Czarna Wdowa Śliczna i inteligentna Lila, tuż przed ukończeniem studiów na kierunku dziennikarstwa, poznaje starszego od siebie o wiele lat Władysława Romanowicza – znanego w mieście kompozytora, autora przebojów i osobowość lokalnej telewizji. To właśnie on decyduje się pomóc Lili zdobyć wymarzoną pracę, wprowadzając ją do świata mediów jako prowadzącą autorskiego programu „Rozmowa przy herbacie”, w którym gości znanych fachowców i prowadzi rozmowy o życiowych dylematach. Władysław, czterdziestopięcioletni artysta z burzliwą przeszłością małżeńską i znanym zamiłowaniem do imprez oraz alkoholu, szybko zdobywa serce Lili. Wkrótce dziewczyna wychodzi za mąż i staje się popularna w swoim mieście – zadbana, zawsze uśmiechnięta, ceniona jako prezenterka, przez wszystkich postrzegana jako „telewizyjna piękność”, której nic diabolicznego nie można zarzucić. Jednak udane życie zawodowe nie rekompensuje rozczarowania w związku. Władysław nadużywa alkoholu i traktuje Lilię coraz bardziej chłodno. Do tego namawia ją do nauki angielskiego, choć ona nauczyła się francuskiego, i zniechęca do sportu. Dopiero mądra uwaga przyjaciela wprowadza ją na nową ścieżkę rozwoju. Po siedmiu latach małżeństwa Władysław niespodziewanie umiera po ciężkiej nocy i pobycie w reanimacji. Lila zostaje sama w dużym mieszkaniu, które teściu zostawił wnukowi w spadku. Towarzyszy jej jedynie złośliwa, lecz pomocna gosposia Weronika. Po odejściu Władysława Lila szybko wraca do życia towarzyskiego i poznaje nowego mężczyznę – sympatycznego, choć niezbyt urodziwego biznesmena Ignacego, którego razem z Weroniką potocznie nazywają „misiem”. Nowy związek okazuje się ucieczką przed tęsknotą za miłością. Lila wychodzi za Ignacego, organizuje skromną ceremonię, po czym jedzie z mężem na miesiąc miodowy na Malediwy. Jednak rychło odkrywa, że Ignacy zmaga się z cukrzycą, a marzenia o życiu z pięknym i silnym mężczyzną nie spełniają się. Miś okazuje się dobry, troskliwy, lecz pozbawiony pasji i wyrzuca Lilię w stronę tęsknoty za prawdziwą miłością. Spotkania z kolegami z pracy prowadzą Lilię do poznania Artura – atrakcyjnego, wysportowanego kochanka, który daje jej namiętność, ale nie myśli o stałym związku. Pewnego dnia Ignacy przyłapuje żonę na zdradzie. Jego serce nie wytrzymuje, nagle umiera, a osamotniona Lila zostaje pozbawiona domu przez córkę męża z poprzedniego małżeństwa. Wraca do mieszkania po Władysławie Romanowiczu, a Artur nie daje jej poczucia stabilizacji. Nieoczekiwanie dochodzi do wypadku – Artur ginie w kolizji samochodowej, a Lila coraz bardziej przekonuje się, że przynosi nieszczęście mężczyznom. Uważa, że na jej życie spadła klątwa czarnej wdowy. Nową nadzieję przynosi spotkanie z Makarem, młodym mężczyzną, który szybko zdobywa jej serce. Lila odkrywa, że Makar jest jednym z najbogatszych Polaków, lecz ich szczęście nie trwa długo – Makar trafia do szpitala przez problemy zdrowotne, lecz obiecuje, że razem stworzą szczęśliwą przyszłość. Opowieść o Lilce – kobiecie, której uroda i inteligencja przyciągają mężczyzn, lecz śmierć i rozstania nie odstępują jej na krok. Czy znajdzie prawdziwe szczęście mimo sławy „czarnej wdowy”?

