Słuchaj, córeczko, mam sprawę
Oliwia już wiedziała, że ten wieczór się nie zapowiada najlepiej. Gdy mama zaczynała od przeciągniętego słuuuchaj, można było zapomnieć o spokojnym wieczorze.
Pamiętasz Agatę, córkę cioci Weroniki? No, moją kuzynkę z trzeciej wody po kisielu, czyli też jakąś tam twoją siostrę.
Jakąś tam Mamo, widziałam ją raz na pogrzebie babci, chyba z dziesięć lat temu.
No ale co za różnica! Rodzina to rodzina. Słuchaj, u nich kłopoty. Wyrzucają ich z wynajmowanego mieszkania, bo właściciel sprzedaje. Wyobrażasz sobie?
Oliwia zatoczyła ręką wokół nosa. Za oknem powoli szarzało warszawskie popołudnie, a kawa stygnęła równie nieubłaganie, jak jej cierpliwość.
Mamo, współczuję, ale co ja mam do tego?
Jak to co! Przecież masz wielką trzypokojową, sama tam siedzisz. Mogliby się u ciebie zatrzymać na chwilę, miesiąc, góra dwa, aż coś znajdą
Nie.
Słowo wypadło z ust szybciej niż zdążyła pomyśleć.
Ale jak to nie? Nawet nie chcesz wysłuchać!
Mamo, nie zamierzam wpuszczać obcych ludzi do swojego mieszkania. Tym bardziej z dzieckiem, tym bardziej na Bóg wie jaki czas.
Ale mówiłam przecież chwilowo! Maksymalnie dwa miesiące. U Agaty mąż pracuje, uzbierają na kaucję i się wyniosą, nie martw się. Mają ośmioletniego syna! Dziecko może zostać bez dachu nad głową!
Niech wynajmą pokój. Hostel. Motel. Cokolwiek.
Za co? Nie mają grosza przy duszy! Wyrzucają ich na bruk, rozumiesz?
Mamo, to nie mój problem.
Mama zaczęła płakać. Tak cichutko, z przerwami na głęboki oddech. Oliwia przymknęła powieki.
Nie poznaję cię powiedziała szlochając. Moja córka zrobiła się taka zimna. Obca. Rodzina w potrzebie, a tobie wszystko jedno.
To nie moja rodzina, to twoja.
To jedno i to samo! Zapomniałaś już, co znaczy rodzina? Co znaczy pomóc bliskim?
Mamo, pracuję z domu. Potrzebuję ciszy. Potrzebuję przestrzeni. Nie umiem żyć w tłumie.
Chwilowo! O matko, co ci szkodzi? Masz trzy pokoje! Siedzisz sama jak samotny wilk. Kota nawet nie masz. Chociażby jakaś korzyść z tego mieszkania
Korzyść jest taka, że w nim mieszkam.
Egoistka mama pociągnęła nosem. Wychowałam egoistkę. Do głowy by mi nie przyszło, że córka odmówi rodzinie micha zupy.
Nie odmawiam zupy. Odmawiam wpuszczenia nieznajomych do swojego domu.
Po pół godzinie dyskusji Oliwia złapała się na tym, że już dwa razy powiedziała przemyślę i raz może da się zorganizować.
Tylko na miesiąc powiedziała w końcu. Najwyżej dwa. Jak cokolwiek pójdzie nie tak natychmiast się wynoszą.
Oczywiście, oczywiście! Oliwciu, kochanie! Nawet nie wiesz, jak bardzo ci dziękuję!
W środku pojawił się ucisk. Nie fizyczny, a taki, który pojawia się, gdy wiesz, że właśnie popełniłaś straszną głupotę.
Następnego dnia ktoś zadzwonił do drzwi o siódmej rano. Oliwia, zaspana i wściekła, otworzyła je i od razu została potrącona przez falę walizek, toreb, skrzyń i okrzyków dziecięcych.
Oliwia! Słoneczko! Agata wpadła do przedpokoju i cmoknęła ją w policzek. Dzięki, dzięki, dzięki! Uratowałaś nam życie!
Za nią wtoczył się potężny facet w dresie i chłopiec, który od razu zaczęło zwiedzać mieszkanie.
Grzesiek, przynieś tą największą torbę! krzyknęła Agata.
Oliwia naliczyła siedem walizek, cztery pudła i dwa wielgachne plastikowe pojemniki. Jak na chwilowo zdecydowanie za dużo.
Szybko się zorganizujemy, nawet nas nie zauważysz zapewniła Agata.
Pierwsze dwa tygodnie to był kontrolowany chaos. Oliwia chowała się do swojego pokoju, pracowała przy akompaniamencie bajek z salonu i tupotu dzieciaka w korytarzu. Próbowała wmawiać sobie, że to tylko chwilowe, do przeżycia.
Potem Agata przestawiła szafki w kuchni bo tak wygodniej. Grzesiek zamienił balkon w strefę relaksu. Michałek rozwalił klamkę w łazience i nikt nie zamierzał jej naprawić.
Agata Oliwia złapała ją przy lodówce musimy pogadać. Już prawie miesiąc tu mieszkacie. Jak idzie szukanie mieszkania?
Szukamy, szukamy odparła i nawet nie oderwała wzroku od ekranu. Teraz wszystko takie drogie, nie masz pojęcia. Ale coś się znajdzie, spokojnie.
Chciałabym znać konkretny termin.
Agata podniosła wzrok. Oliwia wyłapała w tym spojrzeniu coś nowego.
Oliwia, gdzie my mamy iść? Na ulicę, z dzieckiem?
Nie mówię o ulicy, tylko o
Szukamy! Agata podniosła głos. O co ci jeszcze chodzi? Chcesz nas na dworzec wysłać?
