“-Chcę zrobić test jeśli Daria naprawdę jest moja zabiorę ją.
-Bierz, choćby teraz, bo tylko się plącze pod nogami mam dość, karmić trzeba, ubierać trzeba, a ja sobie czasem nawet nie kupię czegoś dla przyjemności, żeby jej coś do jedzenia sprawić. Takie życie Daj pieniądze, Mikołaju, co?”
Małgorzata szykowała się do pracy. Szybko przygotowała mężowi kanapki, zawinęła je w folię i położyła na stole.
Mikołaj pracował w warsztacie samochodowym, nie mieli tam przerwy obiadowej, więc zawsze musiał brać coś ze sobą.
Sama Małgorzata pracowała jako kucharka w stołówce. Jej praca była trochę dalej od domu, więc musiała wstawać godzinę wcześniej niż mąż.
Na zewnątrz zaczęło mżyć, więc Małgosia wzięła parasolkę leżącą w przedpokoju. Parasol wyślizgnął się z jej dłoni i z hukiem upadł na podłogę. Kobieta zastygła, potem zajrzała do sypialni mąż się nie obudził.
Uśmiechnęła się:
-No cóż, jaka nieuważna! i ostrożnie wymknęła się za drzwi.
Autobus przyjechał dziwnie szybko. Małgosia usiadła przy oknie i patrzyła na miasto. Zaczęła rozmyślać o swoim życiu.
Nie była już młodą dziewczyną zbliżała się do trzydziestki, była szczęśliwą mężatką Choć żyli skromnie, wydawało się jej, że są zgodni.
Jedno tylko martwiło Małgorzatę nie mieli z mężem dzieci, a tak bardzo pragnęła maleństwa, nieważne, czy chłopca, czy dziewczynki.
Przez trzy lata małżeństwa chodziła na badania, ale lekarze tylko rozkładali ręce i mówili, że wszystko jest w porządku.
Autobus się zatrzymał, Małgosia zapłaciła i wysiadła zostało jej tylko przejść przez park, za którym była jej stołówka.
Zrobiła kilka kroków chodnikiem i nagle zatrzymała się zdumiona na mokrej ławce siedziała mała dziewczynka i płakała. Miała na sobie cienką kurtkę i trzęsła się z zimna, a po policzkach płynęły łzy mieszające się z kroplami deszczu.
Małgorzata podeszła do dziecka i delikatnie zapytała:
-Cześć! Dlaczego siedzisz tu sama?
-Mama mnie wygoniła dziewczynka łkała.
-Jak to wygoniła? zdziwiła się Małgosia. Wydało jej się to niewiarygodne wyrzucić własne dziecko na deszcz!
-Spała, a ja byłam głodna. Obudziłam ją i Mama zaczęła krzyczeć No i jestem tu
-A jak masz na imię?
-Daria.
-Co mam z tobą zrobić, Daria? Małgosia zamyśliła się, potem spojrzała na zegarek. Dobrze, chodźmy. Gdzie mieszkasz? Daleko stąd?
-Nie, tu niedaleko dziewczynka machnęła ręką w jakimś kierunku.
Poszły tam, gdzie wskazała Daria, i już po pięciu minutach stanęły przed blokiem. Małgorzata naciskała dzwonek, ale długo nikt nie podchodził.
W końcu drzwi otworzyła senna, zaniedbana kobieta w brudnym szlafroku. Niegdyś piękne włosy, teraz tłuste i nieuczesane, otaczały zmęczoną twarz.
Spojrzała ze zdziwieniem na Małgorzatę, potem na Dar



