Ciotka w odwiedzinach, żona w łzach

10 maja 2023

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Po drugiej stronie łóżka zerwała się moja żona. Przeciągnąłem dłoń po jej ramieniu:
Śpij, kochanie, ja otworzę. Podszedłem do drzwi, mrucząc pod nosem: Kto to może być o tej porze?

Gdy uchyliłem drzwi, na progu stała ciocia Halina z ogromną torbą w rękach. Za nią niepewnie dreptał wujek Zdzisław, przestępując z nogi na nogę.

Kochany siostrzeńcze! wykrzyknęła ciocia. Nie cieszysz się, że cię odwiedzamy? Chodź, uściskaj staruszkę! Wciągnęła mnie w objęcia, jakbym miał się w nich udusić.
Koniec spokoju pomyślałem z nostalgią, wlokąc walizki cioci po korytarzu.

Reszta nocy upłynęła w chaosie. Ciocia odmówiła spania na kanapie, bo była nie do zniesienia. Potem zasugerowała, że może ja ją położę spać.

Małgosia, moja żona, przez cały czas była w szoku. Nie minęła nawet godzina, a ciocia zdążyła już wywrócić całe mieszkanie do góry nogami. W końcu wszyscy położyliśmy się spać ciocia z wujkiem w naszym łóżku, a my na kanapie.

Jak myślisz, jak długo tu zostaną? szepnęła Małgosia, stawiając przede mną śniadanie.
Nie wiem. Zapytam po pracy.

Żona nerwowo nasłuchiwała chrapania dobiegającego z sypialni, po czym wyznała:
Robert, boję się ich. Możesz wrócić dziś wcześniej?
Spróbuję odparłem i wyszedłem.

Gdy wróciłem z pracy, czekał na mnie elegancko nakryty stół.
Wejdź, siostrzeńcze, świętujemy rodzinne spotkanie! zawołała ciocia z kuchni.
Małgosia szepnęła mi do ucha:
Tak się cieszę, że jesteś…

Zasiedliśmy do posiłku.
Ciociu, od dawna planowaliście tę wizytę? zapytałem, udając spokój.
Już chcecie nas wyrzucić? Widać, że nie jesteśmy mile widziani! burknęła ciocia do wujka.

O czym mówicie? Zostajecie, dopóki chcecie! odparłem zdezorientowany.
Zostaniemy na zawsze, Roberciku. Sprzedaliśmy już mieszkanie. Jesteście naszą jedyną rodziną. Nie wyrzucisz przecież staruszki na bruk, prawda? Ciocia teatralnie otarła łzę.

Szczęka mi opadła. Małgosia wybuchnęła płaczem i wybiegła.
W pokoju zapadła niezręczna cisza. Wujek spokojnie kończył swoją sałatkę.

I ty nic nie mówisz?! wrzasnęła ciocia. Ty tylko jesz! Odłóż widelec i wtrąć choć słowo!
W pełni się z tobą zgadzam, kochanie mruknął wujek.

Tyle z ciebie za mąż! Ciocia aż poczerwieniała z gniewu. Zawsze tak jest! Ja wszystko załatwiam, a ty tylko przytakujesz. Co to za mężczyzna?! Zwróciła się do mnie. Szczęśliwy z siebie, siostrzeńcze?
Zostaniecie, jak długo zechcecie! wykrztusiłem, słysząc, jak Małgosia szlocha za drzwiami.

Bez entuzjazmu wziąłem widelec. Wujek jadł tak głośno, że aż dudniło mi w uszach.

Gdy ciocia skończyła, odsunęła talerz i westchnęła:
Najadłam się. Roberciku, żartowałam! Przyjechaliśmy tylko na badania w szpitalu na trzy dni. A ty, mój dzielny chłopcze, świetnie się spisałeś. Udawałeś spokój, ale widziałam, jak się bałeś. Pamiętasz o rodzinie. Po mojej śmierci dostaniesz nasze mieszkanie nie mamy dzieci. Jesteś jedynym spadkobiercą.

Nigdy nie czułem takiej ulgi. Odpowiedziałem więc z wymuszonym uśmiechem:
Niech ciocia żyje sto lat!

Przez te kilka dni Małgosia zamieniła się w płaczącą dziewczynkę, bo nic nie było dość dobre dla cioci: zupa za słona, kotlety za twarde, pranie źle wyprane, a podłoga niewystarczająco wyszorowana.

Gdy się żegnali, ciocia szepnęła mi do ucha:
Jak mogłeś się ożenić z taką beksą? Czyżby była w ciąży? Cały czas leje łzy.

Gdy drzwi zamknęły się za nimi, Małgosia zaczęła tańczyć z radości:
Może już nie wrócą? powiedziała z nadzieją.
Nie przesądzaj. Chyba się tu polubili!
Nie wytrzymam dłużej! jęknęła.

Dzwonek rozległ się ponownie.

Serio, znowu?! Zerwałem się, ale to tylko budzik. Uśmiechnąłem się czekał mnie piękny dzień.

Rate article
Fajna Tajna
Ciotka w odwiedzinach, żona w łzach