Drogi pamiętniku,
Jestem Zosią i od miesiąca mieszkam w domu dziecka w Łodzi. Trafiłam tu po śmierci babci Haliny, z którą mieszkałam od kiedy pamiętam. Matki nie znam, a babcia przed odejściem opowiadała mi, że mama wyjechała daleko i nie wróci. Dlatego często nazywałam ją mamą, a sama starałam się dorosnąć, by móc jej pomóc, bo babcia powtarzała:
Gdy dorośniesz, razem będziemy gospodarzyć.
Starałam się więc być jak najstarsza w naszych małych możliwościach myłam naczynia, zamiatałam podłogi. Miałam pięć lat i czułam się wielka.
Kiedy babcia nagle zachorowała i przyjechała karetka, przy niej zjawiła się nieznajoma ciocia i zabrała mnie do domu dziecka. Okazało się, że to miejsce, którego nie oczekiwałam, a jednak polubiłam je. Było tu wiele dzieci, ciepłe opiekunki i miłe porywki przyjaźni. Mimo to tęskniłam za domem, za kotem Burkiem i psem Łatkiem, za zapachem domowych ciast i babcinym ciepłem. Wierzyłam, że kiedyś otworzy się drzwi do pokoju, a babcia przyjdzie z uśmiechem i powie:
No co, moja pomocniczko, jedziemy do domu, bo Burek już na Ciebie czeka!
Lecz opiekunka Patrycja wytłumaczyła mi, że babci już nie ma, odeszła na niebo. Dopiero wtedy zrozumiałam, że cud powrotu do babci już nigdy nie nastąpi. Mimo to wciąż wierzyłam w cud, bo babcia powtarzała, że cuda się spełniają, gdy naprawdę w nie wierzy się. Nazywała wszystko cudem.
Często przychodziła nasza sąsiadka, ciocia Basia, z cukierkami, pierożkami albo zabawką, a babcia mówiła:
Zobacz, Zosieńko, jaki to cud, kiedy ktoś po prostu podaruje ci coś miłego. Ten cud to ludzka dobroć.
Nauczyłam się tego na pamięć. Kiedy Patrycja wyciągała z kieszeni cukierka i podawała mi go, uśmiechałam się, całowałam ją w policzek i mówiłam:
Dziękuję, Patrycjo, za cud.
Patrycja odwzajemniała uśmiech i całowała mnie w czubek głowy:
Ty jesteś naszym cudem!
Minęło pół roku i zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Razem z innymi wycinałyśmy płatki śniegu, ubrałyśmy choinkę. Wszyscy się śmiali i cieszyli. Podczas przygotowań Patrycja przyciągnęła mnie na bok i szepnęła:
W Nowym Roku zdarzają się różne cuda. Napisz na kartce, czego bardzo pragniesz, połóż pod poduszkę, a na pewno się spełni!
Wzięłam starą kartkę, którą zabrałam ze sobą z domu babci, i napisałam: «Chcę wrócić do domu». Nie miałam innego życzenia. W domu dziecka było miło, ale brakowało mi własnego pokoju z babcinym kocem, pieca, w którym babcia wypiekała ciasta. Potrzebowałam domu i to natychmiast!
Złożyłam kartkę w dwie połówki i schowałam nie pod poduszkę, a do kieszonki mojego pluszowego misia, którego podarowała mi ciocia Basia. Babcia mawiała:
Najważniejsze, Zosiu, to bardzo tego chcieć i wierzyć.
Wierzyłam. Cud jednak nie przychodził, a ja zastanawiałam się, czemu tak jest, bo naprawdę w to wierzyłam. W kwietniu, w słoneczny wiosenny dzień, cud się spełnił.
Siedziałam przy oknie i patrzyłam na podwórko, gdzie pan Jan, nasz czołgista, sprzątał drogę. Nagle do pokoju weszła podniecona Patrycja:
Zosieńko, nasz dyrektor wzywa cię do gabinetu.
Zeskoczyłam z parapetu i podeszłam do opiekunki:
Patrycjo, czy zrobiłam coś złego?
Nie, kochanie, przyjechali po ciebie! odpowiedziała, poprawiając mi warkoczyki.
Zadrżałam:
Kto?
Pójdziemy i zobaczymy dodała, chwytając mnie za rękę.
W gabinecie pani Anna Kowalska, dyrektorka domu, siedziała przy biurku, a przy drzwiach stała ciocia Basia. Krzyknęłam:
Ciociu Basiu!
Pobiegłam w jej ramiona, rozłożywszy ręce.
Zosieńko! Moje słoneczko! wykrzyknęła, obejmując mnie mocno.
Czy jedziemy do domu? zapytałam z otwartymi oczkami.
Oczywiście, jedziemy! I na pewno! wycierała łzy dłonią.
Usiadła mnie na kanapie i usiadła obok.
Zosieńko powiedziała, nieco nerwowo będziemy teraz mieszkać razem. Dziadek Wiktor też na ciebie czeka. Będziesz naszą córką! Czy się na to zgadzasz? spojrzała na mnie z nadzieją.
Pochyliłam się do niej i przytuliłam się do płaszcza. Oczywiście, że tak! Zawsze kochałam ciocię Basię i wujka Wiktora, traktowali mnie jak własną rodzinę, a ja ich uważałam za bliskich babci.
Następnego ranka razem z ciocią Basią wyruszyłyśmy w drogę do domu. Stałyśmy na progu domu dziecka, czekając na taksówkę. Tłum ludzi żegnał nas z uśmiechami. Patrycja wycierała łzy chusteczką i uśmiechała się. Powiedziałam coś cioci Basi, wzięłam misia i pobiegłam do Patrycji.
Dziękuję, Patrycjo, że podpowiedziałaś mi życzenie na Nowy Rok! podaję jej starą kartkę złożoną na pół.
Rozwinęła ją i odczytała wielkimi literami: CHCĘ DOMU.
Objęła mnie i pocałowała w czubek głowy.
Widzisz? Mówiłam, że cuda się spełniają, gdy w nie mocno wierzymy!
Z zamkniętymi oczami wciągnęłam głęboki oddech i pomyślałam, że wszystko jest możliwe, gdy serce jest szczere.
Zosia.



