Zosia, poczekaj. Dziewczyna odwróciła się do głosu. Wiedziała, że Wojtek znowu czeka na nią pod domem.
Ty znowu? Nadal ci się to nie znudziło? Stoisz tu wieki! powiedziała niecierpliwie Zosia.
Wojtek wręczył jej nieśmiało kwiaty.
Chciałem cię tylko zobaczyć.
Zosia z wahaniem wzięła bukiet i westchnęła ciężko.
Co ja mam z tobą zrobić? Rozumiesz, że między nami nic nie może być! rzuciła zdenerwowana. Codziennie mówię ci to samo. Jesteś jak dziecko.
Nie potrafię inaczej. Może pewnego dnia mi przejdzie.
Nie przejdzie, dopóki będziesz mnie śledził. Ile razy mam ci to tłumaczyć? Dla mnie nic nie znaczysz!
Nie denerwuj się, kochana, złość ci nie pasuje. Kolorowych snów dodał Wojtek.
I pamiętaj, nie jestem twoją dziewczyną! krzyknęła Zosia.
Wojtek zakochał się w Zosi od razu. Przyszła do ich szkoły, gdy on był w siódmej klasie. Od tamtego czasu siedzieli razem w jednej ławce. Zosia też go wtedy lubiła, byli razem niemal wszędzie. Ale teraz, po maturze, Zosia bardzo się zmieniła. Nie widziała już Wojtka przy sobie.
Jak to możliwe? myślał Wojtek. Coraz częściej widział Zosię wracającą do domu z innym chłopakiem. Bolało go to za każdym razem. W takich chwilach obiecywał sobie, że już nigdy za nią nie pobiegnie. Ale gdy przychodził następny dzień, nogi same niosły go pod drzwi Zosi.
Zosia już wiedziała, że Wojtek będzie siedział na ławce pod klatką. Miała nadzieję, że zobaczy ją z innym chłopakiem i wreszcie da jej spokój.
Czemu codziennie tutaj siedzisz? Na kogo czekasz?
Wojtek podniósł wzrok i zobaczył dziewczynę stojącą przed nim. Od razu zauważył jej rude włosy i piegi rozsiane na policzkach. Gdy się uśmiechała, wyglądała przeuroczo. Obok niej biegał pies, równie rudy jak ona. Wojtek pomyślał, że to rezolutna dziewczyna i jej pies. Uśmiechnął się i powiedział:
Czekam na szczęście. Ale chyba go tu nie ma…
Może szukasz w złym miejscu… Może lepiej byś się przeszedł i poszukał sam? Ja i Fafik spacerujemy tu codziennie. Dołączysz do nas? We troje spróbujemy znaleźć szczęście.
Wojtek spojrzał na okna mieszkania Zosi, potem wstał i zdecydowanie odpowiedział:
Wiesz co, idę z wami.
Zosia była zaskoczona. Chyba pierwszy raz nie zastała Wojtka na ławce. Zwalniła kroku, ale ławka była pusta.
Zosia podeszła bliżej.
Pusto… pomyślała.
W tej samej chwili usłyszała szczekanie psa. Z oddali dostrzegła dwie sylwetki. Po chwili rozpoznała Wojtka i nieznaną dziewczynę. Zosię ogarnęła zazdrość. Pierwszy raz Wojtek nie czekał na nią. W jej sercu pojawiła się pustka, a nieznajoma odciągała Wojtka coraz dalej od niej.



