził: – Znajomość angielskiego dla kobiety z klasą jest jak szpilki – od razu zapisała się na kurs. – Szymon, wpłynąłeś na moją żonę! – żartował potem Władysław. Mieszkali w wielkim mieszkaniu odziedziczonym przez Władysława po dziadku profesorze medycyny. W domu pomagająca im Wiera, 43-letnia samotna kobieta, była zawią i usłużna, świetnie ukrywała swoje emocje. Całe dnie obserwowała ich rodzinę. Pewnego ranka Lila zastała męża nie w łóżku, lecz w gabinecie, znów pijany. Wiera trzymała w ręku pustą butelkę po koniaku: – Co mu podać na śniadanie? – Zalewajka – burknęła Lila, kierując się pod prysznic. Po siedmiu latach małżeństwa nie doczekała się dziecka – Władysław nie chciał, miał już syna z poprzedniego związku. Lila coraz bardziej rozczarowana rodziną, skupiała się na karierze. Po kolejnym ciężkim poranku posłała Wierę do gabinetu męża. Ten leżał nietypowo, poduszka była czerwona od krwi. – Lila, szybko! – krzyknęła Wiera. – Trzeba dzwonić po karetkę! Po prostu nie mogła uwierzyć, że jej mąż, nie tak znowu stary, zmarł. Pogrzeb był wystawny — Szymon wygłosił mowę: – Nie żałujmy go. Władysław przeżył pełne, barwne życie, zasłużył na odpoczynek. – Wszystko miał – szepnęła któraś z kobiet. Lila długo nie mogła przywyknąć do ciszy w domu. Wiera nie wiedziała, czy zostanie zwolniona. Koledzy z pracy pocieszali: – Lila, nie masz powodu do żalu. Jesteś młoda, wolna, zabezpieczona finansowo – spadek, własne pieniądze. Spotykała się ze znajomymi, nie lubiła samotności. Pewnego dnia po zdjęciach weszła do pobliskiej kawiarni. Zamyślona, sączyła hiszpańskie wino, gdy podszedł masywny mężczyzna, uprzejmie prosząc o pozwolenie dołączenia do stolika. – Nazywam się Kamil – przedstawił się. Tak zaczęła się ich znajomość. Kamil był sympatycznym, choć mało atrakcyjnym mężczyzną o typie pluszowego misia, co rozbawiło Lilę. Zaproponował coś słodkiego, rozbawił ją swoimi opowieściami, zyskał jej sympatię. Przez kilka tygodni spotykali się coraz częściej, w końcu zdecydowała się go poślubić. Małżeństwo było skromne, ale Kamil, będący przedsiębiorcą, zabrał Lilę na Malediwy. Lila spodziewała się zwykłego urlopu: przelot, hotel, typowy pakiet dla turystów. Ale z Kamilem przeżyła luksus — pierwsza klasa, katamaran, powitanie jak dla VIP-ów, willa na wyspie z prywatnym basenem. Nigdy nie pytała, czy jest majętny — wiedziała, że stać go na wszystko. Był czuły i opiekuńczy, kontrolował czy dobrze je śniadania, poprawiał jej kołdrę. – Władysław był toksyczny, potrafił poniżać i strofować. Kamil, choć daleki od ideału, żyje dla mnie, troszczy się o mnie, i to mi się podoba – myślała. Wiera zachwalała Kamila, cieszyła się nowym domem pod miastem. Lilię zmartwiło tylko jedno — przypadkiem zobaczyła, jak mąż robi sobie zastrzyk. – Co to? – przestraszyła się. – Tylko insulina, mam cukrzycę, ale żyję pełnią życia. W czasie urlopu na Malediwach myślała leniwie: – Może jednak wygrałam na loterii? Poczuła jednak żal — przydałby się wysportowany mężczyzna, a nie pluszowy miś. Rozmawiała z Kamilem, ale on poważnie stwierdził: – Jeśli chcesz, spróbuję się zgubić w sporcie, ale to nie takie proste… Jestem insulinozależny. Po powrocie pochłonęła ją praca, ale