Święta Bożego Narodzenia dobiegały końca. Po dniach pełnych sałatek, ciast i przekąsek zmęczone podniebienia domagały się prostoty, więc na śniadanie Agnieszka ugotowała owsiankę. Czas wrócić do zwykłych posiłków.
Siedzieli we trójkę przy stole, gdy z pokoju dobiegła melodia dzwoniącego telefonu męża. Wyszedł z kuchni. Agnieszka mimowolnie nadsłuchiwała, próbując z jego odpowiedzi odgadnąć, kto dzwoni i po co.
Gdy Wojciech wrócił, Agnieszka od razu zauważyła, że nie wyglądał na zmartwionego. Zatroskany, ale nie przygnębiony.
Hmm zaczął. Mama dzwoniła, prosiła, żebym przyjechał. Ma wysokie ciśnienie.
Oczywiście, jedź. Skinęła głową Agnieszka.
Gdy mąż poszedł się ubierać, przypomniała sobie jego słowa przez telefon: Teraz? Może nie warto? No dobrze, dobrze. Zazwyczaj, gdy teściowa dzwoniła i żądała przyjazdu, Wojciech natychmiast biegł do niej bez dyskusji. Znowu się nakręcam powstrzymała się Agnieszka.
Wrócę szybko krzyknął z przedpokoju Wojciech, a za nim zatrzasnęły się drzwi.
Jedz, no pogoniła Agnieszka syna, który mieszał łyżką w misce, rozgniatając płatki.
A pójdziemy na górkę? Obiecałaś. Jasiek nabrał odrobinę owsianki i długo się jej przyglądał, zanim włożył do ust.
Tata wróci i pójdziemy. Dobrze? Uśmiechnęła się do syna. Tylko warunek zjeść całą owsiankę.
Dobrze. Chłopiec bez entuzjazmu znów uniósł łyżkę.
Jeśli za pięć minut miska nie będzie pusta, nigdzie nie idziemy powiedziała stanowczo Agnieszka i podeszła do zlewu, by pozmywać naczynia.
Prasowała ubrania, a Jasiek bawił się samochodzikami na podłodze, gdy rozległ się dźwięk otwieranego zamka.
Wreszcie pomyślała Agnieszka, odkładając żelazko i nasłuchując szelestu w przedpokoju. Czemu tak długo się przebiera? Wstała, by wyjść mężowi naprzeciw.
W drzwiach stanęła przed nią dziesięcioletnia dziewczynka, patrząc na Agnieszkę z ciekawością. Za nią pojawił się Wojciech. Miał winny wyraz twarzy. Położył ręce na ramionach dziecka i wyprostował się, jakby stawiał czoło wyzwaniu.
To moja córka, Zosia powiedział Wojciech, spuszczając wzrok. Mama poprosiła, żebym zabrał ją do jutra.
Rozumiem. A jej mama? Wyjechała z kolejnym kochankiem na wakacje? Agnieszka wypaliła z goryczą.
Wojciech wzruszył ramionami, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo Agnieszka wróciła do deski do prasowania.
Wejdź usłyszała jego głos i kątem oka zauważyła, jak dziewczynka podeszła do Jaśka bawiącego się na podłodze.
Została nam owsianka? zapytał Wojciech Agnieszkę.
Ja nie chcę owsianki odparła natychmiast Zosia. Chcę makaron z parówką.
Wojciech spojrzał zmieszany najpierw na Zosię, potem na żonę. Agnieszka wzruszyła ramionami i machnęła ręką w stronę kuchni, jakby mówiąc: Idź, gotuj, ja jestem zajęta.
Po chwili Wojciech zawołał ją z kuchni.
Mamy makaron? Nie mogę znaleźć.
Jest. Resztki. Jak doprasuję, pójdę do sklepu. Agnieszka spojrzała na niego z wyrzutem.
Nie patrz tak na mnie. Sam nie wiedziałem, że
Naprawdę? A mama, gdy dzwoniła, nie powiedziała, po co cię woła? Po tym, jak mąż spuścił wzrok, Agnieszka zrozumiała, że trafiła w sedno. A mnie nie warto było zapytać? Dlaczego nie powiedziałeś, nie uprzedziłeś? Jaśka też trzeba było przygotować. Teraz zaczną cię dzielić.
Na potwierdzenie jej słów z pokoju dobiegł płacz Jaśka. Agnieszka pobiegła tam, a za nią Wojciech.
Proszę bardzo. Radź sobie. Agnieszka rozłożyła ręce.
Jasiek przytulił się do mamy. Zosia stała, wpatrując się ze złością w podłogę.
Co się stało? Wojciech podszedł do córki.
Agnieszkę zabolało, że podszedł właśnie do Zosi, a nie do syna.
Ona zabrabrała mi auto wyjąkał przez łzy Jasiek.
Rozległo się syczenie wykipiałego makaronu, i Wojciech pobiegł do kuchni. I nic jej nie powiem. Gość. Biedactwo, jak mówi teściowa. A co ja mam robić?
Obejrzysz bajki? Agnieszka zmusiła się do spokoju i zwróciła się do dziewczynki.
Zosia skinęła głową, a Agnieszka z ulgą włączyła telewizor. Zosia z Jaśkiem usiedli na kanapie.
Twoja matka znowu swoje? Postanowiła w ten sposób zniszczyć naszą rodzinę? Twoja mama ma obsesję, żeby was znów połączyć z byłą. Słyszałam, jak krzyczała, gdy urodził się Jasiek, że nie ma innego wnuka poza Zosią. Chciała sprawdzić, jak zareaguję na twoją córkę? syknęła Agnieszka, wracając do kuchni.
Naprawdę jest jej źle. Wojciech stanął w obronie matki.
A czemu ta duża dziewczynka miała przeszkadzać? Mogłaby podać wodę, wezwać pogotowie. Z nią byłoby bezpieczniej. W jej wieku już sama smażyłam jajecznicę. Agnieszka nie dawała za wygraną.
Dość! przerwał jej mąż, głośno kładąc łyżkę na blacie. Zosiu, chodź jeść makaron! krzyknął w stronę pokoju.
Tatusiu, przynieś mi tutaj spokojnie odpowiedziała Zosia.
Tatusiu przedrzeźniała Agnieszka, przewracając oczami. Biegnij do niej. Wyszła z kuchni i, nie patrząc na Zosię, zaczęła składać deskę do prasowania, zostawiając męża samemu sobie.
Wojciech jednak zabrał Zosię do kuchni. Agnieszka ledwo powstrzymywała się, by nie wybuchnąć. Usiadła obok Jaśka przed telewizorem, ale nic nie widziała. Syn wtulił się w nią, szukając jej wzroku. Nic, trzeba wytrzymać przekonywała siebie. Jasiek wszystko rozumie. Widzi, że dziewczynka mi się nie podoba. Tak nie