Czarna wdowa

Ładna i mądra Lidia, tuż przed ukończeniem Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale dziennikarstwa, poznała Władysława, dużo starszego od siebie. To oczywiste, że to właśnie on Władysław Romanowski pierwszy zwrócił uwagę na smukłą, delikatną Lidię. W Warszawie był znanym człowiekiem, pisał piosenki, które często były grane w lokalnych rozgłośniach, i podobały się mieszkańcom.

Władek był dla wszystkich swojakiem, znał się z połową ludzi z miejskiej telewizji. Załatwił więc Lidii pracę po studiach, pozwalając jej prowadzić własny program. Po niedługim czasie miała już pierwszą audycję: Rozmowy od serca. Zaprosiła do studia znaną w mieście psycholożkę i kilku innych rozmówców. Program był oparty na pytaniach i odpowiedziach, czasem podpartych historiami z życia.

Brawo, Lidka pochwalił ją Władysław po emisji, to trzeba uczcić.

Władek w wieku czterdziestu pięciu lat miał już za sobą trzy małżeństwa. Jego niepohamowana energia i rzesza znajomych kompletnie nie pasowały do życia rodzinnego. Był artystą i uważał się za prawie wybitnego kompozytora. Często przesiadywał w warszawskich restauracjach, kawiarniach, czasem w saunie. Wszędzie swojakiem, zawsze pod ręką kieliszek.

Minął czas. Lidia zdobyła popularność, wyszła za Władysława, jej program oglądano nawet poza Warszawą. Wyglądała znakomicie, z klasą się ubierała, była sympatyczna i uprzejma. Nie miała nic demonicznego, piękność ze szklanego ekranu tak o niej mówili. Tylko z mężem jej się nie ułożyło. Zrozumiała to sama, gdy Władek coraz częściej wracał pijany.

Władku, nie przesadzaj powiedział mu kiedyś jego przyjaciel Szymon, gdy ten próbował publicznie zlekceważyć Lidię podczas rodzinnej kolacji.

Nigdy nie wybierałem sobie za żonę mądrych kobiet odpowiedział, podszczypując Lidię w policzek.

Gdy zabiegał o jej względy, był szarmancki. Kwiaty, prezenty, dwie piosenki powstały specjalnie dla niej. Słuchał z uwagą. Ale odkąd została żoną, wszystko się zmieniło. Poświęcał jej tyle uwagi, co domowej kotce. Zaczął jej rozkazywać.

Naiwnie myślałam, że dzięki niemu zostanę gwiazdą rozmyślała Lidia.

Władek naciskał: Ucz się angielskiego! Jak ci nie wstyd za granicą, a ty siedzieć w domu, do siłowni nie chodzisz, na angielski czasu nie masz.

Na złość mężowi, nie chciała uczyć się angielskiego. Dopiero gdy przy stole Szymon powiedział: Znajomość angielskiego to dla eleganckiej kobiety jak chodzenie na obcasach Lidia zapisała się na kurs z najlepszą nauczycielką w mieście.

Szymek, dobrze wpłynąłeś na moją żonę, nagle książek nakupowała, na kursy chodzi, w aucie zamiast muzyki tylko dialogi po angielsku śmiał się Władek.

Miał z Lidią przestronne mieszkanie odziedziczone po dziadku lekarzu, z pomocą domową Weroniką, czterdziestotrzyletnią, samotną i dość złośliwą kobietą, choć potrafiła to ukryć. Spędzała z nimi całe dnie, znała każdy szczegół ich życia.

Lidia obudziła się rano męża nie było, przespał się znowu w swoim gabinecie, wracając pijany w noc. W kuchni Weronika trzymała w rękach pustą butelkę po koniaku:

Wczoraj była pełna. Co mu podać na śniadanie?

Zakwas mruknęła Lidia i poszła pod prysznic.