coraz częściej czuła pustkę. Marzyła o miłości, namiętności, chciała doświadczyć prawdziwych uczuć. W pracy koledzy żartowali: – Nie zdradzasz swojego misia? W rzeczywistości nie była aż tak lojalna — zdarzało się jej zapomnieć o skrupułach. Na imprezie firmowej po Nowym Roku, Lila wypiła za dużo, kolega Krzysztof odwiózł ją do domu ze swoim znajomym, Arturem. Lila poczuła natychmiast pociąg do przystojnego, umięśnionego mężczyzny. Artur podwiózł ją do domu, poprosił o numer telefonu, pocałował namiętnie. Został jej kochankiem. Kamil nie zauważał zdrady — pracował intensywnie. Romanse z Arturem były namiętne, w zupełnie innym stylu niż życie domowe z Kamilem. Aż pewnego dnia, kiedy była z Arturem, rozległ się dzwonek do mieszkania. W progu stanął Kamil, blady, zdenerwowany, z trudem złapał oddech. – Szybko, dzwoń po karetkę! – zawołała Lila do Artura. Znalazła w kieszeni męża pen z insuliną i podała mu zastrzyk, ale nie pomogło. Lekarz stwierdził zgon. Lila wróciła do domu. Wiera dopytywała, dlaczego jest taka przygaszona. Lila podejrzewała, że to Wiera mogła ją zdradzić, bo nie lubiła Artura, ale nie pytała — i tak nie przyzna. Po pogrzebie Lila długo dochodziła do siebie. W międzyczasie zjawiła się córka Kamila z pierwszego małżeństwa, wsparta przez rodzinnego adwokata, wręczyła pakiet z pieniędzmi i nakazała jej i Wierze wyprowadzić się z domu w trzy dni. Lila nie zdecydowała się walczyć o spadek, wróciła z Wierą do własnego dużego mieszkania po Władysławie Romanowiczu. Czas płynął. Lila dochodziła do siebie, spotykała się z Arturem, ale nie myślała o ślubie — wiedziała, że nie jest materiałem na męża. Pewnego dnia zadzwonił do niej kolega Krzysztof: – Lila, usiądź… Artur nie żyje, wypadek samochodowy… Zatopiła się w myślach. – Dlaczego moi mężczyźni umierają? Przecież jestem jak czarna wdowa! Wkrótce tak będą o mnie mówić… Może mam jakąś czarną aurę… Po pewnym czasie w jej programie pojawił się młody mężczyzna, Mikołaj. Wiedziała, że nie może oderwać od niej wzroku. Zaprosił ją po nagraniu do kawiarni. – Zgoda – pomyślała Lila – czas się otrząsnąć. Niezwykle szybko zakochała się w Mikołaju. Przeżywała uczucia, których nie znała, była szczęśliwa. – To jest prawdziwa miłość. Nie mogę bez niego oddychać, a co dopiero żyć. Ale boję się… Mikołaj odwzajemniał uczucie, dobrze im było razem, Lila chętnie spędzała z nim czas, nawet nie wiedziała, kim naprawdę jest. Odkryła przypadkiem w internecie, że jej narzeczony należy do setki najbogatszych ludzi w kraju. Onieśmielona, obawiała się o jego los. Pod wieczór zadzwoniła do biura Mikołaja. – Może go przywołać? – Niestety, trafił do szpitala – usłyszała. Pędziła do niego, spanikowana. – Czy wszystko z nim w porządku?! – zapytała lekarza. – Nie ma paniki, serce, ale będzie żył. Wszystko pod kontrolą. – Mogę go zobaczyć? Proszę… Odwiedziła go na dziesięć minut. Mikołaj wziął jej dłonie w swoje: – Będzie dobrze, kocham cię. Jak wyjdę stąd, bierzemy ślub. Zgadzasz się? – Oczywiście – odpowiedziała z uśmiechem i pocałowała go. – Czeka nas jeszcze szczęście i cała przyszłość. Ta prawdziwa. Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i subskrypcję. Powodzenia w życiu!

