Żona Olgi była piękna. Choć przyszła na świat z trudem i urodziła się późno, gdy matka miała już niemal czterdzieści lat. Wcześniej Olga owdowiała i została sama, bo z mężem nie mieli dzieci.
Pewnego razu pojechała do swojej kuzynki do miasta, spędziła u niej dwa tygodnie, a po powrocie, po dziewięciu miesiącach, urodziła córkę, Wandę.
Sąsiadki we wsi oczywiście szeptały za jej plecami, ale Olga z nikim nie dzieliła się tym, kim był ojciec jej dziecka i dlaczego go nie odwiedza.
Nawet najbliższa przyjaciółka-sąsiadka nie odkryła tej tajemnicy. Za to Wanda rosła, budząc zazdrość – piękna, jasnooka i silna dziewczynka.
A jak Olga nad nią czuwała! Ubierała ją, uczyła rozumu i pomagała w domu. Wyrosła Wanda – wysoka, postawna i życzliwa. Po szkole skończyła kursy w powiecie i wróciła do rodzinnej wsi jako księgowa do drobiarni.
I od razu poznała Stanisława. Był nowym człowiekiem we wsi, niedawno przyjechał jako agronom. Wykształcony, nie to co miejscowi chłopi. Spodobali się sobie. Stanisław po miesiącu wyznał miłość i ożenił się z Wandą. Miała dwadzieścia jeden lat, on dwadzieścia pięć. Wesele wyprawili na całą wieś.
Tylko że po ślubie zaczął znikać – przepadał na dzień lub dwa, a potem wracał. Pewnego letniego dnia siedzieli z Wandą w altance, pijąc herbatę, gdy nagle pod dom podjechało auto, z którego wysiadła kobieta z chłopcem.
„Przyjmij, tato, na wakacje”. Okazało się, że to jego pierwsza żona, o której Wanda nie miała pojęcia. Do syna jeździł regularnie. Wanda nie wybaczyła oszustwa, spakowała swoje rzeczy i wróciła do matki.
Ileż łez wylała Olga, a córka się usprawiedliwiała: „Nie można tak po prostu odejść od męża”.
„No i co z tego, że miał wcześniej rodzinę? Teraz kocha ciebie. Przyjmij chłopca, to tylko na wakacje.”
Ale Wanda nie ustąpiła i rozwiodła się ze Stanisławem. Młoda i uparta. Spakowała się i wyjechała do miasta szukać szczęścia. Matkę odwiedzała często, ale nie miała się czym pochwalić – ani dobrej pracy, ani mieszkania, ani męża.
Gdy skończyła dwadzieścia osiem lat, matka podupadła na zdrowiu. Wanda wszystko porzuciła i wróciła do niej. Stanisław już się ożenił, miał dwójkę dzieci, a jego żona bała się, że Wanda zacznie mu się narzucać. „Patrzcie, jaka elegancka przyjechała z miasta”.
Ale Wanda na nikogo nie patrzyła. Nie wychodziła nawet na podwórze. Całkowicie poświęciła się matce, pilnowała jej i dbała, jak tylko mogła.
Trwało to całe dwa lata, choć lekarze nie dawali matce nawet roku. I w końcu jej zabrakło…
Wanda nie wróciła już do miasta – nie przyzwyczaiła się do tego zgiełku. A żona Stanisława nie mogła spokojnie spać. On sam posmutniał, stał się surowszy. Na stypie po śmierci matki Wandy pomagał najbardziej. Ale Wanda, choć wdzięczna, nie okazywała mu żadnej uwagi.
A piękna była jak dawniej – nikt by jej nie dał trzydziestu lat! A Stanisław już siwiznę na skroniach miał…
I wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego. Cała wieś znowu ożyła! Syn Państwa Kowalskich, Krzysztof, wrócił z wojska. Dwudziestoletni przystojniak, wysoki jak sosna, z szerokimi ramionami i umięśnionymi rękami.
Dziewczyny we wsi od razu się zakochały i tylko czekały, na którą spojrzy. Ale Krzysztof na nikogo nie patrzył. Aż pewnego dnia poszedł nad rzekę, a tam Wanda się kąpie, płynie w słońcu, włosy jak u syreny kołyszą się na wodzie.
Zobaczył tę urodę i serce mu zabiło! Usiadł na brzegu, czekając, aż wyjdzie z wody. A potem sam wskoczył i wyniósł ją na rękach.
Ona się śmieje, wyrywa, ale on nie puszcza. Zakochał się w swojej syrenie od pierwszego wejrzenia. Tak bardzo, że od razu zaproponował małżeństwo – i nie minęły dwa tygodnie od ich spotkania.
Ojciec się wściekał, matka płakała:
„Co ty wyrabiasz! To kobieta, już była zamężna, w mieście się wyszalała. A ty jeszcze chłopaczyna, jaki z ciebie mąż? Opamiętaj się!”
We wsi ferment. Wszyscy patrzą na Wandę krzywo. A ona? Spędziła z Krzysztofem dwa wieczory, siedzieli nad rzeką do zachodu słońca. A że on ją pokochał – czy sercu można rozkazywać?
Przyszli do niej rodzice Krzysztofa i zaczęli błagać, by zostawiła ich syna w spokoju. Nie jest dla niego odpowiednią partią. Spakowała się Wanda i znowu wyjechała do miasta. Nie będzie jej szczęścia na wsi. Tu Krzysztof z miłością, tam sąsiedzi z osądami…
Minęło siedem lat.
Życie w mieście też się jej nie ułożyło. Pracowała w sklepie, wynajmowała pokój. Potem poznała porządnego mężczyznę, wyszła za niego, urodziła syna.
Mąż okazał się dobrym człowiekiem, z niezłym majątkiem, mieszkali w przestronnym, jasnym mieszkaniu. Wychowywali syna. Mąż często mówił, że trzeba pojechać do jej rodzinnej wsi i zająć się domem.
Ale Wandę tam nie ciągnęło. Nawet gdy jeździła na grób matki, nie pokazywała się we wsi.
Złe wspomnienia zostawiły to trudne życie – strata matki, osądy sąsiadów. A dom oczywiście trzeba było sprawdzić. Ile lat stał zamknięty? Ale zanim zdążyli, mąż zachorował…
Wanda została wdową w wieku pięćdziesięciu lat. Ciężkie czasy – syn ma piętnaście lat, jeszcze wiele przed nim. A dom na wsi nie dawał spokoju. Trzeba go sprzedać. Może ktoś ze wsi kupi?
Ubrali się i pojechali latem. Grób matki uporządkować, trochę się pokazać.
Wanda piękna, w czarnej sukni z białymi koralami, w kapeluszu. Obok wysoki syn. Idą drogą, a ludzie wyglądają zza bram. Wanda wita się ze wszystkimi, choć nie wszystkich poznaje.
Dom przez te lata oczywiście podupadł – okiennice krzywe, ganek nie najlepszy. Ale w sumie jeszcze solidny.
W ciągu dnia zbiegli się sąsiedzi, zaczęli wypytywać. Wanda podzieliła się swoją historią – o życiu w mieście i stracie. Wieść rozeszła się szybko.
A późnym wieczorem stukanie do drzwiOtworzyła drzwi i stanęła jak wryta – na progu stał Krzysztof, z tęsknotą w oczach i bukietem polnych kwiatów w dłoni.