Po siedmiu latach małżeństwa, dzieci nie mieli Władek nie chciał, bo miał syna z pierwszego ślubu. Sama nie bardzo chciała, skupiała się na karierze. Po śniadaniu Lidia wysłała Weronikę do męża. Ten leżał na brzuchu, na poduszce ciemna plama.

Lidia! zawołała Weronika pogotowie!

Co się stało?

Nie wiem.

Kwadrans później jechała z mężem karetką do szpitala. Władka od razu zabrali na intensywną terapię. Lekarze powiedzieli:

Jest źle. Nic nie możemy obiecać.

Wieczorem telefon:

Pani mąż zmarł.

Nie mogę uwierzyć… wyszeptała. Przecież jeszcze nie stary. Pogrzeb odbył się z klasą. Szymon zadbał o wszystko ludzi masa, bo Władek był rozpoznawalny. Na stypie Szymon wygłosił mowę:

Nie smućmy się. Władek przeżył barwne życie, należy mu się zasłużony odpoczynek. Jest teraz wolny.

Miał wszystko szepnęła sąsiadka obok żony.

Lidia długo nie mogła się przyzwyczaić do ciszy w domu. Weronika patrzyła wyczekująco, nie wiedząc, czy pani ją zwolni. Koledzy uznali:

Lidka, nie masz powodu do smutku! Zostałaś młoda, wolna i bogata. Po mężu dwa konta bankowe po połowie i syn, ale dobrze i sama zarabiała. Szukała towarzystwa, nie chciała siedzieć sama, czasem wpadała do kawiarni obok domu.

Któregoś dnia, wracając po nagraniu programu, zajrzała właśnie do tej kawiarni. Myśląc o wszystkim i niczym, sączyła hiszpańskie wino, aż podszedł do niej potężny mężczyzna:

Można? skinęła głową. Ignacy przedstawił się. Smutno ci?

Coś mnie przygniata.

Ignacy był młody, może czterdzieści lat, silny, szatyn, o wyrazistych rysach, i od razu skojarzył się Lidii z pluszowym misiem, co ją rozbawiło.

Pozwól, że cię poczęstuję. Wino, koktajl, ciastko co chcesz?

Dzięki, może tylko ciastko nie była słodkolubna.

Ignacy, mimo że nie był przystojny, okazał się ujmującym misiem. Mnóstwo ciekawostek, świetne poczucie humoru, szybko ją oczarował. Lidia śmiała się, rozmawiali, odprowadził ją do domu. Umówili się na randkę.

Rano postanowiła powiedzieć Weronice:

Od dzisiaj nie potrzebuję już twojej pomocy. Sama sobie poradzę.

Lidka, jak możesz? Tyle lat byłam u was… Gdzie ja się podzieję?

Znajdziesz nową rodzinę albo zostaniesz stróżem.

Wypędzasz mnie rozpłakała się Weronika. Tak się przyzwyczaiłam…

Rzeczywiście, nie zbankrutuję, a przynajmniej nie będę myła okien i sedesu pomyślała Lidia.

Spojrzała na Weronikę, ta wycierała łzy.

No dobrze, skoro tak bardzo chcesz, zostań Weronika aż ją ucałowała w policzek.

Polubiłam was, byliście mi jak rodzina, a tu Władek tak nagle, i jeszcze ty chcesz mnie wyrzucić…

Tak żyły dalej, tylko w gościach częściej bywał Ignacy czuły miś, tak go nazywała. Lidia wyszła za niego po trzech miesiącach. Wesele skromne, ale na miesiąc miodowy Ignacy zabrał ją na Malediwy. Nie żałował prowadził firmę.

Lidia spodziewała się normalnej podroży prosty lot, dobry hotel i typowe atrakcje. Ale miś miał inne pojęcie o luksusie. Lot pierwszą klasą, odbiór na lotnisku przez osobistego opiekuna, transfer motorówką, na wyspie fajerwerki, koktajle, tańce.

