Gratuluję, Irena Wiktorio! Teraz jesteś dyrektorem regionalnym. Krzesło jeszcze nie zdążyło ostygnąć po poprzednim szefie, a Ty już w nim wyglądasz jak w domu. Szczerze, cieszę się, że to właśnie Ty dostałaś tę posadę, a nie jakiś warszawski baran.
Sylwia, szefowa działu kadr i jednocześnie dawna przyjaciółka, hałaśliwie odkłada na biurko grubą teczkę i zasiada w fotelu dla gości. Promienieje tak, jakby właśnie sama dostała awans.
Irena uśmiecha się, przecierając dłonią gładką powierzchnię dębowego stołu. Dziwnie się czuje. Przez piętnaście lat haruje w tej firmie, zaczynając od prostego administratora, znosząc kaprysy klientów, zostając po nocach przy raportach i poprawiając cudze pomyłki. A teraz własny gabinet z panoramicznym widokiem na Warszawę, służbowy samochód i pensja, o której kiedyś nie mogła śnić głośno.
Dziękuję, Sylwia. Gdyby nie twoje wsparcie, gdy chciałam odejść trzy lata temu, nic by się nie stało mówi Irena.
No nie mów tak! odśmiecha się Sylwia. Nie odpuściłabyś. Miałeś stalowy charakter. Pamiętasz, w jakim byłaś stanie? rozwód, depresja, twój były mąż Ołgierd, który ciągle cię drażnił. Zaciśnęłaś zęby i wróciłaś do pracy. To nagroda za wytrwałość. A przy okazji, wiesz, kogo wczoraj zobaczyłam w supermarkecie?
Irena napina się. Imię byłego męża wciąż wywołuje lodowaty dreszcz, choć minęły już trzy lata ciszy, spokoju i odbudowy pewności siebie, którą Ołgierd systematycznie niszczył przez dziesięć lat małżeństwa.
Kogo? Naprawdę?
Samego Ołgierda. I wygląda, delikatnie mówiąc, nie najchętniej. Pamiętasz, jak chodził w swoim twórczym stylu? Jestem artystą, szukam siebie, a ty mnie nie doceniasz. Teraz jego poszukiwania doprowadziły go do działu ze przecenionym towarem. Zużyty w kurtce, którą kupowaliście razem, łapie najtańsze pierogi i piwo w promocji.
Może po prostu ma trudny okres wzrusza ramionami Irena, choć w środku czuje smugę satysfakcji.
Trudny okres zaczął się, kiedy pomyślał, że jego nowa kochanka będzie go żywiła jak Ciebie szydzi Sylwia. Dobra, nie będziemy o tym rozmawiać. Wieczorem świętujemy?
Oczywiście, ale jutro. Dziś chcę po prostu wrócić do domu, wziąć kąpiel i poczuć, że jestem szefową.
Irena nie okłamuje się. Wieczorem parkuje nowy crossover przed wejściem do eleganckiego bloku, który dopiero rok temu kupiła na kredyt, prawie spłacając. Konsjerż przyjaźnie kiwa głową, otwierając drzwi.
Wchodzi na piętro, myśląc o wieczornej lekturze, lecz gdy wychodzi z windy, zatrzymuje się przed drzwiami. Przed jej drzwiami stoi mężczyzna, trzęsąc się, trzyma w rękach niewyraźny bukiet z trzema półwypłodniałymi różami.
Serce przyspiesza. To Ołgierd.
Wygląda starzej worki pod oczami, siwizna, blaknący blask, którym kiedyś się chlubił. Gdy go widzi, uśmiech rozciąga się, ale jest wymuszony, żałosny.
Iriasz! Cześć! Przyszedłem z niespodzianką. Dzwoniłem pod domofon, nikt nie otwierał, sąsiadka wyszła, wpadłem. Czekałem.
Irena podchodzi powoli, nie wyciągając kluczy. Chciałaby odwrócić się i wyjść, lecz ciekawość i nowa pewność zatrzymują ją.
Witaj, Ołgierd. Co cię sprowadza? Nie widzieliśmy się trzy lata. Przy rozwodzie nalegałeś, żebym zniknęła z twojego życia, żeby nie psuć ci karmy moim marudzeniem.
Ołgierd nerwowo się śmieje, trącając folię wokół róż.
Kto wspomina przeszłość Byłem w emocjach, nie rozumiałem, co robię. Kryzys wieku średniego, dopasowałem się. Irek, ależ pięknie wyglądasz! Ta ubiorka drogi, co? Pasuje ci ten kolor.
