Córka, której nie mam

Córa — nie moja
— Co ty wygadujesz, Halino?! – Marian cisnął na stół kartkę i uderzył pięścią w blat. – Jaka jeszcze ekspertyza? Zwariowałaś kompletnie?
— Nie krzycz na mnie! – Halina zerwała się z kanapy, oczy jej pałały złością. – Mam prawo znać prawdę! Alicja z każdym dniem mniej do ciebie podobna, a ty to świetnie widzisz!
— To moja córka! – wrzasnął Marian. – Nasza córka! A jak jeszcze raz wspomnisz tę przeklętą ekspertyzę, ja…
— Co ty? – wyzywająco spytała Halina, podpierając się pod boki. – Co mi zrobisz? Wyrzucisz? No to śmiało, wyrzucaj! Tylko najpierw się dowiemy, czyja córka w naszym domu dorasta!
Marian ciężko opadł na krzesło i przesunął dłońmi po twarzy. Takiej awantury w ich rodzinie nigdy nie było. Nawet w najgorsze czasy nie dochodziło do krzyków i oskarżeń.
— Halinka, co się z tobą dzieje? – zapytał zmęczonym głosem. – Skąd te niedorzeczne myśli? Alicja urodziła się w szpitalu, sam ją z położnej odebrałem. Nie pamiętasz?
— Pamiętam – syknęła żona przez zęby. – Ale pytań nie ubywa.
Halina podeszła do kredensu i wyjęła rodzinne fotografie. Rozłożyła je na stole przed mężem.
— Patrz – stuknęła palcem w zdjęcia. – Oto Alicja, ma rok. Jasne loki, błękitne oczy. Tu, trzy lata. Nic się nie zmieniło. A teraz, piętnaście lat. Ciemne, proste włosy, brązowe oczy. Wytłumacz mi, jak to możliwe?
— Dzieci rosną, zmieniają się – spróbował zaprotestować Marian. – Ma okres dojrzewania, hormony…
— Hormony nie zmieniają koloru oczu! – przerwała mu Halina. – I nie zamieniają loków w proste włosy! A wzrost? Ma piętnaście lat, a jest ode mnie wyższa o głowę! Skąd taki wzrost, skoro my oboje średniego wzrostu?
Marian milczał, wpatrując się w fotografie. Rzeczywiście, zmiany były uderzające. Mała jasnowłosa dziewczynka stała się wysoką, ciemnowłosą nastolatką o południowych rysach twarzy.
— Może wzięła po babci – niepewnie zauważył. – Albo po prababci. Genetyka to zawiła sprawa.
— Po jakiej babci? – oburzyła się Halina. – Moi rodzice są szatynami, twoi też. Prababki i pradziadkowie tacy sami. Skąd wzięły się te wschodnie rysy?
Do pokoju weszła Alicja. Wysoka, szczupła dziewczyna z długimi, ciemnymi włosami i dużymi, brązowymi oczami. Piękna, lecz naprawdę niepodobna do rodziców.
— Dlaczego krzyczycie? – spytała, spoglądając to na ojca, to na matkę. – Sąsiedzi już się skarżą.
— Nic, córeczko – pośpiesznie odparł Marian. – Mama tylko trochę zdenerwowana.
— Z jakiej przyczyny? – Alicja usiadła na kanapie, podciągając nogi. – Znów praca dała w kość?
Halina wpatrzyła się w córkę uważnie. Spokojna, rozsądna, zupełnie nie taka emocjonalna jak ona. I zewnętrznie obca.
— Alicjo, powiedz szczerze – spytała nagle Halina – nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego tak niepodobna do nas?
— Mamo! – oburzył się Marian.
— Co ‘mamo’? – Halina odwróciła się do męża. – Niech odpowie. Jej też to dotyczy.
Alicja wzruszyła ramionami.
— Nie wiem. Nigdy o tym nie myślałam. A czy to ważne? Wy jesteście moimi rodzicami.
— Oczywiście, że ważne, córeczko – Marian objął dziewczynę. – Nie słuchaj mamy, po prostu miała zły dzień.
Halina z irytacją patrzyła na tę scenę. Mąż i córka doskonale się rozumieli bez słów. A ona czuła się obca we własnej rodzinie.
— Idź odrabiaj lekcje – powiedziała do Alicji. – Musimy z tatą porozmawiać.
Alicja skinęła głową i wyszła. Marian odprowadził ją wzrokiem i zwrócił się do żony.
— Po co ją ranisz? – spytał cicho. – Ona niczemu nie winna.
— A kto? – Halina usiadła naprzeciw męża. – Marianie, chcę znać prawdę. Jeśli Alicja to nasza córka, ekspertyza to potwierdzi. A jeśli nie…
— Jeśli nie, to co? – przerwał. – Wyrzucisz dziecko na ulicę? Przestaniesz je kochać?
Halina zamilkła. Sama nie wiedziała, co zrobi, jeśli potwierdzą się jej podejrzenia.
— Kocham ją – przyznała. – Ale potrzebuję prawdy.
Marian wstał i podszedł do okna. Na ulicy bawiły się dzieci, mamy spacerowały z wózkami. Zwyczajne życie, w którym nie ma miejsca na tak straszne wątpliwości.
— Halinko, a jeśli prawda okaże się inna, niż się spodziewasz? – zapytał, nie odwracając się. – Co wtedy?
— Nie wiem – odpowiedziała szczerze. – Ale dłużej żyć w niewiedzy nie potrafię.
Wieczorem Marian długo nie mógł zasnąć. Leżał i myślał, jak ich życie zmieniło się w ciągu jednego dnia. Rano byli zwyczajną rodziną, a teraz…
Obok wierciła się Halina. Też nie spała.
— Marianie – szepnęła. – Śpisz?
— Nie.
— Pow
I tak żyli już zawsze, zachowując tę prawdę głęboko w sercach jak najcenniejszy skarb i najcięższą tajemnicę, która tylko scementowała ich nietypową, ale prawdziwą miłość.

Rate article
Fajna Tajna
Córka, której nie mam