Ania! Usłyszałem za sobą głos, który znałem aż za dobrze.
Agnieszka drgnęła, skuliła ramiona i przyspieszyła kroku po chodniku, bojąc się odwrócić.
Aniu, przestań, zatrzymaj się! To przecież na pewno ty!
Agnieszka przyspieszyła jeszcze bardziej, ale męska dłoń choć nie brutalnie zatrzymała ją za ramię.
Ania, nie słyszysz, czy co? Przecież to ja, Wojtek.
Agnieszka, zebrała się w sobie, odwróciła się gwałtownie i wyszeptała z niedowierzaniem:
Boże Wojtek Myślałam, że tylko mi się to śni Ale jak to możliwe? Przecież to nierealne
Co nierealne? Były mąż uśmiechał się do niej pogodnie, jak za dawnych lat. Nie mogę już wrócić do swojego rodzinnego miasta?
Skąd wróciłeś? dopytywała zdezorientowana Agnieszka. Przecież ty Ty przecież nie żyjesz. Tak mi powiedziano.
Nie żyję? Wojtkowi usta wykrzywiły się ze zdziwienia. Ja?
No tak. Pół roku po naszym rozwodzie, jak wyjechałeś do Gdańska, twój kolega powiedział mi, że przerwała na chwilę i dokończyła ledwie słyszalnym głosem że przepijałeś się i umarłeś gdzieś na ulicy, samotnie.
Kto ci takie rzeczy opowiadał?
Nowak. Twój najlepszy przyjaciel. Gdy tylko wyjechałeś, zaczął się koło mnie kręcić, podrywać mnie. Odprawiłam go, to wtedy wyjechał z tą historią o tobie.
Ale łajdak roześmiał się Wojtek. Czyli naprawdę nie żartował wtedy, gdy się żegnaliśmy.
Co masz na myśli żartował?
Tak sobie gadał: Zostawiłeś Agnieszkę, to ja ją sobie poderwę. Robił to niby w żartach, ale potem już ani razu do mnie nie zadzwonił, nie odpisywał, choć zostawiłem mu adres hotelu na początku. Wtedy nie było jeszcze żadnych komunikatorów czy Facebooka, kontaktowaliśmy się tylko telefonem stacjonarnym i listami. Do dziś nie wiem, co się z nim dzieje.
On już od dawna nie żyje wzruszyła ramionami Agnieszka. Minęło chyba pięć lat od jego pogrzebu.
No popatrz twarz Wojtka spoważniała. Szkoda Mógł jeszcze żyć. Tyle wspomnień I znowu się uśmiechnął. Lata mijają, a ty się wcale nie zmieniłaś. Nadal piękna.
Daj spokój zaśmiała się Agnieszka, machając ręką. Ot, zwyczajna baba.
Słyszałem od znajomych, że wyszłaś za mąż spojrzał na nią ciepło, jakby wciąż nie mógł się napatrzeć. I masz dzieci Chyba dwójkę?
Tak, dwoje pokiwała głową. Wyrośli, każdy w swoim świecie. Teraz jestem już babcią. Na dwa razy.
No proszę! A mąż jak się miewa?
Dobrze się miewa, ale już w innej rodzinie uśmiechnęła się ironicznie. Teraz jestem wolną kobietą.
No proszę Wojtek też pokiwał głową. My, faceci, jesteśmy czasem głupi. Ciągle szukamy nie wiadomo czego, a to, co najlepsze, mamy tuż obok.
A ty po co wróciłeś? zapytała Agnieszka. Interesy, czy tak po prostu?
Na stałe wróciłem, Aniu. Na zawsze. Westchnął ciężko. Żonę ostatnio pochowałem. I tak zdecydowałem się wrócić do domu do ojczyzny. Szczerze mówiąc tam się dusiłem. Lekarze mówią: klimat nie ten, wiek robi swoje. Zresztą, żona miała to samo problemy z astmą. Próbowałem ją stamtąd wyciągać, czułem, że już czas zmienić miejsce. Ale gdzie tam Ona była rodowitą gdańszczanką, nie mogła żyć bez swojego miasta ani dnia. No i W oczach Wojtka zamigotały łzy. Teraz błąkam się po ulicach młodości, oglądam, zastanawiam się, w której dzielnicy kupić mieszkanie. Przez te trzydzieści lat tu się wszystko zmieniło. Może coś doradzisz, gdzie zagnieździć się na starość?