Ołgierd, przejdźmy do rzeczy. Po co przyszedłeś?
Może wpuścisz mnie do środka? Nie chcę gadać na klatce. Nie jesteśmy obcy; dziesięć lat razem spędziliśmy, to nie jakaś przelotna znajomość.
Irena waha się chwilę. Nie chce wpuszczać go do swojego dopiętego na ostatni guzik świata, ale zostawić go przy drzwiach, by czekał na nią jutro, byłoby jeszcze głupiej.
Wejdź, ale na chwilę. Mam plany.
Ołgierd wchodzi, rozglądając się z pożądaniem.
Klatka jest jej dumą jasne barwy, designerskie meble, drogie obrazy, brak bałaganu, przestrzeń i styl. Ołgierd zdejmuje buty, a brudne podeszwy plamią jasny dywan.
Co to za pałac mruga. Mieszkasz tu sama?
Tak.
Słyszałem, że wyjechałaś w góry. Dyrektorem zostałaś? To poważna rola, pensja chyba nie z tej ziemi?
Irena przechodzi do kuchni, nie zapraszając go, ale on podąża za nią, siada przy stole, kładąc ręce na kamiennej blacie.
Skąd te informacje? Śledzisz mnie?
Po co śledzić? Miasto małe, plotki rozchodzą się szybko. Spotkałem wspólnych znajomych, opowiadali. Twoja Irek to już ptak wysoko w niebo. Cieszę się za ciebie! Pamiętasz, mówiłem, że masz potencjał?
Irena prawie dławi się herbatą.
Mówiłeś, że jestem szarą myszą, że moja kariera to tylko przekładanie papierów, że powinnam być wdzięczna, że mam przy sobie takiego utalentowanego człowieka. Nazywałeś to biurowym niewolnictwem.
To motywacja! wyrywa Ołgierd. Złałaś mnie, więc musiałam się udowodnić. Widzisz, zadziałało.
Patrzy na nią, licząc na podziękowanie. Irena nie rozpoznaje mężczyzny, którego kiedyś kochała. Przed nią siedzi przeciętny nieudacznik, który chce przylgnąć do jej sukcesu.
Herbatę chcesz? pyta sucho.
Tak, i coś do niej, jeśli masz. Jestem głodny jak wilk.
Gdzie pracujesz?
Trochę tak tymczasowo w taksówce. Mój projekt z kryptowalutą się opóźnił, partnerzy zawiedli. Szukam nowej drogi. A Natalia ta, z którą byłem nie rozumiała mnie. Chciała tylko pieniędzy. Gdzie wziąć, gdy startup nie lata?
Irena podaje mu filiżankę i talerz ciasteczek.
Czyli Natalia cię wyrzuciła?
Rozstaliśmy się za obopólną zgodą! wybucha Ołgierd, po czym szybko milknie. Powiedziała, że jestem przegrany. Ja? Człowiek z dwoma dyplomami. Ona chce szmaragdów, Malediwy a serca nie ma.
On próbuje położyć dłoń na jej ręce, ale ona odsuwa ją.
Nie czekałam, Irek. Pracowałam, kiedy ty leżałeś na kanapie i szukałeś siebie. Brałam dodatkowe prace, uczyłam się angielskiego nocą i znosiłam twoje kpiny. Gdy dostałam pierwszą podwyżkę, wywołałeś scenę, mówiąc, że poświęcam ci mało czasu. Potem spakowałeś się i odjechałeś do Natalii, bo była lekka i inspirująca.
Błądziłem, Irek! uderza pięścią w stół, patrząc na blat, czy nie porysuje. Przyznałem się do głupota. Młodość i pasja, to wszystko było płatkiem. Myślałem o nas, o naszej miłości, o duszach. Całe trzy lata myślałem o tobie.
Naprawdę? uśmiecha się Irena. Zwłaszcza, kiedy wywożełeś nasz samochód i wynosiłeś całą elektronikę, włącznie z moim laptopem?
Po co przywołujesz? Nie chcę cię ranić. Potrzebowałem wtedy pieniędzy na start Irek, zaczynamy od nowa? Jesteśmy idealną parą. Ty jesteś silna, ja będę cię nosił na rękach, będę sprzątał, gotował
Irena widzi przed sobą nie skruszającego się męża, a raczej rekina wyczuwającego krew zapach pieniędzy. Przegląda mieszkanie, zauważa nowy samochód, słyszy o dyrekcji i rozumie: to jest przystań, w której mogę spokojnie jeść, spać i nic nie robić.