Czarna wdowa

Atrakcyjna i bystra Sylwia, tuż przed końcem studiów na wydziale dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, poznała Władysławasporo od niej starszego człowieka. Oczywiście to on pierwszy zwrócił uwagę na zgrabną i delikatną SylwięWładysław Adamski. W Warszawie człowiek znany; pisał piosenki, które chętnie nucili mieszkańcy stolicy.

Władek był dla wszystkich swój chłop, na lokalnej telewizji znał prawie każdego. Załatwił Sylwii pracę w telewizji jako prowadzącej własny program. Po pewnym czasie pojawił się jej pierwszy autorski cykl Rozmowa na żywo. Zaprosiła znaną w mieście psycholog oraz kilka innych osób. Program prowadzony był w formacie pytań i odpowiedzi ilustrowanych przykładami z życia.

Brawo, Sylwia pochwalił ją Władek po obejrzeniu programu to trzeba uczcić.

Władysław Adamski, lat czterdzieści pięć, był trzykrotnie żonaty, lecz niespożyta energia i tłumy przyjaciół nie sprzyjały rodzinnej stabilizacji. Kreatywna dusza, uważał się za niemal zasłużonego kompozytora. Ciągle przesiadywał w restauracjach i saunach, wszędzie czuł się swojsko, lubił wypić.

Z czasem Sylwia stała się gwiazdą miasta, wyszła za Władka, a jej program zyskał spore grono widzów. Wyglądała doskonale, ubierała się z klasą, była uprzejma w każdej sytuacji. Absolutnie nic demonicznegopo prostu piękność z ekranu. Jednak po ślubie szybko zrozumiała, że wybrała źle, zwłaszcza gdy Władek coraz częściej wracał pijany.

Władek, nie przesadzaj już mówił jego przyjaciel Szymon, kiedy ten w pijackim widzie próbował umniejszyć Sylwii Jeszcze się zdziwisz, dziewczyna cię przerośnie.

Nie Szymonie, nigdy nie brałem sobie za żonę mądrej kobiety przekonany o własnej wyższości, lekko szczypał Sylwię za policzek w kawiarni.

Gdy zdobywał jej serce, był rycerskikwiaty, upominki, dwie piosenki dedykował Sylwii, słuchał jej uważnie. Po ślubie wszystko minęło. O żonę troszczył się mniej niż o domowego kota, czasem na nią pokrzykiwał.

Naiwna byłam, licząc, że dzięki niemu zostanę gwiazdą myślała Sylwia.

Na studiach uczyła się francuskiego, niewiele jej to dawało przy podróżach. Władek dręczył ją ciągle:

Ucz się angielskiego. Po świecie się włóczysz jak wiejska dziewczyna. Zamiast chodzić na siłownię, tracisz czas na głupoty, a na angielski szkoda ci go.

Sylwia w odpowiedzi z przekory nie chciała się uczyć angielskiego. Jednak gdy w ich domu przy stole Szymon, erudyta, rzucił:

Dla kobiety z klasą angielski jest jak szpilki następnego dnia Sylwia znalazła kurs z dobrą nauczycielką.

Szymonie, nieźle namieszałeś mojej żonie w głowie, nakupiła podręczników, uczy się, a w aucie zamiast muzyki tylko angielski! śmiał się Władek.

Mieszkali w dużym mieszkaniu, odziedziczonym przez Władka po dziadku profesorze medycyny. Pomagała im w domu Weronikaczterdziestotrzyletnia, samotna kobieta, złośliwa i pełna zazdrości, ale sprytnie to ukrywała. Cały ich świat domowy miała na oku.

Rano Sylwia wstała; męża znów nie było przy niejspal na kanapie w gabinecie, wrócił późno, pijany. W kuchni Weronika trzymała pustą butelkę po koniaku:

Wczoraj była pełna. Co mu dać na śniadanie?

Żurek odburknęła Sylwia i poszła pod prysznic.

Po siedmiu latach małżeństwa z Władkiem nie zdecydowała się na dzieckojemu nie zależało, miał syna z pierwszego małżeństwa, a Sylwia postawiła na karierę. Po śniadaniu wysłała Weronikę do gabinetu męża. Ten leżał na brzuchu, poduszka miała czerwone plamy.

Sylwia! krzyknęła Weronika Potrzebna karetka!

Co się stało?

Nie wiem.

Piętnaście minut później Sylwia siedziała w karetce, jechała z mężem do szpitala. Władka od razu zabrano do reanimacji. Po chwili lekarze orzekli:

Jest bardzo źle. Na razie trudno cokolwiek obiecać.

Wieczorem zadzwonili do niej:

Pani mąż zmarł.

Po prostu nie mogę uwierzyć wyszeptała przygaszona. Przecież on jeszcze był młody

Pogrzeb był pięknyprzyjaciel Szymon wygłosił mowę, przyszło sporo ludzi, Władek był znany. Nawet na stypie dodał:

Nie żałujmy. Władek miał pełne życie, zasłużył na spokój, w końcu jest wolny i szczęśliwy.

