Cena drugiej szansy

Cena drugiej szansy

Artur stał naprzeciwko Weroniki, lekko pochylony do przodu, i z uporem namawiał ją, by wszystko mu wyjaśniła. Starał się mówić łagodnie, nawet przyjaźnie jakby jedno ostrzejsze słowo miało ją wystraszyć, a przecież to była jego żona!

Po prostu mi powiedz, proszę! Obiecuję, że się nie zdenerwuję rzucił, ale jego wzrok nijak nie pasował do uprzejmego tonu. Weronika mimowolnie wzdrygnęła się znów w jego oczach pojawił się ten cień podejrzliwości, od którego zawsze przechodziły ją dreszcze. Poza tym, wtedy przecież byliśmy już po rozwodzie dodał ciszej.

Weronika westchnęła tak ciężko, jakby dźwigała worek kartofli i przygryzła nerwowo wargę. W środku aż ją skręcało ile można?! Ciągle te same pytania, codziennie te same wątpliwości… Próbowała się trzymać, ale złość brała górę.

Nic. Naprawdę nic nie było! Ile można wałkować ten sam temat?! odpowiedziała pół tonu głośniej, niż zamierzała. Gorzka myśl przemknęła jej przez głowę: Po co ja właściwie zgadzałam się na powtórkę? Ostrzegali, że tacy jak Artur się nie zmieniają. Ale wtedy chciała wierzyć, że miłość wszystko naprawi, więc machnęła ręką na rady znajomych.

Artur nagle zmienił ton. Cała jego łagodność gdzieś wyparowała, została tylko twarda irytacja.

Zapytam o to Agatkę powiedział stanowczo. Córka na pewno mi nie skłamie.

Te słowa jakby uderzyły Weronikę obuchem. Krew napłynęła jej do policzków, a głos zadrżał od złości:

To śmiało! Ale nie zapomnij, że ona ma dopiero pięć lat i w ostatnim roku nie miała nawet kiedy zapamiętać, kto z nami bywał w domu wyprostowała się nagle i zacisnęła pięści. Myśl, że Artur chce wciągnąć w ich kłótnię małą córkę, była dla niej nie do przyjęcia. Musiałam pracować, żeby ją utrzymać, rozumiesz? Po co się czepiasz? Kto mnie odwiedzał, z kim rozmawiałam to już naprawdę nie twoja sprawa! Arturze, powiem szczerze mam już dość! Skoro raz potrafiłam odejść, nie myśl, że drugi raz nie dam rady!

Artur zamarł, jakby nie spodziewał się tak ostrej riposty. Na sekundę wyraźnie się pogubił, ale zaraz odbił, aż zawiało szyderą:

A masz w ogóle pieniądze na bilet?

Widząc, że Weronika zbladła w jednej chwili, szybko się poprawił:

Przepraszam, nie to chciałem powiedzieć. Ale naprawdę jestem zaskoczony twoim uporem. Przecież szczerze obiecałem, że nie będę się złościć. Zastanów się proszę nad tym.

Weronika nie zastanawiała się nawet sekundy chwyciła poduszkę z kanapy i cisnęła w uciekającego męża. Poduszka nie zrobiła mu krzywdy, ale jego duma została wyraźnie draśnięta. Artur już otwierał usta, by dorzucić jakąś uszczypliwość, ale w tej chwili w drzwiach pojawiła się Agatka.

Dziewczynka w różowej sukience z falbankami rzuciła się od razu do taty. Oczy jej świeciły radością, buzia promieniała uśmiechem. Chwyciła Artura za nogę i zaczęła trajkotać:

Tatusiu, tatusiu! Tęskniłam za tobą!

Artur rzucił Weronice triumfujące spojrzenie, wyrażające bez słów: Widzisz, kto tu jest ulubieńcem córki?. Odruchowo wyprostował się i wróciła mu miękkość w głosie, tak obca jeszcze minutę temu.