Chcesz wrócić? Do mnie?
Do nas! poprawia Ołgierd z zapałem. Zostawiłem rzeczy w samochodzie, najważniejsze. Myślę, że jeśli mi wybaczysz, od razu zostanę.
Irek wybucha śmiechem.
Nie potrzebuję twojego męża na godzinę. Mam aplikację Mąż na zawołanie. Jeśli trzeba przykręcić półkę, przyjeżdża fachowiec, zrobi to w dwadzieścia minut, wyczyści po sobie i kosztuje tysiąc złotych. Nie muszę go karmić latami, prać skarpetki i słuchać wykładów o swojej nieuznanej genialności.
Ołgierd marszczy brwi.
Stałaś się cyniczna. Pieniądze cię zepsuły. Ja proponuję rodzinę, ciepło, a ty mówisz mężczyzna na godzinkę.
Jestem realistką. Nie dajesz mi rodziny, szukasz sponsora. Natalia cię wyrzuciła, nie masz gdzie mieszkać, brak pieniędzy. A ja właśnie stałam się dyrektorem. Bingo! Możesz wrócić, rzucić komplement, podarować bukiet i znów przyklejać się do szyi.
Nieprawda! krzyczy Ołgierd, oczy błądzą. Kocham cię!
W tym momencie dzwoni telefon. Dzwonek głośny i ostry. Ołgierd patrzy na ekran, marszczy brwi, ale odrzuca połączenie.
Kto to? pyta Irena.
To w pracy.
Telefon dzwoni ponownie.
Weź, zgadza się Irena. Może coś pilnego.
Ołgierd niechętnie wciska przycisk głośnomówiącego i krzyczy.
Halo! wykrzykuje.
Olek, synu! rozbrzmiewa głos byłej teściowej, Zofii Piotrownej, po całej kuchni. Co? Jesteś u niej? Rozmawiałeś? Czy ona zgodziła się? Powiedz jej o kredycie! Powiedz, że wierzyciele dzwonią, nie dają spokoju. Niech pomoże byłemu mężowi! To jej obowiązek! Powiedz, że ją kochasz, kobiety na to reagują
Ołgierd czerwieni się jak burak, próbuje ściszyć dźwięk, ale ręce nie słuchają.
Mamo, jestem zajęty, oddzwonię
Nie odzywasz się! nie ustaje Zofia Piotrowna. Powiedz, że potrzebuję pieniędzy na sanatorium. Zrób mi przysługę, wywołaj litość. Pokaż, że kochasz
Ołgierd w końcu wyłącza połączenie. Cisza w kuchni jest głośna. Patrzy na Irenę z wyrazem chłopca przyłapanego na paleniu w toalecie.
Irena wstaje powoli.
Czyli mam go zrobić na płacz? pyta.
To moja matka ona się martwi, nie rozumie ma długi, Olek jesteśmy w tarapatach. Pomóż, proszę. Masz pieniądze, prawda? Nie jest cię to obciąża? Oddam ci kiedyś
Maska kochanka spada. Przed nią stoi żałosny żebrak.
Wiesz, Olek, trzy lata temu, kiedy odchodziłeś, prosiłam cię, żeby zostawił mi przynajmniej pralkę. Wtedy właśnie zapłaciłam twoje leczenie zębów i nie miałam grosza. A ty powiedziałeś: Zarabiaj. Nie jestem ci nic winien. Pamiętasz?
Pamiętam, mruczy. Ale teraz sytuacja inna! Jesteś bogata!
Sytuacja się nie zmieniła. Nie jestem ci nic winna. Twoje kredyty to twoja odpowiedzialność za lekkość i inspirację. Problemy mieszkaniowe to konsekwencja twoich wyborów.
Czy mam cię wyrzucić na ulicę? Nocą?
Masz samochód. Dojedziesz do mamy. Ona czeka, jak dzwoniłeś.
Irenko, nie bądź diabelką! To nieludzkie! Jesteśmy rodziną! Daj szansę! Zatrudnij mnie w firmie, chociaż jako kierowcę!
Zaufanie? Tobie? kręci Ireną głową. Zdradziłeś mnie, kiedy byłam w potrzebieIrena zamknęła drzwi na klucz i ruszyła w stronę swojego życia, pewna, że przeszłość już nie ma przed nią żadnych drzwi.



