– Chcę w końcu pomyśleć o sobie i się porządnie wyspać – powiedział mąż, wychodząc z domu Trzy mies…

Chcę trochę pożyć dla siebie i się wyspać powiedział mój mąż, wychodząc za próg.

Trzy miesiące tyle trwało to szaleństwo. Trzy miesiące nieprzespanych nocy, gdy mały Maksymilian ryczał tak, że sąsiedzi za ścianą pukali w ściany. Trzy miesiące, podczas których Marzena chodziła jak żywy trup: z czerwonymi oczami i drżącymi dłońmi.

A Igor krążył po mieszkaniu, pochmurny jak listopadowe niebo.

Wyobrażasz sobie, jak wyglądam w pracy? Jak bezdomny! rzucił kiedyś, spoglądając w lustro. Worki pod oczami do samej ziemi.

Marzena milczała. Karmiła synka, usypiała, znów karmiła. I tak w kółko. Kręcił się obok Igor mój mąż, który zamiast wspierać, tylko narzekał.

Słuchaj, może twoja mama by posiedziała z małym? zaproponował pewnego wieczoru, przeciągając się po kąpieli, pachnący, wypoczęty. Myślałem, żeby wyskoczyć na tydzień do kolegi na działkę.

Marzena zamarła z butelką w ręce.

Potrzebuję odpoczynku, Marzena. Serio zaczął pakować rzeczy do torby sportowej. Ostatnio w ogóle nie śpię jak człowiek.

A ona niby co? Luksusowe noce? Oczy się kleją, a jak tylko się położy, Maksymilian znów płacze. I to już czwarty raz tej nocy.

Mnie też ciężko szepnęła Marzena.

Wiem, że ciężko machnął ręką, wciskając ulubioną koszulę do torby. Ale ja mam odpowiedzialną pracę, nie mogę się tak pokazywać klientom.

Wówczas zdarzyło się coś dziwnego. Marzena jakby zobaczyła ich z boku: ona w spranej piżamie, z potarganymi włosami, ryczącym dzieckiem na rękach. On pakujący walizkę i uciekający od nich.

Chcę pożyć trochę dla siebie i się wyspać burknął Igor, nawet na nią nie patrząc.

Trzasnęły drzwi.

Marzena stała w środku mieszkania z płaczącym synem, czując, jak wszystko się w niej wali.

Minął tydzień. Potem kolejny.

Igor dzwonił ze dwa-trzy razy pytał, co słychać. Głos miał obojętny, jakby gadał z odległą znajomą.

Przyjadę na weekend.

Nie przyjechał.

Jutro na pewno będę.

I znowu się nie pojawił.

Marzena nosiła ryczącego synka, przewijała pieluchy, przygotowywała mleko. Spała, jak się udało pół godziny między karmieniami.

Wszystko dobrze? zagadnęła przyjaciółka.

Świetnie skłamała.

Po co kłamała? Wstyd przecież. Wstyd, że facet ją zostawił, że została sama z niemowlakiem.

Jakby mogło być gorzej! Ale najciekawsze zaczęło się w sklepie przypadkiem spotkała koleżankę Igora.

A gdzie twój chłop? zapytała Bożena.

Pracuje dużo.

No tak… wszyscy faceci tacy jak dzieci się pojawią, to zaraz komuś w pracy się przytrafiają nadgodziny. Bożena nachyliła się bliżej: Często Igor jeździ w delegacje?

Jakie delegacje?

No przecież był niedawno w Trójmieście! Na szkoleniu. Pokazywał zdjęcia.

W Trójmieście? Kiedy niby?

Marzena przypomniała sobie: w zeszłym tygodniu Igor przez trzy dni nie dzwonił. Powiedział, że był zajęty.

Chyba nie pracą. Odpoczywał w Gdańsku.

W sobotę Igor pojawił się z kwiatami.

Przepraszam, że tyle mnie nie było. Dużo roboty.

Byłeś w Trójmieście?

Zamarł z bukietem w dłoni.

Kto ci powiedział?

Nieważne kto. Ważne dlaczego kłamiesz?

Nie kłamię. Po prostu bałem się, że się zdenerwujesz, że pojechałem bez ciebie.

Bez niej? Przecież z niemowlakiem nigdzie nie mogłaby pojechać!

Igor, ja też potrzebuję pomocy. Rozumiesz? Nie śpię już tygodniami.

Zatrudnijmy nianię.

Za co? Nie dajesz mi pieniędzy.

Jak to nie daję? Mieszkanie opłacam, rachunki.

A na jedzenie? Pieluchy? Leki?

Zamilkł. Potem:

Może mogłabyś wrócić do pracy? Choć na pół etatu? Co tak w domu siedzisz. Nianię damy radę zatrudnić.