Chodź, króliczku, pobawimy się chwilę powiedział, bez trudu podnosząc Agatkę i podrzucając lekko. Gdy dziewczynka roześmiała się na cały dom, szeroko się uśmiechnął. Niech mama trochę odpocznie, zasłużyła.

Weronika stała przy zlewie, ściskając róg kuchennej ściereczki tak mocno, że pobielały jej palce. W środku ścisnęła ją gorycz: Pięknie teraz jeszcze dziecko przeciwko mnie nastawi załkało jej w głowie. Przełknęła z trudem ślinę, by nie puściły nerwy. Koniec z tym! Czas wyjechać.

W głowie zapadła już decyzja. Za tydzień odbierze dyplom ukończenia kursu w końcu, po trzech miesiącach ślęczenia przy laptopie! Od razu kupi bilety choćby do Gdańska, Szczecina czy nawet Białegostoku, byle daleko stąd. Artur bardzo się zdziwi, jeśli myśli, że nie ma pieniędzy ani szans na pracę. Przecież XXI wiek, praca zdalna to nie problem wystarczy wejść na Pracuj.pl i już zasypują ofertami, ile dusza zapragnie.

Weronika odsunęła się od zlewu i podeszła do okna, puszczając wreszcie ściereczkę. Patrzyła, jak na ulicy za oknem ludzie śpieszą się do swoich spraw, samochody cicho szeleszczą, a w osiedlowych sklepach zapalają się światła.

No, chociaż jeden plus życia w dużym mieście wymruczała pod nosem. Tu każde świadectwo coś znaczy, dobrą pracę znajdę w godzinę. W każdym mieście.

W piersi zrobiło jej się lżej pierwszy raz od miesięcy poczuła nadzieję zamiast bezradności. Plan gotowy, decyzja podjęta. Fizycznie dzieliły ją od nowego życia już tylko formalności: odebrać dyplom, spakować walizki, ruszyć na swoje

*********************

Dlaczego jeszcze raz zgodziła się na powrót do Artura? Weronika sama do końca nie wiedziała. Po prostu… wtedy tak przekonująco twierdził, że się zmienił! Przysięgał, że już nie popełni dawnych błędów, że będzie idealnym mężem i ojcem. W jego oczach widać było tyle dziecięcej wiary, że Weronika w końcu się złamała. Strasznie chciała wierzyć, że wszystko może się ułożyć: wspólne spacery, rodzinne święta, planowanie przyszłości.

Tylko że te obietnice szybko wyparowały. Przez pierwszy miesiąc było sielankowo pomagał z Agatką, gotował obiady z uśmiechem, witał ją po pracy wręcz jak prezes minispółki rodzinnej. Potem życie wróciło do normy. Na nowo ruszyły podejrzenia, pretensje i codzienne przesłuchania: Gdzie byłaś?, Dlaczego tak długo?, Z kim rozmawiałaś przez telefon?.

Rozwiedli się pierwszy raz… Cóż, żadnej zdrady nie było z żadnej strony. Ale zazdrość? To był ich trzeci lokator! Artur był zazdrosny jak pies ogrodnika. Weronika nie mogła podjąć pracy bo przecież w każdym biurze siedzą faceci, a to już powód do awantury. Nawet do rodziców sama jeździć nie mogła bo sąsiad kawaler, a jeszcze, nie daj Boże, przepuści ją w drzwiach, to już flirt.

O spotkaniach z przyjaciółkami mogła zapomnieć. Początkowo tylko się krzywił, potem się złościł:

A twoje koleżaneczki to tylko jedno im w głowie prychali z pogardą. Z facetami to one umieją się obchodzić, oj umieją…

Są wolne i mają prawo robić co chcą! Weronika stawała w ich obronie, coraz bardziej sfrustrowana. Przecież chciały się trochę rozerwać!

Możesz im kibicować, ale z dystansu. Zamężna kobieta powinna dawać przykład kończył temat Artur ze skrzyżowanymi rękami.

