Dziennik – 15 maja
„A jeśli rodzice naprawdę się rozwiodą?” Ta myśl ścisnęła Kubę w żołądku i poczuł, jak łzy napływają mu do oczu.
Trzech przyjaciół szło ze szkoły. Wiosenne słońce raziło prosto w oczy. Chłopcy przepychali się i śmiali, żartując nawzajem. Zatrzymali się pod blokiem Kajetana.
– Idziesz wieczorem pojeździć z nami na rowerach? Wczoraj ze Stasiem byliśmy w parku, super było.
Kuba zmarszczył brwi. Od dawna prosił tatę, żeby wyciągnął rower z garażu, ale ten zawsze nie miał czasu. Albo wracał późno z pracy, gdy już było ciemno, albo obiecywał, że zrobi to w weekend – i zapominał.
– Idziesz? – Kajetan szturchnął go w ramię.
– Nie wiem. Rower jest w garażu. Jeśli tata wróci wcześniej…
– Sam go nie weźmiesz? No już, spotkamy się w parku o siódmej. – Kajetan wyciągnął dłoń, i wszyscy przybili piątkę.
Pod kolejnym blokiem Kuba pożegnał się też ze Stasiem. „Może jednak poszukać klucza do garażu? Tata trzymał tam auto tylko zimą. Pewnie nie nosi klucza przy sobie” – pomyślał i pospieszył do domu. Mieszkał najdalej ze wszystkich.
W domu przebrał się i od razu zaczął szukać klucza. W szufladzie, gdzie rodzice trzymali różne drobiazgi, go nie było. Przeszukał jeszcze kilka miejsc, ale w końcu odpuścił i zabrał się na lekcje. Jak wróci mama, zapyta ją o klucz. Ale jeśli nie odrobi zadań, pewnie go nie dostanie.
W niespełna półtorej godziny skończył. Sam się zdziwił – zwykle zajmowało mu to dwie, trzy godziny. W zamku zatrzeszczał klucz. „Mama!” – ucieszył się i wybiegł do przedpokoju.
– Cześć – powiedziała zmęczona i przeszła z siatkami do kuchni.
Kuba podążył za nią. Wyjmowała zakupy i wkładała je do lodówki.
– Dlaczego nie zjadłeś makaronu z kotletami? Znowu kanapki z herbatą? Włóż to do szafki – podała mu paczkę gryki.
– Mamo, gdzie jest klucz do garażu?
– Po co ci?
– Chcę wyciągnąć rower.
– Odrobiłeś lekcje? – Mama zatrzasnęła lodówkę i spojrzała na niego.
– Tak, możesz sprawdzić – odparł szybko.
– Klucz… – rozglądnęła się po kuchni. – Nie pamiętam. Zaczekaj na tatę, on na pewno wie.
– A kiedy wróci? O północy? – Kuba uniósł głos. – Koledzy jeżdżą od dawna. Po co w ogóle chowaliście rower do garażu? Mogliście zostawić na balkonie. Tata wróci, i znowu będziecie się kłócić. Mam tego dość.
Nagle opadł z nastroju. Obrócił się na pięcie i poszedł do swojego pokoju, trzasnąwszy drzwiami.
Ostatnio tata często zostawał w pracy. Rodzice kłócili się codziennie, krzyczeli na siebie. Kuba coraz częściej słyszał słowo „rozwód”.
Długo nie mógł uwierzyć, że to możliwe. Tak, tata rzadko pytał o szkołę, dawno już gdzieś razem nie poszli. Kiedyś wrócił wcześniej. Przy kolacji zapytał, jak mu idzie. Kuba zaczął opowiadać, ale szybko zamilkł, widząc, że tata patrzy gdzieś w przestrzeń. I wtedy mama zaczęła – że tacie wszystko jedno, że nie zajmuje się synem, że to trudny wiek, kiedy obecność ojca jest ważna… Kuba zamknął się w pokoju, starając nie słuchać. Ale jak tu nie słyszeć, gdy rodzice krzyczą?
Wszyscy koledzy mieli normalne rodziny. Kajetan z tatą często jeździli na ryby lub na mecze. Staś prawie nie wychodził na podwórko – ciągle gdzieś jeździli z rodzicami. Kuba westchnął.
Siedział na łóżku z nogami podwiniętymi, trzymał otwartą książkę, ale nie czytał. Wszedła mama, usiadła na brzegu łóżka i sięgnęła, żeby pogłaskać go po włosach. Odwrócił głowę.
– Znalazłam klucz do garażu. Jeśli odrobiłeś lekcje… – zaczęła przepraszająco.
– Odrobiłem, mówiłem – przerwał.
– No to się przebierz. Pójdziemy po rower.
Kuba rzucił książkę, wstał i narzucił bluzę.
– Gotowy.
– Tylko obiecaj, że nie będziecie jeździć po jezdni. Park albo chodniki – powiedziała mama, wstając.
Garaż był niedaleko, pięć minut drogi. Zardzewiały zamek opierał się, ale w końcu drzwi ustąpiły z metalowym zgrzytem.
– Ile razy mówiłam, żeby nasmarował zawiasy – mruknęła mama, wchodząc do środka.
Włączyła światło. Na półkach i w kątach stały pudła, narzędzia i graty. W rogu stał stary stół kuchenny i dwa taborety. W powietrzu unosił się zapach oleju i benzyny. Rower wisiał wysoko na ścianie.
– Weź taboret – powiedziała mama.
Kuba postawił go pod ścianą i stanął. Taboret zachwiał się niebezpiecznie.
– Ostrożnie, przytrzymam cię – mama objęła jego nogi.
– Mamo, tak mnie nie utrzymasz. Lepiej przytrzymaj taboret.
Spróbował zdjąć rower, ale był za ciężki.
– Ja spróbuję – zaproponowała mama.
– Sam. – Podniósł się na palcach i szarpnął. Taboret przechylił się.
– Mamo, przytrzymaj! – KrzykMama złapała rower w ostatniej chwili, a Kuba zeskoczył na ziemię, uśmiechając się szeroko, bo teraz wreszcie mógł jechać do parku, gdzie czekali już Kajetan i Staś, i choć nie wiedział, co przyniesie jutro, dziś w jego świecie znów wszystko było na swoim miejscu.