Wszystko miał usłyszała szept tuż obok.

Sylwia długo nie mogła przywyknąć, że nie ma już męża; w domu panowała przejmująca cisza i mrok. Weronika patrzyła na nią z oczekiwaniem, czekała czy zostanie zwolniona. Znajomi twierdzili:

Nie masz czym się przejmować. Jesteś wolna, młoda, a najważniejszez kasą.

Po mężu zostały dwa solidne konta bankowe; podzieliła się z jego synem. Sama też zarabiała dobrze. Szukała towarzystwa, nie chciała siedzieć sama w domu, czasem wpadała do kawiarni.

Minęło trochę czasu, po nagraniu kolejnego programu poszła do kawiarni niedaleko domu. Rozmyślała, sącząc hiszpańskie wino. Podszedł do niej rosły mężczyzna, uśmiechnął się i zapytał uprzejmie:

Wolno usiąść? skinęła głową. Innocenty przedstawił się. Ona również. Tak piękna nie powinna smutnie siedzieć.

Coś ciężko na sercu odpowiedziała Sylwia.

Innocenty, koło czterdziestki, ciemnowłosy, niezbyt urodziwy, ale od pierwszej chwili przypominał jej pluszowego misiarozbawiło ją to.

Pozwoli pani, postawię coś. Wino, koktajl, deser cokolwiek?

Dziękuję, może tylko ciastko.

Mimo braku urody Innocenty okazał się czarującym pluszakiem: znał mnóstwo ciekawych historii, miał świetne poczucie humoru. Sylwia śmiała się, bawiła, a na koniec on odprowadził ją do domu. Umówili się.

Następnego ranka postanowiła powiedzieć Weronice:

Rezygnuję z twojej pomocy, poradzę sobie sama z domem i praniem.

Jak to, Sylwio tyle lat wiernie pracuję, a ty mnie wyrzucasz? Dokąd pójdę?

Znajdziesz inną rodzinę albo idź na portiernię.

Wyrzucasz mnie?! Weronika rozpłakała się. Tak się przyzwyczaiłam

No i dobrze. Przynajmniej nie będę musiała myć okien i toalety pomyślała Sylwia.

Spojrzała na Weronikę, ta ocierała łzy.

Dobrze, skoro tak nalegaszmożesz zostać Weronika rzuciła jej się na szyję.

Was pokochałam, jak własnych Władka straciłam, a ty mnie też chcesz wyrzucić

I tak żyli dalej, lecz często zaczął wpadać Innocenty, pieszczotliwie przez SylwięInnoś. Kochał ją do szaleństwa. Trzy miesiące później Sylwia została jego żoną. Sprowadziła skromny ślub, ale na miesiąc miodowy Innoś zabrał ją na Malediwystać go było, był przedsiębiorcą.

Sylwia spodziewała się, że podróż będzie jak z Władkiemśredni hotel, atrakcje z turystycznej listy. Innoś miał jednak inne wyobrażenie: zaczęło się od pierwszej klasy samolotem, w kurorcie powitał ich przewodnik, zabrał na ekskluzywną łódź. Na wyspie traktowani byli jak vip-y: fajerwerki, koktajle, tańce narodowe.

Willę mieli ogromnącztery pokoje, dwa salony kąpielowe, na zewnątrz basen, prywatna plaża.

Strach pomyśleć, ile mój pluszowy miś za to zapłacił myślała Sylwia.

Nigdy nie interesowało ją, ile ma pieniędzywiedziała, że stać go na wiele. Był czuły, serdeczny, dbał o nią: poprawiał koc, głaskał po głowie. Przed wyjściem do pracy pilnował, by jadła syte śniadanie.

Władek był cynikiem, ciągle mnie poniżał. Innoś, choć daleko mu do wyglądu modela, żyje dla mnie, zawsze wysłucha, a to dla mnie najważniejsze myślała Sylwia.

Weronika także chwaliła nowego męża, cieszyła się z życia w ich wielkim domu pod Warszawą. Pewnego dnia Sylwia przypadkiem zobaczyła, jak Innocenty wbija sobie cienką igłę.

Co robisz? przestraszyła się.

Tylko insulinamam cukrzycę. Ale to nic, żyję pełnią życia.

Na Malediwach leniwie myślała:

Może rzeczywiście trafił mi się los na loterii?