Z czasem koleżanki coraz rzadziej dzwoniły, w końcu kontakt się urwał. Weronika tłumaczyła im sytuację, ale żadna nie rozumiała: Jak to, nie możesz wyjść na kawę? On naprawdę ci zabronił?. Do tego rodzina w innym mieście, dziecko w domu, zero wsparcia… A Agatka pochłaniała całe dnie: raz kasza nie taka, raz histeria o lalkę, raz trzeba ją uspokoić, raz przewinąć.

Pewnego wieczoru, przy kolacji, Artur rzucił od niechcenia:

Chyba czas, żeby Agatka miała rodzeństwo.

Weronika zamarła z łyżką w powietrzu. Pół godziny przekonywała córkę, żeby zjadła dwie łyżki kaszki (oczywiście skończyło się na tym, że całą wylała na obrus i śmiała się przy tym jak szalona). Wykończona podniosła wzrok na męża widział przecież w jakim jest stanie, a on w najlepsze jakby proponował nowy zestaw noży: A proszę bardzo, weź jeszcze jedno dziecko, przecież masz tyle wolnego!.

Napatrzyłem się, widzę, że ci się ostatnio nudzi. Po co ci te kursy doszkalające z siostrą? Pracować i tak nie pójdziesz podsumował Artur z samozadowoleniem, odkładając widelec.

Weronika, czując narastającą gulę w gardle, ścisnęła róg obrusa pod stołem. Przecież chciała się rozwijać, nauczyć czegoś nowego to była dla niej nadzieja na lepsze jutro.

Chcę coś ze sobą robić, co w tym złego…? wyszeptała, ledwie powstrzymując łzy.

No to urodzisz syna, to nie będziesz się nudzić i wymyślać głupot odparł kategorycznie Artur, sugerując, że sprawa załatwiona.

Weronika poczuła, że czas zacząć się zabezpieczać… najlepiej w tajemnicy przed nim. Trzeba zyskać na czasie, znaleźć plan ratunkowy. Jedno było pewne: tak dłużej się nie da.

Kropką nad i był zakaz pójścia na jubileusz brata. Artur orzekł: Za dużo mężczyzn w rodzinie, to niebezpieczne środowisko. Prośby, tłumaczenia Weroniki nie przyniosły efektu.

Nie wytrzymała.

Kiedy Artur był w pracy, Weronika spakowała siebie i Agatkę. Ręce się trzęsły, ale działała szybko i sprawnie. Zadzwoniła do brata od razu zrozumiał i pomógł, nawet busa wynajął. Wyszły po cichu, jak duchy. Zostawiła tylko na stole kartkę: Wybacz, ale tak dłużej się nie da. Chcę, żeby Agatka czuła się spokojnie.

Tego samego dnia złożyła pozew o rozwód.

Sąd klasyka gatunku. Artur żądał czasu na pogodzenie się, zrzucał winę na żonę że zła matka, że niewdzięczna, że tylko o sobie myśli. Przerywał jej każdą wypowiedź.

Sędzia, starsza pani z siwymi włosami i zmęczonymi oczami, kilkukrotnie przywoływała go do porządku, pozwalała spokojnie mówić Weronice. Widząc sytuację, odmówiła najpierw czasu do namysłu i orzekła rozwód od ręki.

Naprawdę nie widzę szansy, byście mogli być dalej rodziną skwitowała cicho. I bardzo pani współczuję, pani Weroniko. Pięć lat w takim stresie to nie byle co.

Weronika tylko skinęła głową, pierwszy raz od dawna czując ulgę.

Po rozwodzie pojechała z Agatką do rodziców, znalazła pracę i znów zaczęła oddychać. Przeprowadzka była trudna pakowanie, droga, tłumaczenie wszystkiego rodzinie Ale gdy tylko przestąpiła próg rodzinnego domu, poczuła, jakby ktoś zdjął z jej barków stutonowy odważnik.