Willa zatopiona w zieleni, cztery pokoje, dwie łazienki, basen i prywatna plaża.

Strach pomyśleć, ile to wszystko kosztowało myślała Lidia.

Nigdy nie pytała, jak bogaty jest Ignacy, wiedziała, że pieniądze się go trzymają. Najważniejsze było to, jak bardzo o nią dbał: przykrywał kocem, głaskał, pilnował by dobrze jadła przed wyjściem do pracy.

Władek był do bólu złośliwy, poniżał, pouczał, ciągle powtarzał, że musi mnie wyciągnąć na swój poziom. Kesha jak mówiła do Ignacego choć do piękności mu daleko, to jednak żyje dla mnie, nie dla siebie i zawsze wysłucha tak rozmyślała.

Weronika chwaliła Ignacego, cieszyła się, że mieszka z nimi w jego dużym domu pod Warszawą. Jeden nieprzyjemny moment przypadkiem Lidia zobaczyła, jak mąż wstrzykuje sobie insulinę.

Co to jest? przestraszyła się.

Tylko insulina, mam cukrzycę, ale to żaden dramat.

Na Malediwach myślała leniwie:

Może w końcu trafiłam na szczęście?

Podobał jej się ten luksusowy odpoczynek, choć żałowała, że jest tu z niezdarnym mężem, a nie z trenerem fitness lub przystojnym tenisistą.

Muszę męża zagonić do sportu i na dietę!

Zaczęła rozmowę, ale Ignacy posmutniał:

Mogę spróbować, skoro chcesz, ale mam problemy z metabolizmem. Nigdy nie będę Apollonem muszę brać insulinę.

Rozumiem, nie trzeba zdecydowała Lidia.

Po powrocie zatopiła się w pracy. Często dopadała ją melancholia. Ciekawe, czy dane mi będzie poznać prawdziwą miłość? rozmyślała. Kocham go, ale to nie jest to. Chciałabym poczuć prawdziwą namiętność. Pragnę, by w nocy przy mnie był przystojny, muskularny mężczyzna, a nie pluszowy niedźwiadek.

Na pracy koleżanki żartowały:

Naprawdę nie zdradzasz swojego misia? Taka moralna?

Niemoralna nie była, po prostu nie chciała ranić dobrego męża. Przyszło Sylwestra, Lidia wypiła za dużo, kolega Kostek zadzwonił po swojego przyjaciela Marka, by ją odwieźć do domu.

Lidka, chcesz, podwieziemy cię zaproponował Kostek. Zgodziła się.

Marek, przystojny, z drogą furą, nie spuszczał z niej wzroku. Odwiózł Kostka, potem Lidię, poprosił o numer. Pomógł jej wysiąść i przycisnął do auta, całując namiętnie. Nie odsunęła się było jej z tym dobrze.

Idealny kochanek. W domu czułości z misiem, a Marek żadnych czułości. Witał ją w kawalerce, rzucał się na nią. Mocno, szybko. Potem odpoczywał i mówił:

Dobrze mi z tobą.

Wszystko im pasowało. Ignacy późno wracał, nie miał pojęcia. Pewnego dnia Lidia pojechała do Marka, już leżała w łóżku, on wyszedł z łazienki, nagle ktoś dzwoni do drzwi.

Zaraz komuś przyłożę mruknął Marek.

Lidia usłyszała dwa głosy: Marka i… męża. W panice rzuciła się, by się ubrać. Na progu stanął Ignacy, milczący. Łatwiej by jej było, gdyby krzyczał.

Kesha… to nie tak…

Marek stał cicho, mógłby nie wpuścić.

Kto mnie wydał? zapytała szeptem.

Jaka to teraz różnica? Nadstawiłem ucha, nie wierzyłem, ale sprawdziłem.

Ignacy był blady i gwałtownie się osunął. Lidia podbiegła, oddychał ciężko.