Wszystko jej pasowało, tylko martwiła się czasem, że zamiast zgrabnego instruktora fitness czy tenisisty ma nieporadnego męża.

Muszę zapisać mojego misia na dietę i siłownię!

Poruszyła temat, ale Innocenty posmutniał:

Wiem, kochanie, spróbuję, ale mam kłopoty z metabolizmem. Apollinem nie będę, jestem insulinozależny.

Rozumiem, nie musisz być nikim innym uznała Sylwia.

Po urlopie rzuciła się w wir pracy. Często dopadała ją melancholia. Czy dane mi będzie poznać prawdziwą miłość? Bo z Innocentym nie czuła pasji. Pragnęła silnych uczuć, tęskniła nocami za muskularnym kochankiem.

Koledzy z pracy żartowali:

Nie zdradzasz swojego misia? Taka cnotliwa?

Nie była wcale święta, po prostu nie chciała skrzywdzić dobrego człowieka. Na imprezie noworocznej napiła się, kolega Kostek wezwał swego kumpla Artura, by ją podwiózł.

Sylwia, może cię podrzucimy? rzucił wstawiony Kostek, zgodziła się.

Artur posadził Sylwię obok siebie:

Kostek, czemu dopiero teraz poznałem Sylwię? żartował.

Przystojny facet w luksusowym aucie nie mógł oderwać od niej wzroku. Najpierw odwiózł kumpla, potem Sylwię, po drodze poprosił o numer telefonu. Pod domem pomógł jej wysiąść, a zaraz potem przycisnął do swojego SUV-a i z namiętnością ją pocałował. Nie odepchnęła go; podobał jej się ten silny, zadziorny Artur.

Był idealnym kochankiem. W domu była czuła dla swego pluszowego misia, a Artur nie tracił czasu na czułości. Spotykali się w jego kawalerce, zawsze było ostro, bez zbędnych słów. Po wszystkim mówił tylko:

Dobrze z tobą.

Im obojgu taki układ odpowiadał. Innocenty wracał późno z pracy, poświęcał się biznesowi na początku roku i niczego nie zauważał. Pewnego dnia Sylwia przyjechała do Artura, gdy już była w łóżku, ktoś natarczywie zadzwonił do drzwi.

Zaraz kogoś zabiję mruknął Artur, idąc otworzyć.

Sylwia rozpoznała dwa znajome głosy: Artura i męża. Przerażona zerwała się, ubierając się w pośpiechu. W drzwiach już stał Innocentymilczał. Byłoby łatwiej, gdyby na nią krzyczał.

Innoś Innocenty to nie tak

Artur milczał także, choć mógłby nie wpuścić męża do środka.

Kto mnie sprzedał? spytała Sylwia.

Jaka to już różnica? Chociaż nie wierzyłem, musiałem sprawdzić.

Zobaczyła, że Innocenty wygląda fatalnieblady, zlany potem; nagle osunął się. Sylwia podbiegła, słuchała czy oddycha, ciężko

Dzwoń po pogotowie! Szybko!

Artur wykonał telefon. Sylwia w kieszeni męża znalazła pen-insulinę, wiedziała, że zawsze ją nosi. Wcisnęła lek.

To może go uratować. Ale nie odzyskał przytomności. Przyjechała karetka, lekarz stwierdził:

Zmarł.

Sylwia powoli odzyskiwała świadomość. Artur odprowadził ją do domu. Weronika czekała:

Sylwia, co się stało? Wyglądasz okropnie.

Nagle w głowie Sylwii pojawiła się myśl:

To Weronika mogła mnie wydać Arta nie cierpiała, ciągle wypytywała Na głos jednak nic nie powiedziała.

Długo przechodziła żałobę. Powód śmierci: zatrzymanie akcji serca. Po pogrzebie nie mogła się pozbierać. Wkrótce odnalazła się córka Innocentego z pierwszego małżeństwaz mężem adwokatem; wyrzucili Sylwię z domu, zagrozili sądem. Rzucili na stół gruby plik pieniędzy i dali trzy dni, by się wyprowadziła z rzeczami i Weroniką.

Sylwia postanowiła nie walczyć o spadek. Z powrotem z Weroniką wróciła do swojej ogromnej, odziedziczonej po Władysławie Adamskim, warszawskiej posiadłości.