Zapisała się na kurs grafiki komputerowej o tym marzyła latami, a wcześniej Artur uznawał to za fanaberię. Teraz Weronika z zapałem klikała we wszystkie narzędzia do obróbki zdjęć, cwicząc napisy, kolory. Zajęcia ładowały ją energią, sprawiały, że znów czuła się silna.

Z czasem przyszły nowe znajomości: dwie koleżanki z kursu, sąsiadka z dzieckiem na podwórku, nawet mama jednej z koleżanek Agatki z piaskownicy. Weronika powoli zaczęła czuć się wolna po raz pierwszy od bardzo dawna. Chodziła nawet na randki ot, kawa w kawiarni, miła rozmowa, uśmiech bez zobowiązań. Poczuła się sobą.

Wieczorami lubiła siadać na werandzie rodziców, popijając miętową herbatę z ulubionego kubka w kwiatki. Agatka biegała po podwórku, bawiła się z kuzynami i karmiła gołębie. Kiedy słyszała jej beztroski śmiech, Weronice robiło się ciepło na sercu.

Tak właśnie powinno być pomyślała. Bez krzyków, podejrzeń i wiecznego strachu powiedzieć nie to, co trzeba. Po prostu żyć, cieszyć się drobiazgami i patrzeć, jak dziecko się uśmiecha.

Weronika zaczęła wierzyć, że rzeczywiście wszystko się układa. Miała plan: skończyć kurs, zacząć łapać pierwsze zlecenia, może wynająć małe mieszkanie niedaleko rodziców. I wtedy po roku na arenę wrócił Artur.

Przechadzała się po Hali Mirowskiej, wybierając jabłka na szarlotkę. Oglądała każdą partię, lekko naciskała skórkę, odkładała do koszyka te najładniejsze czerwone z rumieńcem, jędrne. W hali szum, śmiech, przekrzykiwanie sprzedawców najzwyklejszy dzień, taki, jaki lubiła.

I nagle poczuła na sobie czyjś wzrok taki, od którego mogą włosy stanąć dęba. Obejrzała się i serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. Kilka metrów dalej, przy straganie z ogórkami, stał Artur.

Wyglądał jakoś inaczej. Schudł, rysy mu się wyostrzyły, pod oczami sińce jak po nocy z kolokwium, ubranie trochę przyduże. Ale oczy te same, badawcze, chłodne, jakby oceniał każdy twój gest.

Weronika odezwał się cicho, podchodząc krok bliżej. Głos miał zaskakująco miękki, niemal nieśmiały no, prawie jakby chciał poprosić o cebulę na krechę. Szukałem was…

Odskoczyła z koszykiem pod żebra, jakby to miało ją chronić przed złymi wiadomościami.

Po co? głos jej zadrżał, choć starała się nie pokazać emocji.

Zmieniłem się Artur przysunął się trochę, ale nie za blisko, jakby bał się ją spłoszyć. Zrozumiałem, co straciłem. Naprawdę nie dam rady bez was.

Łzy stanęły jej w oczach, bo przed oczami stanął ich pierwszy taniec w deszczu, śmiech Agatki w wózku, wspólne wieczory przy książce. Wszystko takie piękne tylko już stąd do Krynicy daleko.

Daj mi jedną szansę wyszeptał. Jedną. Obiecuję, że teraz będzie inaczej. Inaczej niż dotąd, serio.

I przekonał ją jakoś może dlatego, że Agatka wyraźnie tęskniła za ojcem. Mała wciąż pytała: Kiedy tata przyjdzie?, On o nas nie zapomniał?. Coraz ciszej się śmiała, coraz częściej znikała w swoim pokoju. Raz Weronika znalazła rysunki, na których trzymali się za ręce całą trójką. Za każdym razem Weronice łamało się serce.

Ostatecznie zgodziła się jeszcze raz ale postawiła warunki: żadnych ślubów, żadnych deklaracji, przynajmniej przez parę lat. Powiedziała mu to patrząc prosto w oczy:

Żadnych papierowych ślubów. Póki nie uwierzę, że naprawdę się zmieniłeś. Chcę móc rozmawiać z rodziną, widywać przyjaciół, pracować. Jasne?

