Cicha Niezrozumiana: Tajemnica Osoby w Cieniu

Samotniak

Czy wiesz, że ta dziwna pani z pierwszego piętra to tak naprawdę potwór? Jarek, nie zwracając uwagi na nic, pożerał batonik czekoladowy. Mateusz zawsze zadziwiał się, jak przyjaciel potrafi żuć non stop, niezależnie od tego, co się wokół dzieje. Jarek pożerał słodycze w lekcjach, na przerwie i po szkole. Pewnego razu, w samym środku sprawdzianu z matematyki, chrupał cukierka i co za konsekwencja dostał od nauczycielki ostrze!

Mateusz natychmiast odłożył swój batonik i wpatrzył się w Jarka:
Co masz na myśli? O jakim potworze mówisz?
Najprawdziwszym! Na głowie ma zamiast włosów wężową łuskę, a nocą pożera dzieci! Słyszałeś, że w mieście znikają chłopcy?

Z telewizji przyłapał doniesienia o dwóch dziesięcioletnich chłopcach, których od tygodnia nie odnaleziono. A Jarek gada o tym, jakby miał dziesiątki lat! Jakby to była bajka, ale w głowie Mateusza nie schodziło to słowo. Ze szóstego piętra (Jarek mieszkał na dziewiątym) nie mógł się skupić na zadaniu domowym myślał wyłącznie o sąsiadce.

Ta kobieta zachowywała się naprawdę osobliwie: wychodziła ze swojego mieszkania na pierwszym piętrze wyłącznie wieczorem lub w deszcz, zawsze w ciemnym kapturze zasłaniającym twarz. Nikt nie znał jej imienia, wieku ani zajęcia, a okna zawsze były przysłonięte ciężkimi zasłonami. Kiedy ktoś pojawiał się w klatce schodowej, ona milcząco przechodziła obok, głowę pochylając nisko. Nie wypowiadała ani jednego słowa.

Nawet starsze pani z korytarza nie wiedziały o niej nic, nazywając ją wśród siebie szalonką i samotnicą. Kiedyś Mateusz przypadkowo podsłuchał ich rozmowę:

Poszłam do sklepu z ciężkimi torbami, a ta szalona właśnie wychodzi z mieszkania. Gdy mnie zobaczyła, przycisnęła się do ściany i spojrzała na mnie spod kaptura. Żadnego dzień dobry, żadnego do widzenia!

No i co, jakaś niedobitka? Czemu tak się od ludzi trzeźbie, jakby od zarazy! Widziałam ją kilka razy, jak o 23:00 wynurza się z klatki, jak cień. I dokąd wędruje nocą? Cały dzień siedzi w domu.

Co z niej wziąć? Samotnica ona i jest samotnicą!

Dzień od samego rana nie ułożył się Mateuszowi. Na lekcji historii został wezwany do tablicy, a on paplował coś o Bolesławie Chrobrym, udając, że choć trochę wie, ale nauczycielka od razu zrozumiała, że nie ma pojęcia i wystawiła mu dwóję. Rozczarowanie! Mógłby przynajmniej poćwiczyć imię władcy, które nosi jego najlepszy kolega…

Na przerwie podszedł do niego podły Kłoczko, nazywając Jarka Jarkiem Grubaskiem. Jego koledzy, Tomasz i Jerzy, podskoczyli, powtarzając obelgę, po czym wyrwali Jarkowi z ręki opakowanie croissanta, które miał zaraz zjeść, i zaczęli rzucać nim między sobą.

Oddaj croissanta! wykrzyknął Mateusz, wiedząc, że wchodzi w tarapaty. Nie mógł jednak zostawić przyjaciela w potrzebie zawsze stał w obronie Jarka, kiedy ten był obrażany, a to zdarzało się dosyć często.

Kłoczko uśmiechnął się złośliwie:
O, Cienki broni Grubego!

W klasie nazywano ich Gruby i Cienki. Siedzieli przy jednym stole, chodzili razem do szkoły i z powrotem. Mateusz był szczupły, wyglądał młodziej niż jego lata, a przy dużym Jarku zdawał się być zaledwie chudej sylwetki.