Czas płynął. Sylwia powoli dochodziła do siebiepomagał jej Artur, spotykali się, lecz nie proponował ślubu. Wiedziała, że z niego nie będzie męża, ale związała się z nim. Pewnego dnia zadzwonił Kostek:

Sylwia, usiądź Artur nie żyje, zginął w wypadku, od razu

Tu Sylwia się zamyśliła.

Dlaczego wszyscy moi mężczyźni umierają? Chyba jestem czarną wdową Moja aura musi być czarna, skoro ich traciłam

Po jakimś czasie na jej program przyszedł młody mężczyznaMaksymilian. Sylwia czuła, że nie odrywa od niej wzroku; po nagraniu zaprosił ją do kawiarni.

Zgoda odpowiedziała czas wrócić do życia.

Maksymilian skradł jej serce, Sylwia poczuła prawdziwe szczęście.

To jest miłośćnie mogę oddychać bez Maksa, już nie tylko żyć Ale boję się o niego

Maks również ją pokochał, czas spędzony razem był lekki i radosny. Nawet nie interesowała się, kim jest, co robiwiedziała, że nie ma rodzeństwa, ojca nie zna. Zamieszkał u Sylwii, wyjechał rano do pracy, ona zaś miała dzień wolny. Postanowiła sprawdzić w interneciewpisała imię i nazwisko Maksymiliana.

Pierwszy link ją zmroził. Zwyczajny, swojski Maksznalazł się w grupie najbogatszych Polaków. Oszalała z szoku.

Nie wierzę roześmiała się histerycznie, potem przestraszyła oby z nim nic się nie stało

Uspokoiła się, pojechała do pracy. Wieczorem zadzwoniła do Maksanie odbierał. Zatelefonowała do biura:

Dzień dobry, poproszę Maksymiliana do telefonu.

Kto pyta?

Sylwia

Pani Maksymilian jest w szpitalu podano nazwę.

Sylwia pobiegła do szpitala.

Co z nim?! zawołała do lekarza.

Lekarz uspokoił ją:

Nic poważnego, żyje, serce się odezwało, ale pod kontrolą.

Mogę go zobaczyć? Chociaż na chwilę

Dobrze, dziesięć minut.

Sylwia weszła cicho do sali, a Maks czekał, uśmiechnięty. Usiadła przy nim, wziął jej dłonie.

Będzie dobrze. Kocham cię. Gdy wyjdę, weźmiesz za mnie ślub? Zgoda?

Oczywiście pocałowała go Przed nami życie, prawdziwe szczęście.

Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i obecność. Życzę Wam szczęścia.