Jasne, jasne! kiwnął błyskawicznie głową, aż zapaliła jej się lampka ostrzegawcza. Wszystko będzie, jak chcesz.

I zabrał swoją rodzinę na drugi koniec Polski. Z początku Weronika nawet się ucieszyła nowe miasto, świeży start, biała karta… Ale szybko zauważyła, że to sprytny plan: żadnych przyjaciół, żadnych znajomych, wszystko zostawiła w Warszawie. Strefa czasowa inna, z rodziną kontakt po minimum. A Artur zawsze jakoś był obok, kiedy rozmawiała przez telefon.

Zadzwonimy później do twojej mamy, wieczorem, już będzie miała czas sugerował niby od niechcenia. Albo: Może w weekend nadrobicie rozmowy?.

Zawsze pojawiał się w pobliżu, sprawdzał, o czym rozmawiała i z kim, zadawał pytania: A co mama powiedziała?, A co brat ostatnio słychać?, A kto to do was dzwonił?.

I co gorsza, Arturowi wbiło się do głowy, że w roku po rozwodzie Weronika spotykała się z kimś innym. Ten pomysł zamieszkał mu w mózgu na dobre. Ciągle żądał wyznań:

Przyznaj się, był ktoś? Przecież nie będę się gniewać. Tylko powiedz prawdę.

Weronika tłumaczyła, że cały czas pracowała i zajmowała się Agatką, ale Artur tylko kiwnoł z przekąsem:

E tam, widzę, że się zmieniłaś. Musiał być ktoś.

Sprawdzał telefon, śledził rozmowy, wypytywał o wszystko nawet o kuriera czy sąsiadkę.

I co, długo rozmawiałaś z tym kurierem? A sąsiadka czego tak dużo gada?

Weronika spokojnie tłumaczyła: Kurier pytał tylko o kod do domofonu, sąsiadka prosiła, żebym jej podlewała kwiaty na urlopie, ale Artur mruczał coś pod nosem o zbieżnościach.

Pewnego wieczoru, gdy Agatka już spała, sytuacja sięgnęła zenitu.

Ty znowu z kimś piszesz! Artur wyrwał jej telefon z rąk, gdy próbowała odpisać Kasi. Kto to? Kochanek?

Oddaj mi natychmiast! Weronika zerwała się na równe nogi, z twarzą czerwoną ze złości. To Kaśka, moja koleżanka! Umawiałyśmy się z dziećmi do parku. Zresztą mówiłam ci o niej!

Koleżanka oczywiście zadrwił Artur, przeglądając jej telefon. A po co te emotki? Flirtujesz?

Zwariowałeś?! wybuchła, ale od razu się uciszyła, żeby nie obudzić córki. Z niższym głosem rzuciła: Jak ty mi nie możesz zaufać? Dałam ci szansę, uwierzyłam, że się zmieniłeś! A ty wciąż to samo! Nie ufam ci już!

Artur zamarł z jej telefonem w dłoni. Przez moment chyba zdał sobie sprawę, jak wygląda ale po chwili znów się usztywnił.

Jeśli nic nie ukrywasz, pokaż całą rozmowę warknął. To czym się boisz?

Nie Weronika wyszarpnęła telefon i cofnęła się o krok. Koniec. Uprzedzałam, że nie będę się z tego tłumaczyć! Umawialiśmy się, że będzie inaczej, a ty znów swoje!

I gdzie pójdziesz? Artur naparł na nią głosem bez grama czułości. Nie masz pieniędzy, pracy… Nawet mieszkania nie wynajmiesz!

Myliłeś się wyprostowała się, nagle poczuła w sobie siłę, którą już zapomniała. Skończyłam kurs graficzny, mam swoje portfolio. Kaśka już ogarnia dla mnie pierwsze zlecenia malutkie, ale początek jest. Wiesz co? Już się nie boję. Ani samotności, ani nowego startu. Dam sobie radę!

