Wczoraj w nocy obudził mnie dźwięk domofonu. Po drugiej stronie łóżka żona również się budziła. Położyłem jej delikatnie rękę na ramieniu:
Kochanie, zostań, pójdę otworzyć.
Wyszedłem na korytarz i pod nosem mruknąłem:
Kto to o tej porze?
Gdy otworzyłem drzwi, w progu stała moja ciotka, Barbara, z wielką torbą w rękach. Jej mąż, wujek Zdzisław, niespokojnie przestępował z nogi na nogę tuż za nią.
Mój drogi siostrzeńcu! zawołała ciotka. Cieszysz się, że mnie widzisz? Podejdź, daj swojej ciotce uścisk!
Złapała mnie za ramię tak mocno, jakby miała mnie udusić własnymi objęciami.
Skończył się spokój pomyślałem nostalgicznie, taszcząc ich bagaże do przedpokoju.
Reszta nocy to był jeden wielki chaos. Ciotka nie chciała spać na kanapie twierdziła, że jest niewygodna. W końcu zapytała, czy nie położę jej spać gdzie indziej.
Moja żona, Malwina, była od początku zszokowana. Minęła ledwie godzina, a ciotka już wywróciła całe mieszkanie do góry nogami. Ostatecznie wszyscy poszliśmy spać: ciotka z wujkiem zajęli nasze łóżko, a my z Malwiną kanapę w salonie.
Jak długo twoi wujostwo tu zostaną? szepnęła żona, podając mi śniadanie.
Nie wiem, zapytam o to po pracy odpowiedziałem.
Malwina nerwowo nasłuchiwała głośnego chrapania z sypialni, po czym powiedziała:
Robert, boję się ich, wróć dziś wcześniej, proszę.
Postaram się obiecałem i wyszedłem z mieszkania.
Po powrocie z pracy czekał na mnie elegancko nakryty stół.
Wchodź, siostrzeńcu, świętujemy rodzinne spotkanie! zawołała ciotka z kuchni.
Malwina szepnęła mi na ucho:
Tak dobrze, że już jesteś…
Wszyscy usiedliśmy do obiadu:
Ciociu Basiu, na długo przyjechaliście? zapytałem.
Już wyganiasz starszych ludzi z domu? Słyszysz, Zdzisław, nie jesteśmy tu mile widziani! mruknęła ciotka do wujka.
Ależ skąd, możecie zostać jak tylko chcecie! powiedziałem z konfuzją.
Zostaniemy u was na zawsze, Robercie. Sprzedaliśmy już nasze mieszkanie. Zostałaś nam tylko twoja rodzina. Przecież nie wyrzucisz ciotki z domu? Ile jeszcze nam zostało czasu… wytrzymasz? powiedziała teatralnie ocierając łzę.
Opadła mi szczęka ze zdziwienia, żona rozpłakała się i wybiegła z pokoju. Zapadła niezręczna cisza. Wujek spokojnie kończył sałatkę.
I dlaczego milczysz? ciotka krzyknęła na wujka. Nic tylko jeść potrafisz. Możesz coś powiedzieć!
Zgadzam się z tobą, kochanie mruknął wujek.
Zawsze to samo! syknęła ciotka. Ja podejmuję wszystkie decyzje, a on tylko przytakuje. Co z niego za mężczyzna? zwróciła się do mnie. Ty jesteś szczęśliwy, Robercie?
Możecie zostać, ile tylko chcecie! powiedziałem, a w tym momencie usłyszałem żonę płaczącą pod drzwiami.
Wziąłem talerz bez większego entuzjazmu. Wujostwo jedli tak, że aż mi dzwoniło w uszach.
Gdy wszystko zjedli, ciotka rozparła się na krześle:
Ale się najadłam. Robercie, przecież żartowałam! Jesteśmy tylko na kontrolę w szpitalu góra trzy dni. A ty, siostrzeńcu, zdałeś egzamin. Bałeś się, ale nie dałeś tego po sobie poznać. Prawdziwy rodzinny człowiek! Po mojej śmierci zapisuję ci mieszkanie bo innych dzieci nie mamy, jesteś moim jedynym spadkobiercą.
Nigdy w życiu nie odczułem takiej ulgi i zażartowałem:
Ciociu, żyj sto lat!
Przez te parę dni, kiedy wujostwo byli z wizytą, Malwina stała się wychudzoną, zapłakaną dziewczyną, bo nic nie robiło na ciotce wrażenia: zupa była za rzadka, kotlety za twarde, pranie źle wyprane, a podłogi nie tak umyte, jak być powinny.
Przy pożegnaniu ciotka szepnęła mi do ucha:
Jak się ożeniłeś z takim płaczkiem? Jest w ciąży? Co ona tak ciągle płacze?
Gdy drzwi zamknęły się za rodziną, żona zaczęła tańczyć z radości:
Może już do nas nie wrócą! powiedziała z nadzieją.
Nie jestem tego taki pewny odparłem wydaje mi się, że ciocia bardzo to mieszkanie polubiła!
Ja już dłużej nie wytrzymam! jęknęła Malwina.
Nagle zadźwięczał dzwonek.
Tylko nie to, znowu? zerwałem się, po chwili jednak westchnąłem z ulgą i uśmiechnąłem się to był tylko budzik. Czekał mnie piękny dzień.
Z tego wszystkiego zrozumiałem jedno rodziny się nie wybiera, ale to dzięki nim uczę się cierpliwości oraz dystansu do wszystkiego, co mnie spotyka.