Dzwoń po karetkę!

Marek zadzwonił. Lidia znalazła w kurtce męża ampułkę z insuliną, wiedziała, co robić. Wstrzyknęła.

To go uratuje. Powinien dojść do siebie. Ale nie doszedł. Po chwili sanitariusz wyszedł z werdyktem:

Pan zmarł.

Lidia w końcu otrząsnęła się z szoku. Marek odwiózł ją do domu. W progu Weronika:

Lidka, co się stało, blada jesteś.

Myśl zaświtała jej w głowie:

Może to Weronika mnie wydała? Nie znosiła Marka, wypytywała o niego… Ale przemilczała to. I tak by się nie przyznała.

Długo dochodziła do siebie po pogrzebie. Niedługo potem pojawiła się córka Ignacego z pierwszego małżeństwa, prawniczka. Wyrzuciła Lidię z domu, grożąc sądem i dała plik gotówki złotówek z terminem tygodnia na wyprowadzkę.

Lidia nie chciała walczyć o spadek, odeszła ze wszystkim, co miała. Razem z Weroniką zamieszkały znów w dużym mieszkaniu po Władku.

Czas mijał. Otrząsnęła się i dzięki Markowi wróciła do normalności, chociaż nie ożenił się z nią. Spotykali się dalej. Pewnego dnia zadzwonił Kostek z wiadomością:

Lidka, usiądź… Marek zginął w wypadku. Od razu, na miejscu…

Tu zrobiło się jej gorzko.

Czemu wszyscy moi mężczyźni umierają? Jestem jak czarna wdowa, tak zaraz będą mnie nazywać. Może mam pecha, czarną aurę…

Niedługo potem w programie pojawił się młody mężczyzna Makar. Od razu czuła, jak nie spuszcza z niej wzroku, po nagraniu zaprosił ją do kawiarni.

Dobrze zgodziła się czas zacząć żyć.

Makar podbił jej serce, Lidia się zakochała, szczęściem promieniowała. Oto prawdziwa miłość nie umie oddychać bez Makara. Ale bała się o niego.

Makar także był zakochany, spędzali ze sobą czas, było tak lekko i swobodnie. Nawet nie zastanawiała się, kim jest, nie miał rodzeństwa, kontakt z ojcem zerowy. Mieszkali razem, on dziś rano pojechał do pracy, ona miała jechać do telewizji. Z ciekawości wpisała w komputerze jego nazwisko. Pierwszy link ją niemal powalił: Makar, taki zwyczajny, był w pierwszej setce najbogatszych Polaków. Lidia była zszokowana. Majątek olbrzymi.

Nie wierzę roześmiała się, a zaraz potem przestraszyła co jeśli jego też coś spotka?

Uspokoiła się, zajęła pracą. Wieczorem zadzwoniła do Makara, nie odbierał. Zadzwoniła do jego biura.

Dzień dobry, czy można Makara do telefonu?

Kto pyta?

To Lidia…

Pan Makar jest w szpitalu… podała nazwę.

Pędziła w panice do szpitala.

Co się stało? zawołała do lekarza.

Ten ją uspokoił:

Spokojnie, serce mu zaszwankowało, ale będzie żył, wszystko pod kontrolą.

Mogę go zobaczyć? Proszę!

Na dziesięć minut.

Cicho weszła do sali, czekał na nią, uśmiechał się. Podeszła, usiadła przy nim, ujął jej dłonie.

Będzie dobrze, kocham cię. Jak wyjdę, ślubujemy się. Jesteś na tak?

Oczywiście pocałowała go. Przed nami życie, w końcu szczęście. Prawdziwe.

***

Dziś wiem jedno. Straty i zranienia nauczyły mnie szukać sensu w każdym dniu. Miłość przychodzi niespodziewanie i warto dać jej szansę nawet jeśli życie wystawia nas na próbę.