Rate article
Fajna Tajna
Czarna wdowa Urocza i inteligentna Lila tuż przed ukończeniem studiów na Wydziale Dziennikarstwa poznała Władysława, sporo od niej starszego. To Władysław Romanowicz pierwszy zwrócił uwagę na delikatną i zgrabną Lilę. Znany w mieście jako kompozytor i autor lubianych piosenek, był człowiekiem dobrze ustosunkowanym — znał niemal wszystkich w lokalnej telewizji. Bez trudu załatwił Lilie pracę jako prowadzącej własny program. Niedługo potem wyemitowano jej pierwszą autorską audycję „Rozmowy przy kawie” — gościła w niej lokalnego psychologa i innych ekspertów, rozmawiając o trudnych życiowych sprawach. – Brawo, Lila – pochwalił ją Władysław po emisji – to trzeba uczcić! Władysław Romanowicz, czterdziestopięcioletni, był żonaty już trzy razy, ale jego energia i krąg przyjaciół zupełnie nie pasowały do spokoju domowego ogniska. Był artystą, uwielbiał bywać w restauracjach, kawiarniach i saunach, wszędzie czuł się jak u siebie. Sporo pił. Minęło trochę czasu, Lila zyskała popularność, wyszła za Władysława, jej program zyskał rzeszę widzów w mieście. Zawsze zadbana, uprzejma — lokalna telewizyjna piękność, o której mówiono z podziwem. Jednak szybko się rozczarowała — mąż coraz częściej wracał do domu podpity. – Władziu, nie przesadzaj – radził mu przyjaciel Szymon, gdy próbował publicznie poniżyć Lilę – zobaczysz, ta dziewczyna jeszcze cię prześcignie. – Nigdy nie wybierałem sobie mądrych żon – odpowiedział Władysław, przekonany o własnej wyjątkowości. Jeszcze jako narzeczony, był uroczy i szarmancki – kwiaty, prezenty, piosenki na jej cześć. Ale po ślubie zainteresowanie żoną zniknęło, zaczął ją traktować jak domową kotkę, pokrzykiwał. – Naiwnie miałam nadzieję, że z jego pomocą zostanę gwiazdą – myślała Lila. Studia skończyła z francuskim, a Władysław nieustannie namawiał ją, by poszła w stronę angielskiego. – Po co ci sport, lepiej zainwestuj w angielski – powtarzał pogardliwie. Lila długo się buntowała, aż przekonał ją do nauki angielskiego… dopiero mądry Szymon podczas rodzinnego obiadu stwierdził: – Znajomość angielskiego dla kobiety z klasą jest jak szpilki – od razu zapisała się na kurs. – Szymon, wpłynąłeś na moją żonę! – żartował potem Władysław. Mieszkali w wielkim mieszkaniu odziedziczonym przez Władysława po dziadku profesorze medycyny. W domu pomagająca im Wiera, 43-letnia samotna kobieta, była zawią i usłużna, świetnie ukrywała swoje emocje. Całe dnie obserwowała ich rodzinę. Pewnego ranka Lila zastała męża nie w łóżku, lecz w gabinecie, znów pijany. Wiera trzymała w ręku pustą butelkę po koniaku: – Co mu podać na śniadanie? – Zalewajka – burknęła Lila, kierując się pod prysznic. Po siedmiu latach małżeństwa nie doczekała się dziecka – Władysław nie chciał, miał już syna z poprzedniego związku. Lila coraz bardziej rozczarowana rodziną, skupiała się na karierze. Po kolejnym ciężkim poranku posłała Wierę do gabinetu męża. Ten leżał nietypowo, poduszka była czerwona od krwi. – Lila, szybko! – krzyknęła Wiera. – Trzeba dzwonić po karetkę! Po prostu nie mogła uwierzyć, że jej mąż, nie tak znowu stary, zmarł. Pogrzeb był wystawny — Szymon wygłosił mowę: – Nie żałujmy go. Władysław przeżył pełne, barwne życie, zasłużył na odpoczynek. – Wszystko miał – szepnęła któraś z kobiet. Lila długo nie mogła przywyknąć do ciszy w domu. Wiera nie wiedziała, czy zostanie zwolniona. Koledzy z pracy pocieszali: – Lila, nie masz powodu do żalu. Jesteś młoda, wolna, zabezpieczona finansowo – spadek, własne pieniądze. Spotykała się ze znajomymi, nie lubiła samotności. Pewnego dnia po zdjęciach weszła do pobliskiej kawiarni. Zamyślona, sączyła hiszpańskie wino, gdy podszedł masywny mężczyzna, uprzejmie prosząc o pozwolenie dołączenia do stolika. – Nazywam się Kamil – przedstawił się. Tak zaczęła się ich znajomość. Kamil był sympatycznym, choć mało atrakcyjnym mężczyzną o typie pluszowego misia, co rozbawiło Lilę. Zaproponował coś słodkiego, rozbawił ją swoimi opowieściami, zyskał jej sympatię. Przez kilka tygodni spotykali się coraz częściej, w końcu zdecydowała się go poślubić. Małżeństwo było skromne, ale Kamil, będący przedsiębiorcą, zabrał Lilę na Malediwy. Lila spodziewała się zwykłego urlopu: przelot, hotel, typowy pakiet dla turystów. Ale z Kamilem przeżyła luksus — pierwsza klasa, katamaran, powitanie jak dla VIP-ów, willa na wyspie z prywatnym basenem. Nigdy nie pytała, czy jest majętny — wiedziała, że stać go na wszystko. Był czuły i opiekuńczy, kontrolował czy dobrze je śniadania, poprawiał jej kołdrę. – Władysław był toksyczny, potrafił poniżać i strofować. Kamil, choć daleki od ideału, żyje dla mnie, troszczy się o mnie, i to mi się podoba – myślała. Wiera zachwalała Kamila, cieszyła się nowym domem pod miastem. Lilię zmartwiło tylko jedno — przypadkiem zobaczyła, jak mąż robi sobie zastrzyk. – Co to? – przestraszyła się. – Tylko insulina, mam cukrzycę, ale żyję pełnią życia. W czasie urlopu na Malediwach myślała leniwie: – Może jednak wygrałam na loterii? Poczuła jednak żal — przydałby się wysportowany mężczyzna, a nie pluszowy miś. Rozmawiała z Kamilem, ale on poważnie stwierdził: – Jeśli chcesz, spróbuję się zgubić w sporcie, ale to nie takie proste… Jestem insulinozależny. Po powrocie pochłonęła ją praca, ale coraz częściej czuła pustkę. Marzyła o miłości, namiętności, chciała doświadczyć prawdziwych uczuć. W pracy koledzy żartowali: – Nie zdradzasz swojego misia? W rzeczywistości nie była aż tak lojalna — zdarzało się jej zapomnieć o skrupułach. Na imprezie firmowej po Nowym Roku, Lila wypiła za dużo, kolega Krzysztof odwiózł ją do domu ze swoim znajomym, Arturem. Lila poczuła natychmiast pociąg do przystojnego, umięśnionego mężczyzny. Artur podwiózł ją do domu, poprosił o numer telefonu, pocałował namiętnie. Został jej kochankiem. Kamil nie zauważał zdrady — pracował intensywnie. Romanse z Arturem były namiętne, w zupełnie innym stylu niż życie domowe z Kamilem. Aż pewnego dnia, kiedy była z Arturem, rozległ się dzwonek do mieszkania. W progu stanął Kamil, blady, zdenerwowany, z trudem złapał oddech. – Szybko, dzwoń po karetkę! – zawołała Lila do Artura. Znalazła w kieszeni męża pen z insuliną i podała mu zastrzyk, ale nie pomogło. Lekarz stwierdził zgon. Lila wróciła do domu. Wiera dopytywała, dlaczego jest taka przygaszona. Lila podejrzewała, że to Wiera mogła ją zdradzić, bo nie lubiła Artura, ale nie pytała — i tak nie przyzna. Po pogrzebie Lila długo dochodziła do siebie. W międzyczasie zjawiła się córka Kamila z pierwszego małżeństwa, wsparta przez rodzinnego adwokata, wręczyła pakiet z pieniędzmi i nakazała jej i Wierze wyprowadzić się z domu w trzy dni. Lila nie zdecydowała się walczyć o spadek, wróciła z Wierą do własnego dużego mieszkania po Władysławie Romanowiczu. Czas płynął. Lila dochodziła do siebie, spotykała się z Arturem, ale nie myślała o ślubie — wiedziała, że nie jest materiałem na męża. Pewnego dnia zadzwonił do niej kolega Krzysztof: – Lila, usiądź… Artur nie żyje, wypadek samochodowy… Zatopiła się w myślach. – Dlaczego moi mężczyźni umierają? Przecież jestem jak czarna wdowa! Wkrótce tak będą o mnie mówić… Może mam jakąś czarną aurę… Po pewnym czasie w jej programie pojawił się młody mężczyzna, Mikołaj. Wiedziała, że nie może oderwać od niej wzroku. Zaprosił ją po nagraniu do kawiarni. – Zgoda – pomyślała Lila – czas się otrząsnąć. Niezwykle szybko zakochała się w Mikołaju. Przeżywała uczucia, których nie znała, była szczęśliwa. – To jest prawdziwa miłość. Nie mogę bez niego oddychać, a co dopiero żyć. Ale boję się… Mikołaj odwzajemniał uczucie, dobrze im było razem, Lila chętnie spędzała z nim czas, nawet nie wiedziała, kim naprawdę jest. Odkryła przypadkiem w internecie, że jej narzeczony należy do setki najbogatszych ludzi w kraju. Onieśmielona, obawiała się o jego los. Pod wieczór zadzwoniła do biura Mikołaja. – Może go przywołać? – Niestety, trafił do szpitala – usłyszała. Pędziła do niego, spanikowana. – Czy wszystko z nim w porządku?! – zapytała lekarza. – Nie ma paniki, serce, ale będzie żył. Wszystko pod kontrolą. – Mogę go zobaczyć? Proszę… Odwiedziła go na dziesięć minut. Mikołaj wziął jej dłonie w swoje: – Będzie dobrze, kocham cię. Jak wyjdę stąd, bierzemy ślub. Zgadzasz się? – Oczywiście – odpowiedziała z uśmiechem i pocałowała go. – Czeka nas jeszcze szczęście i cała przyszłość. Ta prawdziwa. Dziękuję za przeczytanie, wsparcie i subskrypcję. Powodzenia w życiu!