Ciocia

CIOTKA

Ciotkę Pawłę przywieziono kiedyś ze wsi. Starszej kobiecie coraz ciężej było radzić sobie z gospodarstwem. Siostrzenica Ludwika postanowiła zabrać ją do miasta, do siebie.

Mąż Ludwiki, Aleksy, nie miał nic przeciwko. Był cichy, szczupły, nosił okulary, i bez protestu słuchał swojej energicznej, tęgiej Ludwiki.

Rodzina. Przecież to ciotka, a nie obcy człowiek. Ona nie miała własnych dzieci. A ja teraz bez mamy, bo moja była młodsza od ciotki Pawły o trzydzieści lat, u ojca w innej rodzinie się urodziła. Ale los chciał, żeby mama tak szybko odeszła… Szkoda ciotki! Zabierzemy ją zdecydowała Ludwika.

Jej dzieci, Kostek i Danka, nie znały tej zagadkowej ciotki.

Tak naprawdę Ludwika widziała Pawłę tylko parę razy w życiu. Nawet przez telefon nie rozmawiały, tylko listy wysyłały. Jak się okazało, ciotka Pawła nie miała nawet radia, nie mówiąc o nowoczesnych wynalazkach.

I tak zjawiła się u nich malutka jak krasnoludek (trzynastoletni Kostek był wyższy od niej). Włosy puszyste jak dmuchawiec, na głowie kapelusz ze starych czasów. A oczy, choć pomarszczone, miały młodą, intensywnie błękitną barwę.

W ręku trzymała tobołek i siatkę z PRL-u, dwa stare walizki.

Na rękach puszysty rudy kot, który leniwie spojrzał na nowych domowników, wskoczył na podłogę i zaczął badać mieszkanie.

To Mandarynka. Zabrałam ze sobą. Żywa dusza, nie gniewajcie się powiedziała ciotka Pawła.

I dodała:

O, jakże jesteście moi! Kochani!

Potem urządzili obiad. Staruszka przywiozła własne przetwory dżemy, ogórki, leczo i inne. Ludwika była w szoku, jak jej wybredne dzieci pałaszowały smakołyki ciotki.

Ludwiko! Macie ogródek? Wszystko posieję, choć zdrowie już nie to, ale własne zawsze lepsze! Bez ziemi człowiek nie wyżyje! oświadczyła ciotka Pawła.

Ludwika odpowiedziała, że ogródka nie mają i nie planują mieć wszystko można przecież kupić. Pracy tyle, że brak czasu nawet na rodzinę. Mieszkanie wzięli na kredyt, długo jeszcze spłacać.

Ogródek musi być. Nie patrz tak na mnie, Ludwika. Bez ziemi nie możesz. Kupimy, znajdziemy działkę i ciotka Pawła poszła do swojego pokoju.

Znajdziemy, akurat. Kręcimy się, ledwo starcza, sobie odmawiamy wszystkiego. Ciotka myśli, że jesteśmy bogacze… narzekała Ludwika, zmywając naczynia.

Następnego dnia była niedziela. Aleksy rozkosznie leżał w łóżku, czytał gazetę. Ludwika, zawoławszy dzieci, żeby odgrzały pierogi, sama jeszcze drzemnęła.

Kostek i ośmioletnia Danka zasiedli do telefonów.

Kot Mandarynka siedział obok, kiwał głową. Weszła ciotka Pawła.

Co robicie? zapytała z ciekawością.

Kostek i Danka tłumaczyli, pokazywali gry. Ciotka Pawła kiwała głową, słuchała. Potem powiedziała:

U nas we wsi coś podobnego widziałam. Może nie takie wymyślne. A ja nigdy nie miałam potrzeby sobie takiego sprawić. Wolałam pisać listy. To też ważne dobre, można człowieka znaleźć w każdym zakątku świata. Mądre urządzenie. Ale schowajcie je, chodźcie ze mną!

Po co? Przecież gramy! zaprotestował Kostek.

Gdzie gracie? Siedzicie tylko z tymi telefonami. Nikomu nie dzwonicie zdziwiła się ciotka.

My w środku gramy. W telefonie! pisnęła Danka.

Ciotka Pawła opowiadała o grach z dzieciństwa na wsi. Zaraz też wyciągnęła dzieci do kuchni.

Kiedy Ludwika weszła, zaniemówiła. Na stole leżała góra naleśników. Szczęśliwy Kostek pił herbatę, a Danka, stojąc przy ciotce, zawijała pierogi.

Patrz, mamo! Może trafi się szczęśliwy! uśmiechnęła się.

Aleksy także zjawił się przy stole.

Rozchmurzył się i węszył zapachy.