Rate article
Fajna Tajna
Czarna Wdowa Śliczna i inteligentna Lila, tuż przed ukończeniem studiów na kierunku dziennikarstwa, poznaje starszego od siebie o wiele lat Władysława Romanowicza – znanego w mieście kompozytora, autora przebojów i osobowość lokalnej telewizji. To właśnie on decyduje się pomóc Lili zdobyć wymarzoną pracę, wprowadzając ją do świata mediów jako prowadzącą autorskiego programu „Rozmowa przy herbacie”, w którym gości znanych fachowców i prowadzi rozmowy o życiowych dylematach. Władysław, czterdziestopięcioletni artysta z burzliwą przeszłością małżeńską i znanym zamiłowaniem do imprez oraz alkoholu, szybko zdobywa serce Lili. Wkrótce dziewczyna wychodzi za mąż i staje się popularna w swoim mieście – zadbana, zawsze uśmiechnięta, ceniona jako prezenterka, przez wszystkich postrzegana jako „telewizyjna piękność”, której nic diabolicznego nie można zarzucić. Jednak udane życie zawodowe nie rekompensuje rozczarowania w związku. Władysław nadużywa alkoholu i traktuje Lilię coraz bardziej chłodno. Do tego namawia ją do nauki angielskiego, choć ona nauczyła się francuskiego, i zniechęca do sportu. Dopiero mądra uwaga przyjaciela wprowadza ją na nową ścieżkę rozwoju. Po siedmiu latach małżeństwa Władysław niespodziewanie umiera po ciężkiej nocy i pobycie w reanimacji. Lila zostaje sama w dużym mieszkaniu, które teściu zostawił wnukowi w spadku. Towarzyszy jej jedynie złośliwa, lecz pomocna gosposia Weronika. Po odejściu Władysława Lila szybko wraca do życia towarzyskiego i poznaje nowego mężczyznę – sympatycznego, choć niezbyt urodziwego biznesmena Ignacego, którego razem z Weroniką potocznie nazywają „misiem”. Nowy związek okazuje się ucieczką przed tęsknotą za miłością. Lila wychodzi za Ignacego, organizuje skromną ceremonię, po czym jedzie z mężem na miesiąc miodowy na Malediwy. Jednak rychło odkrywa, że Ignacy zmaga się z cukrzycą, a marzenia o życiu z pięknym i silnym mężczyzną nie spełniają się. Miś okazuje się dobry, troskliwy, lecz pozbawiony pasji i wyrzuca Lilię w stronę tęsknoty za prawdziwą miłością. Spotkania z kolegami z pracy prowadzą Lilię do poznania Artura – atrakcyjnego, wysportowanego kochanka, który daje jej namiętność, ale nie myśli o stałym związku. Pewnego dnia Ignacy przyłapuje żonę na zdradzie. Jego serce nie wytrzymuje, nagle umiera, a osamotniona Lila zostaje pozbawiona domu przez córkę męża z poprzedniego małżeństwa. Wraca do mieszkania po Władysławie Romanowiczu, a Artur nie daje jej poczucia stabilizacji. Nieoczekiwanie dochodzi do wypadku – Artur ginie w kolizji samochodowej, a Lila coraz bardziej przekonuje się, że przynosi nieszczęście mężczyznom. Uważa, że na jej życie spadła klątwa czarnej wdowy. Nową nadzieję przynosi spotkanie z Makarem, młodym mężczyzną, który szybko zdobywa jej serce. Lila odkrywa, że Makar jest jednym z najbogatszych Polaków, lecz ich szczęście nie trwa długo – Makar trafia do szpitala przez problemy zdrowotne, lecz obiecuje, że razem stworzą szczęśliwą przyszłość. Opowieść o Lilce – kobiecie, której uroda i inteligencja przyciągają mężczyzn, lecz śmierć i rozstania nie odstępują jej na krok. Czy znajdzie prawdziwe szczęście mimo sławy „czarnej wdowy”?