Cicha Obserwatorka: Mała Dziewczynka Śledzi Tajemniczą Wizytę Ojca.
Mała Zosia, by nie zwrócić na siebie uwagi, cicho obserwowała, jak ojciec wprowadza starszą panią do swojego małego pokoju. Kobieta była niska i pomarszczona.
Tak, mamo, tu nie jest tak przestronnie jak w twoim domu, ale warunki są lepsze: centralne ogrzewanie, bieżąca woda, ciepła łazienka. A gdy sprzedamy twój dom i kupimy większe mieszkanie, będziesz miała własny pokój.
Och, dlaczego to łóżko jest takie małe? głos staruszki był łagodny, ale stanowczy. Nawet ja bym się tu nie zmieściła
Ach! To łóżko Zosi, twojej wnuczki. Nie martw się, znajdziemy dla ciebie większe.
Ale zabraknie miejsca!
Chcesz biegać po pokoju jak dziecko? ojciec zaśmiał się łagodnie. Wszystko się ułoży, jakoś się dogadacie!
A Zosia?
Tak! głos ojca nagle stał się twardy. Córka Kasi.
Ale też twoja córka poprawiła spokojnie starsza pani, nie zrażając się surowym tonem syna, i dodała Niech Bóg ma ją w opiece, Kasia.
Zosia automatycznie przeżegnała się.
Jej matka była piękna i pełna ciepła, kochała swoją córeczkę Zosię, którą nazwała na cześć bohaterki ukochanej powieści. Zosia pamiętała uśmiech mamy, gdy jej ojciec, Marek, wracał do domu. On też był dobry i wesoły, zawsze przynosił Zosi zabawki i okazywał czułość.
Ale pewnego dnia wszystko się zawaliło. Jej mama nie obudziła się. Zosia nie rozumiała, co się dzieje, dlaczego wszyscy płaczą i współczują, dlaczego ojciec wydawał się ciągle zły i odległy. Straszne słowo zmarła, które powtarzano w domu, prześladowało ją, choć nie wiedziała, co ono znaczy.
Wkrótce pojechali z ojcem daleko samochodem. Milczał i nie odpowiadał na jej pytania. W końcu zatrzymał auto i ciężkim głosem powiedział:
Mamusię już z nami nie ma, Zosiu. Będziesz mieszkać ze mną i moją rodziną. Masz dwóch braci.
Zosia trochę się uspokoiła. Ale gdy dotarli do mieszkania ojca, przywitała ich rozczochrana kobieta, krzycząc:
Po co mi to obciążenie? Zajmij się nią sam! Nie będę wychowywać twojej córki z nieprawego łoża!
Zosia przytuliła się do ściany. Dwaj chłopcy, bliźniacy dwunastoletni, pojawili się na dźwięk krzyków. Spojrzeli na dziewczynkę z pogardą.
A ty kto? zapytał jeden. Co to za straszydło?
Drugi wyrwał Zosi torbę, wysypał jej zawartość na podłogę i zaczął deptać.
Co my tu mamy? Fu! Śmieci! Znalazłaś w śmietniku?
Zosia krzyknęła. Przybiegli rodzice.
Widzisz? kobieta znów krzyknęła. Ledwo weszła, a już problemy. O co się drzesz, smarkulo?
Zosia spojrzała na ojca ze łzami w oczach. On ocenił sytuację i zimno powiedział:
Idź do pokoju! A ty zwrócił się do Zosi chodź ze mną!
Dziewczynka posłusznie poszła za ojcem. Słyszała, jak kobieta mamrocze za ich plecami.
Zosiu! weszli do małego pokoju z malutkim oknem, który wyglądał jak dawna spiżarnia. Tak się złożyło, że twoja mama zmarła. Będziesz mieszkać ze mną i moją rodziną. Ta kobieta to moja żona, Ewa. A chłopcy to moi synowie, Kacper i Filip. Postaraj się z nimi dogadać.
Ojciec wyszedł, ale wkrótce wrócił ze starym łóżkiem i starą stolnicą.
Urządzaj się!
Życie Zosi zmieniło się radykalnie. Choć starała się, rodzina ojca nigdy jej nie zaakceptowała. Ciocia Ewa wściekała się na sam jej widok, twierdząc, że ma za dużo na głowie. Chłopcy specjalnie ją szczypali lub popychali. Zosia szybko nauczyła się, że najlepiej nie wychodzić ze swojego kąta, gdy ktoś jest w domu. Spędzała dni w pokoiku, bawiąc się starą lalką jedyną rzeczą, która pozostała z dawnego życia.
Czasem chłopcy wpadali i dokuczali jej. Aż ojciec to zauważył i surowo ich ukarał. Potem już nie podchodzili do jej drzwi, ale wykorzystywali każdą okazję, by ją dręczyć, gdy wychodziła do łazienki lub jadła. Nie zawsze dostawała to samo co inni, często jadła sama. Czuła zapach drożdżówek na śniadanie, ale dostawała owsiankę i wodnistą zupę. Ojciec czasem po kryjomu przynosił jej słodycze.
Zosia marzyła, by pójść do szkoły, znaleźć przyjaciół i być wśród innych dzieci. Ale na to jeszcze musiała długo czekać.
Teraz babcia została jej nową sąsiadką. Zosia skuliła się w łóżku i patrzyła, jak starsza pani urządza się w pokoju. Widziała, jak ojciec z chłopcami wnosi stary tapczan i małą szafkę. Po tym ledwo było miejsce na przejście.
Poznajmy się powiedziała starsza pani, siadając na tapczanie. Jestem pani Janina, matka twojego ojca, więc jestem twoją babcią. Możesz mnie tak nazywać.
Zosia szepnęła dziewczynka.
Nie miała ochoty rozmawiać z babcią, nie wierzyła, że ta może być dla niej dobra.
Mimo to zaprzyjaźniły się. Łączyła je niechęć rodziny ojca. Nikt jednak nie odważył się źle mówić przy pani Janinie. Ale Zosia słyszała, jak ciocia Ewa narzeka, że ojciec sprowadził jej starą wariatkę. Chłopcy za to próbowali dokuczyć babci raz tłukli jej okulary, raz rozlewali herbatę, raz rozsypali pinezki w kapciach. Ale starsza pani jadła z nimi w kuchni, co Zosię dziwiło.
Marek, dlaczego Zosia nie siada z nami? zapytała, widząc, że dziewczynka je w pokoju.
Nie ma miejsca! odcięła się Ewa.
Jak to nie ma? Mogę się przesunąć, chłopcy też.
Co za bezczelność! warknął Kacper. Nie będę siedział z intruzem!
Jak możesz tak mówić? westchnęła babcia. Przecież to twoja siostrzyczka!
Marek! wrzasnęła Ewa. Proszę, porozmawiaj z matką! Nie jej sprawa, jak wychowujemy dziecko!
Mamo