Mateusz próbował w biegu wyłowić croissanta z ręki Kłoczka. Udało mu się prawie, lecz upadł niezdarnie i uderzył w sferę ziemską stojącą na biurku nauczyciela. Ta rozpadła się z hukiem, a na jednej połówce pojawił się długi pęk. W tym momencie do klasy weszła pani geograf, pani Natalia Konstantyna.

Sfera nie ucierpiała poważnie, ale po lekcji nauczycielka, jak przystało, powiedziała:
Mateusz, zostań.

Chłopiec niechętnie podszedł do biurka, unikając spojrzenia pani geograf. Ona przyjrzała mu się w twarz:
Mateusz, co ty robisz? Jesteś rozgarniętym chłopcem

Po krótkiej, pełnej napięcia pauzie, jej surowe spojrzenie sprawiło, że Mateusz chciał schować się pod ławką. Myślał już o tym, jak zostanie wezwany do dyrektora lub jak jego matka będzie dzwonić w domu. A miał już pecha, bo w domu czekała już złość za czwórcę.

Na szczęście pani geograf złagodziła:
Nie zadzwonię po rodziców, ale po lekcjach pomóż mi z książkami.

Dobrze, pani Natalio westchnął Mateusz, spoglądając na swoje stare tenisówki.

Choć nie wezwano rodziców, nastrój pozostał przygnębiony. Dodatkowo po szkole Jarka od razu zaprowadzili do lekarza, więc nie mógł on podzielić się z Mateuszem niesprawiedliwą karą. Po zajęciach chłopcy z huku wybiegli po kurtki, a Mateusz, patrząc smutno na zamieszanie w szatni, poszedł do gabinetu pani geograf. Zmuszała go do noszenia książek z biblioteki i później do sprzątania klasy. Cały proces zajął ponad dwie godziny, a gdy w końcu opuścił pustą szkołę, na zewnątrz już wisiały wilgotne, szare zmierzchy.

Z niechęcią niósł się do domu, spoglądając w dół i rozmyślając o całym dniu. W duszy było ciemno, a deszcz podążał za nim jakby chciał wślizgnąć się pod kaptur.

Jakże niesprawiedliwe jest życie! Stał tylko w obronie przyjaciela, a sam został najgorszy. Kłoczko nie został ukarany, chociaż to on był przyczyną całej awantury! Dlaczego ten człowiek wciąż wkracza na Jarka? A ten deszcz…

Wiadomość od kuzynki, że w ich okolicy leży już śnieg, wraz ze zdjęciami zaśnieżonych ulic, które wyglądają jak z bajki, tylko podkreśla kontrast z ciągle mokrymi chodnikami i szarawym wiatrem, który wdziera się w kości.

Z takimi myślami Mateusz nie zauważył, że wrócił już do zwykłej trasy przez park, którą zwykle przemierzał razem z Jarkiem w świetle dnia. Teraz jednak szedł sam, jak zepsuty globus w pustej sali pani geograf.

Zatrzymał się nagle, rozglądając się po mokrej alei. Drzewa wbijały się w bezbarwne niebo nagimi, szponiastymi gałęziami, a po bokach czarne krzewy zdawały się czaić w ciemności.

Co, jeśli ktoś czai się wśród krzaków, czekając na kolejną ofiarę?

Wtedy przypomniał sobie o dziwnej sąsiadce z pierwszego piętra. Co, jeśli właśnie ona wyszła na polowanie i czai się na zagubione, samotne chłopców, migocząc w mroku wężowymi źrenicami? Myśl o tym przyspieszyła jego krok.

Zimny dreszcz przeszył go, nie od wiatru, a od czegoś innego. Odwrócił się i ujrzał za sobą ciemną sylwetkę w kapturze.

Mateusz podbiegł i usłyszał zza pleców:
Hej, chłopcze, poczekaj! Stań!

Głos należał do mężczyzny, ale to nie przyniosło ulgi. Wiedział, że nie wolno rozmawiać z nieznajomymi, zwłaszcza na takiej opuszczonej alei.

