Małgorzata zamyślona przyglądała się wspaniałemu bukietowi, który kurier dostarczył jej pół godziny temu. Nie mogło być pomyłki – kwiaty były zdecydowanie dla niej. Świadczyła o tym dobitnie dołączona karteczka z tylko dwoma słowami: „Uroczej Małgorzacie”.
Dziewczyna zyskała tajemniczego wielbiciela zaraz po rozwodzie. Rozstanie z Robertem było dla niej trudne, choć nie tyle z powodu uczuć, ile przez całe to błoto, jakie wylała na nią teściowa. A były już mąż – jakżeby inaczej – tylko wspierał matkę.
Jakże to wszystko się potoczyło! Tego samego wieczoru, gdy Małgorzata wróciła do domu z dokumentami rozwodowymi, zadzwonił kurier. Na widok tych wspaniałych róż pomyślała nawet, że Robert robi sobie z niej żarty. Choć z drugiej strony, takie kwiaty kosztowały majątek, a były mąż zachowywał się hojnie tylko raz, i to dawno temu.
Od tamtego dnia bukiety zaczęły pojawiać się regularnie, dwa, czasem trzy razy w tygodniu. Zawsze z lakoniczną karteczką. Dziewczyna łamała sobie głowę, kto mógł być ich nadawcą.
Przyglądając się kolejnym pięknym różom, nagle przypomniała sobie tę jedyną sytuację, gdy Robert podarował jej kwiaty. Było to po ohydnej kłótni. Helena, jego matka, włożyła wówczas cały wysiłek, by pokłócić syna z synową.
– Roztrwaniasz pieniądze! – wściekał się mąż, gdy dowiedział się, że żona zrobiła sobie paznokcie w drogim salonie.
– To nie są aż tak duże sumy – sprzeciwiła się Małgorzata. – W końcu też pracuję i mam prawo wydawać na siebie.
– Umówiliśmy się, że duże wydatki omawiamy wspólnie – irytował się dalej Robert. – A te twoje paznokcie to jakby nie patrzeć majątek! Mama powiedziała mi, ile kosztuje to szaleństwo!
Małgorzata uśmiechnęła się gorzko. Oczywiście, znowu teściowa. Helena nie znosiła jej od pierwszego wejrzenia i ciągle miała jakieś uwagi.
Robert nigdy nie stanął w obronie żony. Zawsze był po stronie matki. A ta lała mu do głowy różne bzdury. Gdy przychodziła do młodych, ręce łamała z przerażeniem, wskazując na niby brudne okna. A Robert później robił awanturę, nazywając żonę nieporządną i leniwą gospodynią.
Pewnego razu teściowa zobaczyła, jak Małgorzata wraca z pracy. Była przerażona jej wyglądem i natychmiast poinformowała syna, że jego żona, sądząc po stroju i fryzurze, musi zajmować się czymś nieprzyzwoitym.
– Widziałeś ten dekolt? – oburzała się Helena. – A przecież szef to facet. Pewnie kręci się koło niego, żeby dostać awans!
Zamiast postawić matkę do pionu, Robert tylko się z nią zgadzał. Po każdej takiej rozmowie urządzał żonie „słodkie” życie.
Tamta kłótnia, gdy Małgorzata „ośmieliła się” z własnej pensji zrobić manicure, skończyła się straszną awanturą. Robert obrażał ją, nazywając rozrzutnicą i utrzymanką.
– Nie wstyd ci tak do mnie mówić? – oburzyła się Małgorzata. – Przy okazji, zarabiam więcej niż ty.
Faktycznie, jej pensja była wyższa niż męża. Robert od jakiegoś czasu nie mógł znaleźć stałej pracy – raz warunki były zbyt ciężkie, raz płaca zbyt niska.
Pieniędzy od niego Małgorzata nigdy nie widziała. Nawet zakupów nie robił. Jego obowiązkiem było opłacanie rachunków, ale i z tym nie zawsze sobie radził. To właśnie przez czynsz Robert tak na nią naskoczył.
– Nie mamy za co zapłacić za mieszkanie, a ty wydajesz fortunę na paznokcie! – krzyczał.
– Żeby płacić czynsz, trzeba zarabiać – odparła ze złością Małgorzata. – A ty najwyraźniej straciłeś tę umiejętność. Ja kupuję jedzenie, leki, paliwo, naprawiam samochód. Nawet ubrania kupuję za swoje!
– Mieszkasz w moim mieszkaniu i jeszcze śmiesz mi wypominać pieniądze? – żachnął się Robert. – Mama ma rację, wpuściłeś babę do domu, a ona już się poczuła panią na włościach.
Naprawdę bolało go to, że matka wmówiła mu, iż to on utrzymuje rodzinę. Mieszkanie jest jego, więc żona jest tam tylko na łasce. Powinna więc sprzątać, gotować i słuchać męża.
– Trzy dni nie jadłem mięsa – wrzeszczał urażony małżonek – a ty wydajesz hajs na pazury!
– Wczoraj była kurczak, przedwczoraj ryba – odparła. – Jeśli chcesz coś innego, znajdź w końcu porządną robotę i zacznij zarabiać.
Robert nie mógł znieść takiego tupetu u żony. Żyje w jego domu, a jeszcze sobie pozwala! Nazwał ją więc pasożytem i darmozjadem. A w przypływie złości nawet rzucił, że jeśli chce wydawać swoje pieniądze na głupoty, to niech wynosi się z jego mieszkania, gdzie chce.
Matka zapewniała go, że żona nigdzie nie pójdzie. On jest świetną partią, a ona przeciętnością, których pełno. Właśnie dlatego wygnał żonę z domu. Oczywiście nie na poważnie, tylko tak, żeby się przestraszyła.
Nie spodziewał się jednak, że Małgorzata spakuje rzeczy i wyprowadzi się. Miała do dyspozycji malutkie mieszkanie przedmałżeńskie na obrzeżach miasta. Stare, z babcinym remontem, ale dało się w nim żyć.
W panice Robert pobiegł do matki. Opowiedział, że wyrzucił żonę, a ona po prostu wyszła.
– Skrzyczałem ją za te paznokcie, narzekałem, że mięsa nie ma – skarżył się. – A ona zebrała manatki i wyfrunęła!
– Ale bezczelna! – oburzyła się Helena. – Żadna porządna żona nie opuściłaby męża, zwłaszcza po tym, jak okrada rodzinny budżet!
– Jak to okrada? – wtrącił się teść.
Jan zawsze trzymał się z boku i nie wtrącał w rozmowy żony z synem. Wiedział, że Helena nie lubi synowej. Ale żeby tak ją gnębić przez manicure? To już przesada!
– Oczywiście, że okrada! – krzyczała kobieta. – Mąż i żona pracują dla dobra rodziny, więc pieniądze są wspólne. A ta gadzina zabrała kasę i wydała na siebie!
Jan nic nie odpowiedział, tylko pokiwał głową. A tymczasem jego żona dalej truła synowi umysł.
– Mamo, nie chcę się rozwodzić z Małgosią – narzekał Robert. – Przecież tylko chciałem ją nastraszyć.
– Nic nie szkodzi, synku, opamięMałgorzata i Jan żyli długo i szczęśliwie, a ich miłość pokazała wszystkim, że prawdziwe uczucie nie zna granic wieku ani ludzkich uprzedzeń.