Teraz w sobotę będziemy razem lepić pierogi. Naleśniki też! Własne zawsze najlepsze oznajmiła ciotka Pawła.

Ale to bez sensu. Przecież wszystko można kupić! zaprotestowała Ludwika, która gotować nie cierpiała.

Zawsze kupowała gotowe dania i mrożonki. Rodzinie to nie przeszkadzało do dziś.

Nie, mamo! Sami róbmy! Takich pierogów nigdy nie jadłem powiedział Kostek.

Potem ciotka Pawła wzięła motek gumy, obwiązała krzesła i pokazała Dance, jak się skakało w gumę na wsi.

A wy jak, nie skaczecie? pytała.

Kogo! Oni nawet na dwór wyjdą, siedzą w telefonach! Nowoczesność! westchnął Aleksy.

To niedobrze. Trzeba ze sobą rozmawiać. Telefony są ważne, bez nich nie można teraz żyć. Ale trzeba używać je do kontaktów czyli dzwonić, wysyłać co trzeba, i koniec! powiedziała ciotka Pawła.

Wieczorami dziergała na drutach, kot Mandarynka wylegiwał się obok.

Mamo, chodź! zawołała kiedyś Danka.

Ludwika wyszła do przedpokoju, zajrzała do łazienki.

Ciotka Pawła gładziła bok pralki, mówiąc:

Z okazji dnia kobiet, pralko! Służ nam długo, wiele lat, kochana!

Ciotka Pawła, co ty robisz? szepnęła Ludwika, myśląc, że starsza kobieta oszalała.

Jak to co? Pralka dziś obchodzi święto jest dziewczynką! Trzeba ją świętować ciotka podśmiewała się.

Ale ona nie żywa, ciotka. Dziwaczne to!

Wszystko sprzęty czują, nie gadaj. U nas na wsi Wacek traktorem się opiekuje i mówi do niego ciepło. Wychodzi potem z każdej opresji. Kiedyś Kazio do auta zawsze mówił przed wyjazdem “Pani Janina”. Sami nie rozumiecie, jak szczęśliwi jesteście! My dawniej praliśmy ręcznie, dużo, nad rzekę się chodziło płukać. A wy macie wszelkie wygody, chodzicie smutni! Telefony macie, żeby korzystać rozsądnie. Pralka wszystko wypierze, mikrofalówka podgrzeje radowała się ciotka Pawła, pokazując sprzęty.

Odtąd ciotka Pawła odbierała dzieci ze szkoły.

Kostek raz miał kłopoty w klasie. Rodzicom nie opowiedział. Płakał w kącie, aż weszła ciotka. O wszystkim jej powiedział, nie wiedząc nawet jak. Następnego dnia do szkoły nie poszedł na pierwsze lekcje. W domu było cicho. Nawet ciotki nie widział.

Pewnie wyszła na spacer pomyślał.

Zabrał się i poszedł pod klasę. Usłyszał znajomy głos, zajrzał przez lekko uchylone drzwi. Nauczycielka siedziała, cisza. Przy tablicy ciotka Pawła, opowiadała coś żywo.

Ojej! Po co ona przyszła! Będą się śmiać! Kostek wychylił się przy drzwiach.

Ale nikt się nie śmiał. Lekcja się skończyła, koledzy otoczyli ciotkę Pawłę. Wszedł cicho do środka. Na spotkanie szedł Piotrek główny łobuz, z którego Kostek miał zawsze kłopoty.

Cześć, czemu dziś tak długo? Słuchaj, fajna twoja babcia! Tyle nam opowiedziała. Szkoda, że nie mam babci. Tęsknię za nią… Jutro twoja idzie z nami do parku tyle wie o roślinach, o zwierzętach! Ciekawie opowiada! Nauczycielka pozwoliła jej wygłosić pogadankę uśmiechnął się Piotrek.

Tak… Ona naprawdę taka jest! Kostek uśmiechnął się i pobiegł do ciotki, by ją przytulić.

Ludwika wieczorem płakała. Była zmęczona wszystkim. I znów ciotka Pawła była obok.

Nie płacz, dziecko. Czego ty? Wszystko masz, co płaczesz!

Dość! Pracuję, a życia nie mam. Aleksy mój jak… ciamajda. U innych faceci prawdziwi! Sama jestem jak zwietrzała. Teraz takie kobiety jak ja nie są modne płakała u ciotki Ludwika.

Ciotka pozwoliła się wypłakać. Nalała herbatę.

Zaczęła opowiadać, jak straciła troje dzieci jeszcze małe. Jak jej mąż zdrowy, przystojny odszedł zanim się mogli nacieszyć. Jak walczyła z ciężką chorobą, tracąc kilogramy, cierpiąc ogromnie, ale przetrwała. Mimo bólu nie do zniesienia.

