**Cień zdrady**
Szósty dzień z rzędu Weronika nie odzywała się do męża. Wszystko zaczęło się w ubiegły wtorek od drobnej sprzeczki. Jakub zapomniał wyjąć mięso z zamrażarki, mimo że Weronika przypominała mu dwa razy. Ale on, wróciwszy z pracy, znów wpił się w laptop, pochłonięty pilnymi raportami.
— Jakubie! — głos Weroniki z kuchni brzmiał ostro od złości. — Specjalnie ignorujesz moje prośby? Z czego mam zrobić obiad, skoro nie ma mięsa?
— Przepraszam, kochanie — bąknął Jakub, nie odrywając wzroku od ekranu. — Totalnie się zapomniałem. Zamówmy pizzę? Albo sushi?
— Zamawiaj, co chcesz! — rzuciła Weronika, narzucając płaszcz.
— Gdzie idziesz? — Jakub wyszedł do przedpokoju, patrząc na żonę ze zdziwieniem.
— Na spacer — odcięła i trzasnęła drzwiami.
Jakub wzruszył ramionami i wrócił do pracy. Po dwóch godzinach zamówił pizzę, czekając na Weronikę. Ta wróciła dopiero o północy, gdy Wrocław tonął już w zimowej ciszy.
— Gdzie byłaś tak długo? — wykrzyknął Jakub.
— Jadłam kolację w kawiarni — odparła chłodno.
— Sama? O tej porze?
— A co w tym złego? Nie zadbałeś o kolację. Musiałam sobie jakoś poradzić.
— Będziesz mi wiecznie wypominać tego schabowego? — wybuchnął Jakub. — No, zapomniałem! Każdemu się zdarza!
— Nie chodzi o schabowego! — Weronika podniosła głos. — Traktujesz mnie jak powietrze! Zero uwagi! Moje słowa są dla ciebie nic nie warte!
— Co? — Jakub zmrużył oczy, czując, że kłótnia jest na siłę. Dla świętego spokoju dodał: — Dobrze, wpiszę przypomnienie w telefon.
Ta odpowiedź tylko dolała oliwy do ognia. Rano Weronika milczała, wieczorem udawała, że męża nie ma. Trzeciego dnia Jakub nie wytrzymał. Podeszedł, spróbował ją objąć, ale szorstko odtrąciła jego ręce i wyszła do sypialni, głośno zatrzaskując drzwi.
— Nie chcesz, to nie — mruknął Jakub, czując narastającą irytację. W pracy i tak miał dość problemów, a teraz w domu czekała na niego zimna wojna.
Tydzień minął w grobowej ciszy. W środę, wolny od pracy, Jakub postanowił się pogodzić. Wstał wcześnie, przygotował śniadanie: jajecznicę, tosty, kawę z jej ulubioną waniliową pianką. Ale Weronika weszła do kuchni, nawet nie spojrzawszy na stół.
— Musimy się rozstać — wycedziła.
— Co?! — Jakub zdrętwiał, jakby rażony piorunem. — Z powodu schabowego?!
— Dosyć tego schabowego! — krzyknęła Weronika, zaciskając pięści. — Mówiłam, że nie o to chodzi! Z nami się nie uda! Gdy się pobraliśmy, byłeś inny — troskliwy, uważny. Teraz nawet dobrego słowa nie usłyszę!
— O czym ty mówisz?! — Jakub wciąż kochał Weronikę i starał się dla ich rodziny. — Jak to nie poświęcam ci uwagi? Chodzimy razem do kina, na kawę! Tak, w tygodniu jestem zapracowany, ale w weekendy zawsze jestem z tobą!
— Nie czuję twojej obecności — odparła lodowato. — Jesteś gdzie indziej. Jakbym była ci niepotrzebna.
— Niepotrzebna? — Jakubowi zabrakło tchu z oburzenia. — Jestem zamyślony, tak, ale przez pracę! Wiesz, ile mam na głowie!
— Właśnie o to chodzi! — przerwała Weronika. — Wiecznie zajęty, a efektów brak! Przy takim zaparciu powinieneś zarabiać miliony, a my wciąż siedzimy w tej kawalerce! Marzyłam o morzu, ale z tobą chyba nigdy go nie zobaczę.
— Werka, haruję jak wół! — błagał Jakub. — Chcę większe mieszkanie, chcę nad morze! Daj mi trochę czasu, wszystko będzie!
— Trzy lata małżeństwa, a nic się nie zmienia — głos Weroniki stał się jeszcze zimniejszy. — Obiecywałeś to przed ślubem. Szkoda, że ci uwierzyłam.
— Wyszłaś za mnie tylko dla obietnic? — Jakub zmarszczył brwi, serce ścisnęło mu się z bólu. — A myślałem, że mnie kochasz…
— Kocham, ale… — Weronika urwała, zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. — Powiedziałam wszystko. Idę się spakować.
Został sam, patrząc na wystygnięcie śniadanie, nie wierząc, że przez kawałek mięsa rozpada mu się małżeństwo. Gdy Weronika pakowała walizkę, próbował ją przekonać, ale milczała. Zebrała torby i wyszła bez słowa.
Przez kilka tygodni Jakub żył w otępieniu. Czekał, że Weronika wróci, roześmieje się, powie, że to był żart. Ale się nie pojawiła. Dzwonił, błagał o spotkanie. Najpierw odpowiadała, że nie wróci, potem zmieniła numer.
Gdy dostał pozew o rozwód, zrozumiał: stracił ją na zawsze. Przestał szukać kontaktów, zamknął się w sobie.
Pewnego dnia przypadkiem spotkał kuzynkę Weroniki, Kingę. Jej spojrzenie zdradzało, że wie o rozwodzie. Kinga nigdy nie lubiła kuzynki i chętnie podzieliła się plotkami.
— Jak się trzymasz? — spytała ze współczuciem.
— Jakoś — wymamrotał Jakub, wymuszając uśmiech.
— To dobrze — Kinga dotknęła jego ramienia. — Wiem, jak to jest, gdy zostawiają cię dla kogoś innego. Ale trzymaj się, jesteś dobrym człowiekiem.
— Jak to dla kogoś innego? — Jakub zastygł.
— Nie wiedziałeś? — zdziwiła się Kinga. — Weronika odeszła do swojego szefa! Mają romans od dawna. On się rozwiódł, a ona od razu się do niego przykleiła.
— Skąd wiesz? — głos Jakuba zadrżał.
— W zeszłym tygodniu był jubileusz ojca — zaśmiała się Kinga. — Weronika pojawiła się z nowym adoratorem. Cały wieczór się chwaliła, jaki bogaty i wpływowy. Marzy o szybkim ślubie. Szczęście, mówi, jest w pieniądzach. I wyglądała na bardzo zadowoloną.
W piersi Jakuba zawrzała mieszanina wściekłości i bólu. Nienawidził Weroniki za zdradę i miał do siebie pretensje, że nie dał jej tego, czego chciała. Pożegnał się z Kingą i powlókł do domu, rozmyślając o jej podłości.
Ale czas leczył rany. Jakub nawet podziękował losowi za ten zwrot. PoPo wyjściu ze sklepu Jakub już wiedział, że to był ostatni raz, gdy myślał o Weronice.



