Cicha kobieta przemówiła donośnie

Cicha kobieta powiedziała głośno

Zenonie Markowicz! Ile można wytrzymać?! Drugi raz w tym tygodniu zalewacie moje mieszkanie! krzyczała sąsiadka z dołu, wymachując mokrą szmatą tuż przed nosem Ewy Nowakowskiej.

Przeprosiłem już! Kaloryfer mi przecieka, hydraulika wezwałem! tłumaczył się mąż, stojąc w drzwiach w samych kalesonach i podkoszulku.

Przeprosił! A co ja mam zrobić z sufitem? Dopiero co tapety nowe nakleiłam! Wy tam w ogóle na nic nie patrzycie?

Ewa stała za plecami męża, zaciskając pięści. Sąsiadka, Danuta Kowalska, miała rację, ale Zenon, jak zwykle, nie chciał słuchać. Kaloryfer faktycznie przeciekał od miesiąca, a on ciągle odkładał naprawę.

No co pani tak ryczy, jak przekupka na targowisku! nie wytrzymał Zenon. Naprawię, mówiłem przecież!

Kiedy naprawicie? Jak mi całe mieszkanie zaleje? Danuta Kowalska była wściekła, jej siwe włosy rozczochrały się, a policzki płonęły.

Ewa cicho podeszła do męża, dotknęła jego ramienia.

Zenek, może jutro rano znajdę hydraulika, dobrego. Mam numer do jednego fachowca szepnęła.

Daj spokój! Sam się tym zajmę! odparł mąż, nawet się nie odwracając.

Danuta Kowalska spojrzała na Ewę ze współczuciem. Kobiety znały się już osiem lat, od kiedy Nowakowscy wprowadzili się do tego mieszkania, ale przez cały ten czas sąsiadka ani razu nie słyszała, by Ewa Nowakowska podniosła głos. Zawsze cicha, zawsze uległa, zawsze przepraszająca za męża.

No dobrze, Ewo, rozumiem, że to nie wasza wina. Ale zróbcie już coś! Danuta Kowalska odwróciła się i poszła w stronę schodów.

Zenon trzasnął drzwiami i poszedł do kuchni, gdzie na kuchence stał rosół. Ewa szła za nim, jak zawsze, w milczeniu.

Czego się tak marszczysz? burknął mąż, siadając do stołu. Nalej rosołu.

Ewa wzięła chochlę, ale jej ręce drżały. Krople żółtego rosołu spadły na czysty obrus, który rano prasowała.

Niezdaro! mruknął Zenon. Normalnie nalać nie potrafisz!

Przepraszam szepnęła Ewa i szybko wytrzeła plamę serwetką.

Przy obiedzie mąż opowiadał o pracy, narzekał na szefa, na kolegów, na wszystkich po kolei. Ewa kiwała głową, od czasu do czasu wtrącając: Tak, oczywiście albo Masz rację. Tak było zawsze, przez dwadzieścia trzy lata ich małżeństwa.

Po obiedzie Zenon położył się na kanapie oglądać mecz, a Ewa poszła zmywać naczynia. Przez kuchenne okno widziała, jak sąsiadka wiesza pranie na balkonie. Danuta Kowalska zauważyła jej spojrzenie i pomachała ręką. Ewa nieśmiało odpowiedziała tym samym.

Wieczorem, kiedy mąż zasnął przed telewizorem, Ewa cicho ubrała się i zeszła do sąsiadki. Danuta Kowalska otworzyła drzwi w szlafroku, z filiżanką herbaty w ręce.

Ewo! Wejdź, wejdź! Herbaty się napijesz?

Dziękuję, nie trzeba. Na chwilę tylko. Chciałam zobaczyć, jak u was z sufitem.

W łazience rzeczywiście było smutno. Na suficie rozlała się duża żółta plama, a w rogu zaczęła już odklejać się taśma z tapetą.

Ojej! westchnęła Ewa. Danuto, wybaczcie nam, proszę! Jutro sama znajdę fachowca, sama zapłacę!

Ależ, Ewo! Nie w pieniądzach rzecz. Po prostu mam już dość. Sami widzicie, jaki wasz mąż ma charakter Zawsze wszystkich obwinia, a sam nic nie chce załatwić.

Ewa spuściła wzrok. Sąsiadka miała rację, ale nie potrafiła tego głośno przyznać.

On się męczy w pracy, stresuje cicho tłumaczyła.

Ewo, a ty sama jak żyjesz? nagle zapytała Danuta Kowalska. Znam cię tyle lat, a nigdy nie widziałam, żebyś się uśmiechała. Zawsze taka smutna chodzisz.

Normalnie żyję. Co wy Ewa zmieszała się od tego bezpośredniego pytania.

Dzieci macie?

Nie. Jakoś się nie udało.

A chcieliście?

Ewa długo milczała, w końcu skinęła głową.

Chciałam. Bardzo chciałam. Ale Zenon mówił, że jeszcze za wcześnie, potem że pieniędzy brak, potem że nie jest gotowy. A teraz już za późno.

Danuta Kowalska postawiła filiżankę na stole, podeszła do Ewy.

A czego ty sama chcesz? Nie Zenon, ale ty?

Nie wiem szczerze odpowiedziała Ewa. Już nawet nie pamiętam, czego chcę. Tak długo myślałam tylko o tym, czego on potrzebuje

Ewo, a przecież jesteś piękną kobietą. I wcale nie starą, czterdzieści pięć lat to nie wiek! Dlaczego się tak umniejszasz?

Ewa spojrzała na swoje odbicie w lustrze w przedpokoju. Rzeczywiście, twarz jeszcze nie stara, oczy żywe, sylwetka szczupła. Ale wyraz twarzy zmęczony, jakby wygaszony.

Nie umniejszam się. Po prostu tak wyszło. Nie umiem głośno mówić, kłócić się. Mama mówiła, że dobra żona powinna być mężowi posłuszna.

A twoja mama była szczęśliwa?

Ewa zamyśliła się. Mama zawsze cicha, zawsze w cieniu ojca. Tata rozkazywał, decydował, a mama kiwała głową. Ale szczęśliwej jej Ewa nie pamiętała.

Chyba nie cicho przyznała.

No widzisz. A ty jej drogę powtarzasz.

Kiedy Ewa wróciła do domu, w mieszkaniu było cicho. Zenon chrapał na kanapie, w pokoju śmierdziało alkoholem widocznie po jej wyjściu sięgnął po wódkę. W kuchni w zlewie stał brudny talerz, na stole leżały okruszki.

Zaczęła sprzątać odruchowo, ale nagle się zatrzymała. Spojrzała na śpiącego męża, na bałagan, który zrobił w pół godziny jej nieobecności. Coś w niej zadrżało, jak napięta struna.

Rano Zenon obudził się z kacem, zły i rozdrażniony.

Gdzie śniadanie? burknął, wchodząc do kuchni.

Zrób sobie sam odpowiedziała Ewa, nie podnosząc wzroku

Rate article
Fajna Tajna
Cicha kobieta przemówiła donośnie