Co za moda na ludzi! Każdego Pan Bóg stworzył inaczej. Jedni smukli, drudzy obrośnięci. I gusta są różne. Dawniej kobiety z kształtami były doceniane! Ty jesteś cudna, włosy masz kręcone, oczy wielkie, niebieskie, figura całkiem porządna. Doceniaj to co masz. U innych nawet tego nie ma, a ilu ludzi samotnych! Aleksy jest złoty, patrzy z miłością, wszystko robi dla rodziny. Dzieci masz wielkie szczęście! A reszta… wszystko się rozwiąże. Dobrze, dość gadania, idę spać i ciotka Pawła zostawiła Ludwikę samą w kuchni.

Już nie chciało się płakać. W sumie ciotka miała rację. Wszystko jest, a ona narzeka.

W tym dniu Ludwika czekała na męża, miała urlop. Nie wracał.

Dzieci! Ojciec dzwonił? Gdzie jest? pytała.

Kostek coś mieszał w misce. Zauważyła, że coraz bardziej interesuje się gotowaniem już umiał podrzucać naleśniki jak zawodowiec.

Danka budowała z krzeseł dom, wieszała koce, ustawiała zabawki.

Telefony dzieci leżały na półkach, ostatnio prawie do nich nie zaglądali, tylko odbierając połączenia.

Ludwika dzwoniła do męża. Abonent czasowo niedostępny.

Nagle poczuła panikę. Ciotka Pawła! Nie było jej słychać, nie szurała kapciami, nie rozbrzmiewał spokojny głos.

Pobiegła do pokoju ciotki. Kot Mandarynka leniwie przeciągał się na łóżku.

Kostek! Danka! Gdzie ciotka Pawła?! zapytała zdenerwowana.

Dzieci zbiegły natychmiast.

Przyszliśmy z nią ze szkoły. A potem gdzieś wyszła wyszeptała Danka.

Dawno? Danka, dawno? zapytała. Córka przytaknęła i się rozpłakała.

Boże! Przecież kupiliśmy jej komórkę. Znów nie zabrała! Jak to tak? Taka starsza, sama! Ludwika usiadła bezradnie.

Kostek już się ubierał.

Gdzie idziesz?! pobiegła za nim matka.

Szukać! Mamo, nie damy rady bez niej! i wybiegł po schodach.

Danka wciśniła nogi w tenisówki i pobiegła za bratem.

Ludwika, ubierając się w pośpiechu, za nimi.

Dzieci stali przed blokiem. Szczęśliwi.

Co jest? zapytała Ludwika.

Machnęli ręką w lewo.

Stamtąd, z Aleskiem pod ramieniem, szła ciotka Pawła w kapeluszu z makami.

Ciotka! Strach narobiłaś! Nie można tak! Kilka godzin zniknęłaś! A ty gdzie byłeś? szepnęła Ludwika, wtulając się w ramię męża.

Poszliśmy zamknąć tę waszą… cieknącą rurę! powiedziała ciotka Pawła.

Co? Jak? tylko tyle wykrztusiła Ludwika.

Chcieliśmy zrobić niespodziankę. Ciotka Pawła mistrzyni! Nie ma słów, uratowała nas! Aleksy się uśmiał.

Ciotka Skąd ty masz pieniądze? Nie trzeba było! zaczęła Ludwika.

Jak skąd? Po pierwsze odkładałam. Emeryturę mam niezłą. Gospodarstwo swoje, mało wydawałam. Mleko, jajka, chleb piekłam sama. Po drugie sprzedałam swój dom. W trumnie kieszeni nie ma! I tak chciałam Wam je zostawić. Lepiej od razu, potrzebne są odpowiedziała szczerze ciotka.

Ludwika milczała. Nie trzeba już harować na dwa etaty. Więcej czasu dla rodziny. Jak dobrze!

Jutro jedziemy za miasto. Ogródek obejrzeć! Z Aleksem wybraliśmy dom! kontynuowała ciotka Pawła.

Swój dom będzie! Hurra! Ogródek! Obiecałaś nauczyć nas patrzeć na świetliki! I pleść kosze! I robić sekretne skrytki ze szkiełek z kwiatkami, które będzie można wykopać później! dzieci rzuciły się ciotce w ramiona.

Wszyscy, objęci, ruszyli do domu.

Ludwika przez chwilę zatrzymała się przed wejściem.

Spojrzała w chmury i szeptała:

Dziękuję. Dziękuję za ciotkę Pawłę.

Rate article
Fajna Tajna
Ciocia