Cicha kobieta powiedziała głośno
Władysław Stanisławowicz! Ile można tak wytrzymać?! Drugi raz w tym tygodniu zalewasz mi mieszkanie! krzyczała sąsiadka z dołu, wymachując mokrą szmatą tuż przed nosem Weroniki Janinowej.
Już się przeprosiłem! Kalbiorze mi ciecze, hydraulika kupiłem! tłumaczył się mężczyzna, stojąc w drzwiach w samych bokserkach i podkoszulku.
Przeprosił! A co ja mam zrobić z sufitem? Tapety nowe właśnie położyłam! Wy tam w ogóle nic nie kontrolujecie?
Weronika stała za plecami męża, zaciskając pięści. Sąsiadka Daniela Mariuszowa była w porządku, ale Władysław, jak zwykle, nie chciał słuchać. Kalbiorz faktycznie przesycał od miesiąca, a on ciągle odkładał naprawę.
No czego się drzesz jak przekupka na targowisku! nie wytrzymał Władysław. Naprawię, mówiłem przecież!
Kiedy naprawisz? Jak mi mieszkanie całkiem zaleje? Daniela Mariuszowa była wściekła, jej siwe włosy rozczochrały się, policzki płonęły.
Weronika cicho podeszła do męża, dotknęła jego ramienia.
Władku, może ja jutro rano znaję hydraulika, dobrego. Mam numer do jednego fachowca szepnęła.
Odczepij się! Sam się zajmę! odburknął mąż, nawet się nie odwracając.
Daniela spojrzała na Weronikę ze współczuciem. Znały się już osiem lat, od kiedy Janinowie wprowadzili się do tego mieszkania, ale przez cały ten czas sąsiadka ani razu nie słyszała, żeby Weronika Janinowa podniosła głos. Zawsze cicha, zawsze uległa, zawsze przepraszająca za męża.
Dobrze, Weroniko Janinowo, wiem, że to nie twoja wina. Ale zróbcie coś w końcu! Daniela odwróciła się i poszła w stronę klatki schodowej.
Władysław trzasnął drzwiami i poszedł do kuchni, gdzie na kuchence stał barszcz. Weronika szła za nim, jak zawsze w milczeniu.
Czego taka nachmurzona? burknął mąż, siadając do stołu. Nalej barszczu.
Weronika wzięła chołkę, ale ręce jej drżały. Krople czerwonego barszczu spadły na czysty obrus, który rano prasowała.
Nie jesteś normalna! mruknął Władysław. Nawet normalnie nalać nie potrafisz!
Przepraszam szepnęła Weronika i szybko wytrzeła plamę serwetką.
Przy obiedzie mąż opowiadał o pracy, narzekał na szefa, na kolegów, na wszystkich po kolei. Weronika kiwała głową, od czasu do czasu wtrącając: Tak, oczywiście albo Masz rację. Tak było zawsze, przez dwadzieścia trzy lata ich małżeństwa.
Po obiedzie Władysław położył się na kanapie oglądać piłkę, a Weronika poszła zmywać naczynia. W kuchennym oknie widać było, jak sąsiadka wiesza pranie na balkonie. Daniela zauważyła jej wzrok i pomachała ręką. Weronika nieśmiało odpowiedziała tym samym.
Wieczorem, gdy męż zasnął przed telewizorem, Weronika cicho się ubrała i zeszła do sąsiadki. Daniela otworzyła drzwi w szlafroku, z kubkiem herbaty w ręce.
Weroniko Janinowo! Wejdź, wejdź! Herbaty się napijesz?
Dziękuję, nie trzeba. Na chwilę tylko. Chciałam zobaczyć, jak tam u ciebie z sufitem.
W łazien



