Drogi pamiętniku,
W dniu, kiedy nasz samolot z lotniska Chopina ruszył w niebo, Jagoda wybiegała na schodki awaryjne i z całych sił krzyczała: Edwardzie! Kocham Cię na zawsze! Wrócę, zobaczysz! Po chwili wróciła na swoje miejsce, usiadła i rozpłynęła się w łzach. Obok niej siedział mój mąż, Bartosz, który wpatrywał się w szybę i milczał. Co przechodziło mu po myślach, zna tylko Bóg. Nigdy nie pozwoliłbym sobie skrzywdzić Jagody słowem, nie położyłbym na niej żadnego ciężaru. Na jego ramionach siedziała nasza dwuletnia córeczka, mała Maja, której nie rozumiano, dlaczego matka płacze na całe gardło, a tata nie pociesza.
Samolot skierował się na Izrael, w stronę Tel Avivu. W kabinie siedziała liczna rodzina Jagody i moja. Wszyscy leciało do ziemi obiecanej, na stałe.
Jagoda, zanim wyjechała z Warszawy, kochała Edwarda. Spotkali się na uczelni, a ona była przekonana, że on zostanie jej mężem nie było innej opcji. Ich uczucie z dnia na dzień rosło, gorące i mocne. Nagle wszystko się zmieniło. Matka Jagody ogłosiła przeprowadzkę do Izraela. Zaaranżowaliśmy dla ciebie godnego pana młodego z naszego kręgu rzuciła matka.
Jagoda najpierw wyśmiała tę niespodziewaną nowinę, ale wkrótce przybyli rodacy z narzeczonym. Gdy zobaczyła Bartosza, niepostrzeżenie wymknęła się z sali. Narzeczony nie spodobał się jej wcale. Relacje rodzinne jednak i tak postanowiły wszystko małżeństwo miało dojść! Świetna para, coś wyjdzie! głośno twierdzili.
Matka, wyczuwając rozpacz córki, namawiała: Jagodo, musimy wyjechać! Potem zrobisz, co chcesz. Przyjrzyj się Bartoszowi spokojny, rozgarnięty, dobrzy są ludzie z taką duszą. Zauważył cię, podoba ci się. Przetrwasz i zakochasz się.
Jagoda podzieliła się wszystkim z Edwardem. On wzruszył ramionami: Jagodo, nie możesz sprzeciwić się rodzinie. Ja też się poddaję. Nie wiesz, co mnie spotkało. Musisz się pogodzić.
Jagoda uznała go za tchórza. Zrezygnował ze mnie, nic nie zrobił! pomyślała. Z rozpaczy poślubiła Bartosza.
Później przyszły łzy, rozstania i szklanki rozbite w gniewie. Ja jednak zawsze wybaczałem jej, rozumiałem, że miłość do Edwarda nie zostanie zniszczona. Trzeba ją zdobywać na nowo.
Kiedy urodziła się Maja, Jagoda całkowicie oddała się macierzyństwu to było jej tymczasowe schronienie. Wciąż kochała Edwarda.
W końcu rodzina przygotowała wszystkie dokumenty do wyjazdu. Bagaże zostały załadowane. Edward przybiegł incognito na lotnisko, by pożegnać Jagodę. Gdy już siedziała w samolocie, zobaczyła go w oddali, machającego kwiatami. Nie zastanawiając się, wskoczyła na schodki awaryjne. Edward rzucił jej ogromny bukiet stokrotek, lecz nie dotarły do jej rąk, rozsypując się po trawie. Samolot przyspieszył, a wiatr rozrzucił płatki po pasie startowym.
Izrael, Netanja nowe miejsce zamieszkania, nowe życie. Trudności w drodze do szczęścia nie brakowało. Lata mijały, dopóki ja i Jagoda nie mogli w końcu odetchnąć. Musieliśmy nauczyć się hebrajskiego, zwyczajów, przyzwyczaić się do gorącego klimatu, znaleźć pracę. Niektórzy z naszych dziadków w końcu pożegnali się z ziemią. Jagoda urodziła dwie kolejne córki Avę i Karolinę. Zawsze byłem przy niej, niczym anioł stróż, troszcząc się o dom, o obowiązki, o wszystko.
Podróżowaliśmy po Europie razem. W rocznicę srebrnego ślubu Jagoda, przy dzieciach i wnukach, wyznała mi swoją prawdziwą miłość. Ja odpowiedziałem, że wciąż nie mogę uwierzyć w to niezmierzone szczęście. Matka Jagody miała rację: Co się stało, to się stało, a potem się kocha.
Kiedy przyjedzie do nas przyjaciółka z Warszawy i zapyta: Jagodo, nie zapomniałaś o Edwardzie? ona nigdy nie wziął ślubu, nie miał szczęścia z żoną ja odparuję: Edward? Przypomnij, kim on był?
To nauka, którą wyniosłem: nie zawsze to, co kochamy, daje nam dom; czasem los kieruje nas ku innym ścieżkom, a prawdziwe szczęście rodzi się z wytrwałości, poświęcenia i otwartości serca.