Z pokoju wyszedł Grzesiek.
Jakiś problem?
Oliwia spojrzała na nich, na te miny już nie wdzięczne, już nie skruszone.
Nie odpowiedziała. Żadnych problemów.
I zamknęła się w swoim pokoju.
Problemów oczywiście było coraz więcej. Grzesiek okupował łazienkę akurat wtedy, gdy Oliwia miała konsultację z klientem. Agata przesunęła Oliwii jedzenie na najniższą półkę lodówki, swoje umieściła na górze, bo wygodniej. Michał nauczył się puszczać bajki na cały regulator o siódmej rano w soboty.
Oliwia pracowała z doskoku. Zasypiała przy szumie telewizora z salonu. Budziła się od trzasków Grzesiek coś znów wywalił w korytarzu.
Pełna niespodzianek była także jej wizyta po zakupach, kiedy zastała biurko zawalone zabawkami Michałka, a Agata siedziała w jej fotelu z komórką.
O, wróciłaś rzuciła, nawet nie patrząc. Potrzebujemy szybszego internetu. Twój ledwo działa.
To mój gabinet do pracy
No i co? Michał nie ma gdzie się bawić. W pokoju za ciasno.
Oliwia zebrała zabawki i wyniosła je do korytarza. Agata prychnęła, ale nie komentowała.
Przyszło rozliczenie za media. Dwa razy wyższe niż wcześniej. Oliwia położyła rachunek na stole, kiedy wszyscy przyszli na kolację.
Musimy pogadać o kosztach.
Grzesiek żuł kotleta bez podnoszenia wzroku. Agata kroiła ziemniaki.
Jakie koszty?
Za prąd, wodę, gaz. Was jest troje, mnie jedna. Proponuję podzielić rachunki po połowie.
Agata odłożyła widelec.
Ty poważnie teraz? Przecież jesteśmy rodziną. Chcesz nas kasować?
Chcę podzielić wydatki. To normalne.
Normalne? Grzesiek w końcu spojrzał. Normalne to rodzinie pomagać. A nie pieniądze za wszystko wyciągać, jakbyśmy byli obcy.
Mieszkacie tu dwa miesiące. Za darmo. Korzystacie z mojego internetu. Nawet nie rozmawiam o czynszu chodzi tylko o media.
Wiesz co Agata się podniosła jeśli ci żal paru złotych, to po prostu powiedz. Nie udawaj Matki Teresy.
Patrzyła, jak wychodzą z kuchni. Michał zwinął ostatnią kromkę chleba. Grzesiek rzucił przez ramię: Sknera.
Oliwia siedziała w kuchni do północy. Myślała. Przypomniała sobie matczyne teksty o obowiązku wobec rodziny. Podliczała, ile wydała przez te dwa miesiące. Zapisała w głowie, ile wytrzyma.
Następnego ranka weszła do salonu, gdzie Agata i Grzesiek oglądali M jak miłość.
Macie tydzień.
Agata nawet się nie odwróciła.
Tydzień czego?
Tydzień na znalezienie mieszkania i wyprowadzkę.
Zareagowali oboje.
Zwariowałaś? Grzesiek zerwał się z kanapy. Gdzie my pójdziemy?
To już nie mój problem. Dwa miesiące mieliście. Nie szukaliście, nie płaciliście, nie szanowaliście moje granice. Wystarczy.
Kim ty jesteś, żeby nam mówić, co mamy robić? Agata się podniosła. Uważasz się za królewnę, bo masz swoje cztery kąty?
Jestem właścicielką mieszkania. I chcę, żebyście się wynieśli.
Mama wie, jak traktujesz rodzinę? Zadzwonić do niej?
Dzwoń.
Agata złapała telefon. Oliwia nawet nie mrugnęła. Niech dzwoni, niech matka krzyczy, płacze, obwinia. Oliwia już podjęła decyzję.
Macie tydzień. Jeśli się nie wyniesiecie, zgłaszam sprawę na policję.
Ty jak ty możesz! My ci pomagaliśmy! My
Nie pomagaliście. Mieszkaliście tu za darmo. Różnica wyczuwalna.
Oliwia zamknęła się w pokoju. Przekręciła klucz. Usiadła na łóżku, objęła kolana. Serce waliło jej w gardle, ale towarzyszył jej rzadki spokój.
Tydzień był piekłem. Agata ostentacyjnie nie sprzątała, Grzesiek przypadkiem rozwalił półkę w korytarzu, Michałek rysował po tapetach. Oliwia wszystko dokumentowała telefonem.
Siódmego dnia się wynieśli. Grzesiek klął pod nosem, wywlekając walizki. Agata od progu rzuciła przez ramię:
Oby wszystko ci się wróciło rykoszetem!
Oliwia zamknęła za nimi drzwi.
Przeszła się po mieszkaniu, starła obce ślady, pootwierała okna, żeby wywietrzyć balkonowy zapaszek. Przestawiła szafki w kuchni z powrotem.
Wieczorem mieszkanie znów było domem.
Oliwia nalała sobie kieliszek wina i zaległa na kanapie. Telefon milczał matka pewnie jeszcze nie ochłonęła po telefonie od Agaty. Przetrzyma.
Dobroć to fajna rzecz. Ale dobroć bez hamulców to po prostu frajerstwo, z którego inni korzystają.
Oliwia obiecała sobie: nigdy więcej. Żadnych rodzinnych przysług. Żadnych chwilowo się zatrzymają. Żadnych obcych w domu.
Dopiła wino, umyła kieliszek i poszła spać. Pierwszy raz od miesięcy w absolutnej ciszy.



