**Dziennik, 12 maja**
Co za bałagan! Dzwon do swojej rodziny, niech przyjeżdżają sprzątać zirytowała się Kinga. Ja za nich sprzątać nie będę. Wystarczy, że non stop piorę pościel po twoich kolegach. Wcale im nie przeszkadza nocować w naszym domku letniskowym.
Słuchaj, dzwoniła mama powiedział jej mąż, Tomek, podczas kolacji. Chcą z rodziną pojechać na grilla w weekend.
Cieszę się za nią odparła Kinga. Niech jadą, ale co my mamy z tym wspólnego? Teściowej nie znosiła.
No właśnie, chcą pojechać do naszego domku wyjaśnił Tomek. Swojego nie mają, a ja w sobotę muszę być w warsztacie. Mówił to, jakby to było oczywiste. Powiedziałem, że nie możemy jechać, więc mama poprosiła o klucze.
Kinga nie miała wyjścia zgodziła się, ale szybko pożałowała. Gdy następnego weekendu przyjechali do domku, oniemiała. Wyglądało to jak po najściu barbarzyńców.
Owoce zerwane, podłoga brudna, na kuchence stała garnczek z zastygłym żurem. Firanka w kuchni zniknęła. Kinga nie mogła pojąć, co tu się działo. Rodzice Tomka mieli już po sześćdziesiątce.
Wylała na mężu całą swoją złość.
Co to za cyrk?! Dzwon do nich, niech przyjeżdżają i sprzątają! krzyczała. Ja tego robić nie będę. Wystarczy, że non stop piorę po nich pościel!
No cóż, trochę się napracowałaś. Wrzuć do pralki, wyjmij i powieś.
Może następnym razem ty to zrobisz?! Jesteś zadowolony, w jakim stanie jest nasz domek?!
Ale Tomek nigdzie nie zadzwonił. Kinga się obraziła, ale potem się pogodzili. Byli małżeństwem dopiero dwa lata, pobrali się z miłości, choć teraz Kinga czasem żałowała, że się pospieszyła. Dzieci jeszcze nie mieli.
Życie toczyło się zwyczajnie praca, dom, dom, praca. W weekendy chodzili na spacery lub jeździli ze znajomymi za miasto. Wszystko się zmieniło, gdy mama Kingi niespodziewanie wyszła za mąż i wyjechała do nowego męża do Krakowa. Rodzinny domek letniskowy przeszedł na Kingę.
I nagle cała rodzina Tomka ją pokochała. Teraz ciągle ktoś prosił się na ich działkę. Wszyscy wiedzą, że kiełbasa smakuje lepiej na świeżym powietrzu!
Krewni pojawiali się jak grzyby po deszczu. Kuzyni, wujkowie, ciotki, nawet babcia Tomka wszyscy ciągnęli nad jezioro na grillowanie. Do tego jeszcze jego koledzy.
Każdy przyjeżdżał z noclegiem. Tomek jak zwykle rozkładał ruszt. Kinga miała już tego dość, ale nie chciała psuć relacji. Coś jednak musiała zrobić.
Teraz z niepokojem wyczekiwała weekendów. Gdy Kinga i Tomek się pobrali, jego matka była już w podeszłym wieku. Urodziła syna późno. Miał też starszą o 10 lat siostrę, Magdę. Teściowa pochodziła ze wsi i uważała, że wszystko jest wspólne.
Ona i Magda zabierały z domku wszystko kremy, szampony, a nawet kapcie Kingi. I znów zadzwoniła teściowa, prosząc o klucze. Tym razem Magda chciała zabrać swoją szefową. Planowali grill i wypoczynek.
I jak zwykle, nikt Kingi nie spytał, co o tym myśli.
Damy mamie klucze oznajmił Tomek. Pamiętał reakcję Kingi, ale nie chciał o tym rozmawiać.
Kinga zrozumiała, że musi działać, a mąż stoi po przeciwnej stronie. Po namyśle zadzwoniła do mamy.
Oddzwonię krótko odpowiedziała.
Po dwudziestu minutach powiedziała, że na działkę przyjedzie jej siostra z mężem. Nie martw się, ciocia Halina ci pomoże.
Kinga zaniemówiła. Bała się cioci Haliny. W dzieciństwie jeździła do niej na wakacje i te wspomnienia zostały z nią na zawsze. Tak, Halina potrafiła wychowywać.
Ciocia zadzwoniła wieczorem.
Co ty, siostrzenico, taka nie nasza. Dawno powinnaś była do mnie zadzwonić. Jak mam się zachować? spytała. Delikatnie nastraszyć, czy radykalnie? Zaśmiała się rubasznie.
Kinga się wzdrygnęła. A mówiłaś im, że domek jest na ciebie? dopytała ciocia.
Nie pamiętam, ale wszyscy myślą, że mój.
Nie martw się, kochanie, załatwimy to po królewsku.
W niedzielę Tomek odebrał telefon od wściekłej matki. Sprzedaliście domek?! wrzeszczała. Gdzie są pieniądze? Dlaczego nam nic nie powiedzieliście?
Okazało się, że w sobotę przyjechały Magda z szefową i teściowa z mężem. Na działce zastali pięcioosobową grupę, która właśnie grillowała.
A wy kto? wykrzyknęła teściowa.
A wy, właściwie, kto? zimno spytała dostojna kobieta i podeszła bliżej. Ja jestem właścicielką. Skąd macie klucze?
W grupie teściowej zrobiło się nieswojo. Magda próbowała tłumaczyć coś o rodzinie i kluczach od Tomka. Kobieta patrzyła na nią z dezaprobatą, a Magda się zagubiła. W końcu odebrano im klucze i grzecznie poproszono, by więcej nie wracali.
Kinga słyszała, jak teściowa wrzeszczy przez telefon. Tomek nie rozumiał, co się dzieje.
Oddaj żonie słuchawkę! Tomek podał telefon Kingie. Ten domek nie jest twój! oznajmiła teściowa.
A wyście pytali? Kinga starała się mówić spokojnie. Myślicie, że wszystko, co nasze, jest wasze?
Czy ty rozumiesz, że Magda zaprosiła szefową?! W firmie mają zwolnienia, a ona chciała ją udobruchać! Jeśli ją wyrzucą, to będzie na twoim sumieniu!
A ja co mam z tym wspólnego? Ciocia Halina jest właścicielką. Kupcie sobie własny domek!
Po tym ja tam więcej nie przyjadę, i moja rodzina też! warknął Tomek.
Pierwszy raz się pokłócili. Tomek się obraził. Magdę zwolnili