Jego plecak, ciężki niczym kamień, ciągnął w dół, uderzając w plecy i hamując przyspieszenie. Co za codzienne zmartwienie ciężkie podręczniki!

Kroki za nim zbliżały się nieubłaganie. Nieznajomy podążał w milczeniu, kamienie pod butami chrzęściły złowieszczo. Mateusz słyszał przyspieszone oddechy za sobą.

Nagle coś mocno pociągnęło go w tył, niemal go przewróciło. Próbował biec dalej, ale coś wciągnęło jego plecak.

Obrócił się powoli i stanął twarzą w twarz z nieznajomym, który trzymał go za rączkę plecaka.

Mężczyzna uśmiechnął się szyderczo i rzekł:
Po co tak uciekasz? Chciałem tylko pogadać.

Strach sparaliżował go, nie mógł wydać ani słowa. W ustach miał sucho, język wieszcząc się w gardle. Zobaczył, że nieznajomy ma drugą rękę schowaną za plecami.

Co tam trzyma? Nóż? Pistolet?

Patrzył rozglądając się po pustym parku nie było nikogo, latarnie wciąż było wyłączone. Deszcz walił jednolicie w ławki i nieoświetlone słupy. Gdyby choćby pies pasterski przeszedł obok…

Ale nikogo nie było. Stał sam naprzeciw mrocznej postaci w kapturze. W półmroku oczy mężczyzny błyszczały drapieżnym blaskiem. Z pleców wyciągnął drugą rękę, w której trzymał jakąś cuchnącą szmatę.

Rzucił ją w twarz Mateusza zapach był ostry, jakby był to płyn do mycia okien, i niemal go ogłuszył. Zawroty kręciły się w głowie.

Ledwo nie stracił przytomności, gdy nagle z zarośli wyskoczyła kolejna postać w kapturze, kocie łapy przestępowały się po trawie i rzuciła się na napastnika. Ten puścił ramię, a Mateusz cofnął się wzdłuż. Jego nogi przywarły do ziemi, a czas zdawał się rozciągać w nieskończoność.

Kobieta, mniejsza i szczuplejsza od mężczyzny w kapturze, odrzuciła go na ziemię. Przez chwilę trwała walka, aż pierwszy napastnik wydał przeraźliwy krzyk, który połączył się z wiatrem i przebił Mateusza aż po kości.

Następnie rozległ się jeszcze dziwniejszy, odrażający dźwięk, przypominający chrzęst jabłka pod zębami starszego pana w parku.

Wtedy lampy przy alei rozbłysły zimnym, żółtawym światłem. Mniejsza sylwetka pochyliła się nad napastnikiem, przyciskając mu szyję. Z pod kaptura wypadły długie, ciemne włosy. To była kobieta.

Czy to naprawdę ona? Mateusz nie zdążył dokończyć myśli. Dźwięk ucichł, a kobieta w kapturze powoli wstała, odwróciła się w stronę chłopca i spojrzała mu w oczy.

To była ta sąsiadka z pierwszego piętra. Mateusz widział ją kiedyś bladą, chudą, zawsze w czarnym kapturze. Teraz jej twarz była splamiona krwią, a z ust wystawały dwa długie kły.

Kobieta, jakby nic się nie stało, przetarła usta rękawem, jakby był to masło, a nie ludzka krew. Zaraz podeszła, by go złapać Mateusz cofnął się, serce waliło jak młot.

Jednak rzuciła w niego żółte, kocie spojrzenie swoich źrenic i w jednej chwili zniknęła w krzakach. Na mokrym żwirze leżało już bezwładne ciało mężczyzny, szyja spływała krwią, a wokół rozlewała się czarna plama. Szmatka z ostrym zapachem leżała samotnie, niepotrzebna, jak i jej właścicielka.

Po kilku sekundach MateMateusz wyciągnął rękę, odwrócił się i zniknął w ciemności, rozumiejąc, że nie wszystkie sekrety przeznaczone są do odkrycia.

Rate article
Fajna Tajna
Cicha Niezrozumiana: Tajemnica Osoby w Cieniu