Gdzie się teraz zatrzymałeś? dopytała Agnieszka.
W hotelu, gdzieżby indziej.
Nie u rodziny?
No coś ty! skrzywił się Wojtek. Po co? Wiesz przecież, że nie lubię być nikomu ciężarem. Każdy żyje własnym życiem Spadłbym im jak grom z jasnego nieba. To nie w porządku. I facetowi wstyd.
A może chciałbyś u mnie pomieszkać? rzuciła nagle Agnieszka i sama się zaskoczyła swoim pomysłem, więc dodała szybko Jako lokator.
Wojtek lekko się zmieszał i westchnął.
Może i bym chciał, Aniu, ale mam jeszcze poczucie winy wobec ciebie.
Jakiej winy? zdziwiła się Agnieszka.
Zwyczajnej wzruszył ramionami. Zostawiłem cię wtedy, trzydzieści lat temu. I do końca życia będę miał za to wyrzuty sumienia.
Ależ przestań uśmiechnęła się dziwnym uśmiechem Agnieszka. To ja cię zmusiłam, byś mnie zostawił. Sama jestem winna. Powiedziałam ci wtedy takie słowa, że każdy facet by wyszedł.
Jakoś nie pamiętam, żebym coś takiego usłyszał od ciebie pokręcił głową Wojtek. Raczej mam do siebie żal.
Co pamiętasz?
Pamiętam, jak durnie się wściekłem, spakowałem w popłochu walizkę i wyszedłem w noc. Później żałowałem, ale było za późno.
A ja się wtedy ucieszyłam, kiedy odszedłeś zaśmiała się Agnieszka. Myślałam, że zacznę nowe życie I zaczęłam, a potem żałowałam
Naprawdę? zapytał nieśmiało Wojtek. Czyli nie masz do mnie żalu?
Nie mam spojrzała z czułością na byłego męża, bo w sercu nagle poczuła się jak dawniej jak za młodu. Wojtku, ty się wcale nie zmieniłeś No, może tylko trochę posiwiałeś. Przeprowadzaj się do mnie. Nawet dziś. Jest wolny pokój po co masz jeść w hotelowej stołówce? Przecież, choćbyś nie był już mężem, to przecież rodzina to rodzina.
Nie będę ci zawadzał?
Gdybyś miał zawadzać, nie mówiłabym ci tego. Wiesz, samotnie w domu tak wesoło, że czasem aż wyć się chce.
No to Wojtek nieśmiało złapał ją za rękę. To może chodźmy po moją walizkę do hotelu?
Tę samą, z którą wtedy odszedłeś ode mnie?
Oboje roześmiali się naraz i ruszyli raźno chodnikiem, z uczuciem, jakby nigdy się nie rozstawaliWojtek roześmiał się i spuścił wzrok.
Wyobraź sobie, że tak odpowiedział z lekkim wahaniem. Zaszyła się gdzieś na dnie szafy, obok kilku zszarzałych zdjęć. Zawsze miałem wrażenie, że zostawiłem w niej wszystko, czego nie zdążyłem ci powiedzieć.
Agnieszka przez chwilę patrzyła mu prosto w oczy, jakby próbując odczytać ukrytą między słowami nutę przeszłości. Potem skinęła głową i podała mu rękę.
To chodź. Zaczniemy od nowa, choćby tylko na te spokojne, późne lata.
Szli razem przez miasto, a znajome kamienice, ulice i lipy szumiały jak dawniej tylko oni byli już inni. Przystanęli na moment przy dawnym kiosku, gdzie kiedyś Wojtek kupował jej gazetę i drożdżówkę. Patrząc, jak w witrynie odbija się ich wspólny cień, Agnieszka cicho powiedziała:
Widzisz? Tamci ludzie, których się straciło, wracają czasem nie po to, żeby rozgrzebywać przeszłość. Tylko żebyśmy mogli jeszcze raz pójść razem na spacer, zamiast żegnać się w pośpiechu.
Wojtek mocniej ścisnął jej dłoń. A potem oboje ruszyli przed siebie, śmiejąc się cicho, jakby znowu byli młodzi. Na rogu ulicy wiatr poruszył stare liście, a w powietrzu unosił się spokojny zapach domu tego, do którego wreszcie można powrócić, niezależnie od tego, ile lat i słów zostało gdzieś w drodze.



