Zosiu, zaczekaj! Dziewczyna odwraca się w stronę głosu. Wie, że Wiktor znowu czeka na nią pod domem. Znowu ty? I nie masz tego dosyć? Od wieków tu stoisz! rzuca Zosia. Wiktor niezręcznie wręcza jej bukiet kwiatów. Chciałem tylko cię zobaczyć.
Zosia z wahaniem przyjmuje kwiaty i ciężko wzdycha. Co mam z tobą zrobić? Zrozum, że między nami nic nie będzie! mówi zirytowana. Codziennie powtarzam to samo. Zachowujesz się jak dziecko. Nie umiem inaczej. Może kiedyś mi przejdzie. Nie przejdzie, dopóki będziesz za mną chodził! Powtarzałam setki razy! Nic dla mnie nie znaczysz! Nie bądź taka zła, Zosiu, to ci nie pasuje. Dobrych snów odpowiada Wiktor. I żeby było jasne, nie jesteś moim chłopakiem! krzyczy za nim Zosia.
Wiktor zakochał się w Zosi od razu. Ona pojawiła się w ich szkole, gdy Wiktor był w siódmej klasie. Od tego czasu siedzieli razem w ławce. Dziewczyna też go lubiła, wszędzie chodzili razem. Teraz, po skończeniu szkoły, Zosia bardzo się zmieniła. Przestała widzieć Wiktora przy sobie. Jak to możliwe? zastanawia się Wiktor. Widział, jak Zosia wraca do domu z innymi chłopakami. Bolało go patrzeć na to. W takich chwilach obiecywał sobie, że już nigdy nie będzie za nią biegał. Lecz każdego ranka nogi same niosły go pod drzwi Zosi.
Zosia wiedziała już, że Wiktor czeka wieczorem na ławce przy wejściu. Liczyła, że kiedyś zobaczy ją z innym i w końcu sobie odpuści. Po co tu siedzisz każdego wieczoru? Na kogo czekasz? Wiktor podnosi wzrok i widzi stojącą przed nim dziewczynę. Od razu zwraca uwagę na jej ognistorude włosy i piegi, które zdobiły tylko jej twarz. Kiedy się uśmiechała, była niesamowicie urocza. Obok niej biegał pies tak samo rudy jak ona. Wiktor uznał, że dziewczyna ma charakterek, a pies pasuje do niej idealnie. Uśmiechnął się i powiedział:
Czekam na szczęście. Ale chyba go tu nie ma… Może patrzysz nie tam gdzie trzeba… Może spróbuj poszukać w innym miejscu? Ja i Łatek chodzimy tu na spacery codziennie. Chcesz dołączyć? Może razem nam się poszczęści. Wiktor spojrzał na okna mieszkania Zosi, po czym zdecydowanym tonem powiedział: Wiesz co, dołączę. Zosia mocno się zdziwiła. Chyba pierwszy raz nie zastała Wiktora na ławce. Zwolniła kroku, ale miejsca było puste. Ruszyła więc w stronę ławki, gdzie zawsze siedział “jej Wiktor”.
Pusta pomyślała zaskoczona. Nagle do jej uszu doszedł szczek psa. Po chwili dostrzegła dwie sylwetki. Z daleka zobaczyła Wiktora i rudowłosą dziewczynę. Zosię ogarnęła zazdrość. Pierwszy raz Wiktor nie czekał na nią. W sercu poczuła pustkę. A zupełnie inna dziewczyna odprowadzała go coraz dalej od niej…



