Chaotyczna szafa, stosy nieuprasowanych ubrań, kwaśny żurek w lodówce – to wszystko nasz dom. Postanowiłem delikatnie poruszyć ten temat z żoną, ale jakoś doczekałem się tylko wyrzutów.

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo czasem już sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Zakochałem się w Zuzannie od pierwszego wejrzenia, serio, już w momencie, kiedy ją zobaczyłem. Czułem się jak największy szczęściarz, bo spotkałem dziewczynę, która była nie tylko śliczna, ale też bystra i z dużą klasą. Bez wahania postanowiłem się oświadczyć, bo nie chciałem jej stracić.

Zdecydowaliśmy się zamieszkać razem i Zuzka od razu mi powiedziała, że nie przepada za domowymi obowiązkami, bo woli skupiać się na swojej karierze. Dla niej podział domowych spraw po równo był czymś zupełnie oczywistym. Nie miałem z tym problemu, bo wydawało mi się, że to uczciwy układ i nie widziałem wtedy żadnych przeszkód. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak się to wszystko potoczy.

Zrobiliśmy jasno listę obowiązków i Zuzia zapewniała mnie, że spokojnie ogarnie i pracę, i dom. Ufałem jej nie chciałem się kłócić o takie pierdoły.

Minęło jakieś pół roku i zacząłem zauważać, że nasze plany sobie, a życie sobie. Praca Zuzki nie układała się tak, jak to sobie wymarzyła. Dorabiała na pół etatu w jakiejś mało znanej firmie w Warszawie, zarabiała nieregularnie, a grafik zmieniał się u niej jak w kalejdoskopie. Do tego te pieniądze wydawała właściwie tylko na swoje przyjemności. Ja z kolei tłukłem na etacie od rana do wieczora. Ale Zuzia, trzeba jej przyznać, pamiętała o naszej umowie z podziałem zadań choć czasem przymykała oko na swoje obowiązki.

Na początku naprawdę się starała, ale stopniowo ten entuzjazm jej minął. W domu zaczęło być coraz większe pobojowisko wszędzie nieuprasowane koszule i ubrania, a ona jeszcze miała do mnie pretensje, że nie pomagam jej bardziej. To mnie trochę zabolało, bo wieczorem wracałem padnięty, a jeszcze próbowałem ogarniać to, co mogłem. Przecież od początku umawialiśmy się na równe dzielenie się domem.

Miałem nadzieję, że jak pojawi się dziecko, to się poprawi i Zuzia zajmie się domem podczas urlopu macierzyńskiego. Ale niestety, było jeszcze trudniej niż wcześniej. Powiem Ci szczerze, czasem zastanawiam się, czy nie byłoby mi lżej samemu Oprócz domowych spraw doszły jeszcze kłótnie naprawdę, dzień bez spięcia to rzadkość.

Staram się postawić na jej miejscu i zrozumieć, jak wygląda jej codzienność, ale coraz bardziej mam poczucie, że nikt nie zwraca uwagi na mnie i moje potrzeby. Jadę na dwa etaty w pracy i w domu jeszcze do tego mnóstwo spraw organizacyjnych i nawet nie mam chwili, żeby po prostu odetchnąć.

Ciężko mi zrozumieć, co Zuzia robi przez cały dzień na urlopie macierzyńskim, skoro mała Ola ma dopiero 2 miesiące i przesypia większą część dnia. Myślę, że miałbym czas na jakieś drobne porządki czy ugotowanie obiadu. Ciągle się zastanawiam, jak to będzie, jeśli kiedyś pojawi się u nas jeszcze jedno dziecko. Naprawdę wierzę w partnerstwo i wzajemne wsparcie, ale mam wrażenie, że Zuzie ciężko zrozumieć, o co mi chodzi.

Nie chcę rozwalać rodziny, bo kocham naszą córeczkę ponad wszystko. Ale czuję, że jestem już na granicy wytrzymałości. Kompletnie nie wiem, jak dalej funkcjonować w tym chaosie. Powiedz mi, jak Ty na to patrzysz? Po czyjej stronie byś się postawiła?

Rate article
Fajna Tajna
Chaotyczna szafa, stosy nieuprasowanych ubrań, kwaśny żurek w lodówce – to wszystko nasz dom. Postanowiłem delikatnie poruszyć ten temat z żoną, ale jakoś doczekałem się tylko wyrzutów.