W tym momencie z pokoju dziecięcego odezwał się senny głos Agatki:

Mamusiu? Dlaczego krzyczysz?

Weronika od razu pobiegła do niej, uklękła obok łóżka i przytuliła córeczkę. Ucałowała jej puszyste włosy i pogładziła plecy.

Spokojnie, słoneczko wyszeptała. Mama właśnie podjęła ważną decyzję. Jedziemy w nasze nowe miejsce będzie tam dużo słońca, mnóstwo zieleni i huśtawek, na których będziesz mogła się bujać ile tylko chcesz. Podoba ci się taki plan?

Agatka zachichotała przez sen i przytuliła się mocniej.

Artur stał w drzwiach wyglądał na skołowanego, może nawet lekko przerażonego. Chyba pierwszy raz uwierzył, że Weronika naprawdę może odejść. Że tym razem to nie żarty.

Naprawdę odejdziesz? zapytał niepewnie, w głosie tylko zagubienie.

Tak odpowiedziała twardo Weronika i nie odwróciła wzroku. Tym razem na zawsze. Nasza rodzina potrzebuje spokoju i poczucia bezpieczeństwa. A z tobą tego się nie da osiągnąć. Wybacz.

***********************

Artur próbował różnych sposobów raz groził, raz grzecznie prosił, raz udawał, że się zmieni. Bez skutku. Weronika twardo obstawała przy swoim: To koniec, nic już nie będzie. Każda jego próba rozmowy czy telefon, czy sms kończyła się tą samą odpowiedzią: Sprawa jest zamknięta.

Agatka na początku bardzo tęskniła za tatą i często pytała, czy przyjdzie, czy się jeszcze zobaczą, czasem płakała w poduszkę, wtulona w mamę. Weronika starała się być przy niej i odciągać uwagę od smutnych myśli. Udało jej się wynająć jasne mieszkanie przy parku: duże okno, pastelowe ściany, kolorowe poduszki i regały na zabawki szybko poprawiły dziewczynce humor.

Niedługo potem zapisały się do lokalnej plastycznej świetlicy. Agatka była zachwycona całe życie lubiła rysować. Już na trzecich zajęciach miała dwie przyjaciółki, razem śmiały się, malowały, snuły plany na kolejne lekcje. Z czasem dziewczynka coraz rzadziej wspominała kłótnie rodziców, coraz bardziej angażując się w nowe przyjaźnie i hobby.

Początkowo tata dzwonił codziennie, rozśmieszał ją, pytał, co dziś narysowała, co robiła z mamą. Agatka chętnie opowiadała o nowościach i spacerach do parku. Z czasem dzwonił już tylko co drugi dzień a potem raz na kilka dni. Po miesiącu przyszły krótkie sms-y: Cześć, księżniczko, jak tam?, Miłego dnia, słońce! i przelew zasiłku, który ledwie starczał na kredki.

Szybko się zorientował, że przez córkę nie odzyska już władzy nad nieposłuszną żoną. Manipulacje i litość nie działały, a Weronika była nieugięta. Agatka przywykła do tej nowej rzeczywistości coraz rzadziej pytała o tatę, coraz weselej śmiała się w towarzystwie nowych koleżanek.

A Weronika? Nauczyła się w końcu oddychać pełną piersią. Wieczorami z córką karmiły kaczki nad stawem, zbierały liście na bukiety, puszczały latawiec, który Agatka sama wybrała w sklepie z zabawkami. Gdy widziała beztroski uśmiech córki już wiedziała, że wybrała dobrze.

Trudno było zacząć pracę, urządzić mieszkanie, znaleźć drugi dom. Ale spokój i wolność były tego warte. Miały z Agatką własny świat: ciepły, bezpieczny, pełen radości i nowych nadziei. I nie było tam miejsca na strach, podejrzenia ani niekończące się pretensje.

Rate article
Fajna Tajna
Cena drugiej szansy