Siedzisz w domu jakby to była laba!

Wtedy Marzena wzięła synka, spojrzała na Igora i pojęła: ten człowiek jej nie kocha.

Nigdy nie kochał.

Wychodź.

Co?

Wynoś się. I nie wracaj, dopóki nie zdecydujesz, co jest dla ciebie ważniejsze: rodzina czy wolność.

Igor zabrał klucze i wyszedł. Na dwa dni. Potem wysłał: Myślę.

A Marzena nie spała. I też myślała.

Wyobraź sobie, że pierwszy raz od miesięcy jesteś tylko ze swoimi myślami.

Zadzwoniła matka:

Marzenko, co tam u was? Igora nie ma?

W delegacji.

Znowu skłamała.

Może przyjadę? Pomogę?

Poradzę sobie.

To nie koniec. Matka przyjechała sama.

Jak tam u was? rozejrzała się. Boże, Marzenko, spójrz na siebie!

Marzena spojrzała w lustro. Tak, wygląda fatalnie.

A Igor gdzie?

Pracuje.

O ósmej wieczorem?

Milczała.

Co się dzieje?

I nagle Marzena się rozryczała. Tak naprawdę głośno, rozpaczliwie.

Odszedł. Powiedział, że chce pożyć dla siebie.

Mama milczała. Potem:

Sku…wiel. Rzadki sku…wiel.

Marzena była zdumiona. Nigdy nie słyszała, żeby mama przeklinała.

Zawsze myślałam, że Igor jest słaby. Ale żeby aż tak.

Może mama, powinnam go zrozumieć?

Marzenko, czy tobie nie jest ciężko?

W tej prostocie Marzena poczuła, że przez cały czas myślała tylko o Igorze. O jego zmęczeniu, wygodzie.

A o sobie ani słowa.

I co mam robić?

Żyć. Bez niego. Lepiej sama, niż z kimś takim.

Igor wrócił w sobotę. Opalony. Widać, myślał na działce.

Porozmawiamy?

Możemy.

Usiedli przy stole:

Słuchaj, Marzeno, wiem, że ci ciężko. Ale mi też nie lekko. Możemy się dogadać będę płacił alimenty, odwiedzał Małego. A na razie mieszkam osobno.

Ile?

Co ile?

Pieniędzy. Ile?

No, z dziesięć tysięcy.

Dziesięć tysięcy złotych. Na dziecko, jedzenie, leki.

Igor, wiesz co, wynoś się.

Co?!

Co słyszałeś. I nie wracaj.

Marzena, ja ci poważnie proponuję!

Poważnie? Odechciało ci się rodziny, to chcesz wolności. A gdzie moja wolność?

Wtedy Igor rzucił jedno zdanie, które przełamało wszystko:

A jaka ty masz wolność? Jesteś matką!

Marzena patrzyła na niego: oto cały Igor. Niedojrzały egoista, dla którego macierzyństwo to wyrok.

Jutro składam wniosek o alimenty. Na jedną czwartą twojej pensji. Tak, jak mówi prawo.

Nie zrobisz tego!

Zrobię.

Trzasnęły drzwi. Po raz pierwszy Marzena poczuła: oddycha łatwiej.

Maksymilian zapłakał. Ale już wiedziała, że sobie poradzi.

Minął rok.

Igor próbował wrócić dwa razy.

Marzeno, spróbujemy jeszcze raz?

Już za późno.

Igor narzekał, że Marzena jest zołza. Dziecinne.

Marzena znalazła nianię, dostała pracę jako pielęgniarka.

W pracy poznała lekarza Andrzeja.

Dzieci masz?

Syna.

A tata gdzie?

Żyje dla siebie.

Poznała ich. Andrzej przyniósł samochodzik dla Maksymiliana. Razem się bawili, śmiali.

Potem często chodzili całą trójką do parku.

Igor się dowiedział. Zadzwonił:

Dziecku rok, a ty już z facetem!

A czego się spodziewałeś? Że będę cię wiecznie czekać?

Ale jesteś matką!

Tak, matką. I co z tego?

Więcej nie zadzwonił.

Andrzej był inny. Gdy Maksymilian zachorował, od razu przyjechał. Gdy Marzena naprawdę padała ze zmęczenia zabierał ich na działkę.

Teraz Maksymilian ma już dwa lata. Mówi na Andrzeja wujek. Igora nie pamięta.

Igor się ożenił. Płaci alimenty.

Marzena już nie jest zła.

Teraz żyje też dla siebie. I to jest najlepsze.

Rate article
Fajna Tajna
– Chcę w końcu pomyśleć o sobie i się porządnie wyspać – powiedział mąż, wychodząc z domu Trzy mies…