Dziś wieczorem ciężko mi było zasnąć, dlatego postanowiłem uporządkować myśli, pisząc ten wpis w moim dzienniku. Pięć lat byłem w związku z Joanną. Mieszkaliśmy w różnych miastach ja w Poznaniu, ona w Krakowie rozdzieleni przez pracę i codzienne obowiązki, ale rozmawialiśmy każdego dnia. Mieliśmy wspólne plany, poważnie myślałem już o oświadczynach. Chciałem zakończyć to rozstanie na odległość i zacząć nowe życie razem. Ufałem jej bezgranicznie. Nigdy nie dała mi jawnych powodów do podejrzeń.
Dziś wydarzyło się jednak coś, co wywróciło wszystko do góry nogami. Zadzwonił do mnie nieznajomy numer. Odebrałem. Po drugiej stronie usłyszałem spokojny, grzeczny głos mężczyzny, który przedstawił się i od razu przeszedł do rzeczy:
Nie chcę wprowadzać zamieszania. Dzwonię, bo uważam, że powinieneś wiedzieć o czymś ważnym.
Wyjaśnił, że pracuje jako inżynier systemów i od niedawna spotyka się z pewną kobietą. Nic poważnego jeszcze: trochę smsów, wspólna kawa, flirtowanie… Ten etap, kiedy dopiero się poznajesz. Nigdy nawet nie wspomniała, że jest w związku. Wszystko wydawało się normalne, aż coś zaczęło go niepokoić.
Podczas rozmowy z przyjacielem wspomniał jej imię. Kolega od razu zamilkł i poprosił o zdjęcie. Po chwili milczenia odezwał się:
Odpuść ją sobie. Ona od pięciu lat ma chłopaka.
Według niego to nie była plotka wszyscy w ich środowisku o tym wiedzieli. Opisał mnie nawet: że mieszkam w innym mieście, a Joanna korzysta z tej odległości. Na dodatek dodał, że dziewczyna spotyka się z jeszcze jednym inżynierem kimś kogo zna tylko z widzenia, ale dla przyjaciela to bliski znajomy który doskonale wie o jej związku i zupełnie się tym nie przejmuje.
Wtedy zrozumiał, że to nie jest pomyłka, tylko sytuacja, gdy kobieta jednocześnie prowadzi trzy relacje: ze mną, z tym drugim inżynierem, który wiedział o mnie, i z nim samym, który nie miał pojęcia o całej sytuacji.
Powiedział, że kiedy dotarło do niego, co się dzieje, postanowił mnie odnaleźć. Bo jeśli istnieje kobieca solidarność, powinno być też coś takiego jak męska. Nie chciał być częścią tej choroby. Znalazł mój numer w mediach społecznościowych i postanowił zadzwonić, zamiast pisać. Powiedział jeszcze:
Jeśli chcesz dowodów, śmiało powiedz wyślę ci wszystko. Nie mam nic do ukrycia.
Odpowiedziałem, że chcę to zobaczyć. Minuty później na moim telefonie pojawiły się rozmowy, nagrania głosowe, zdjęcia wszystko. Umówione spotkania, to jak do niego pisała… Te same słowa, te same komplementy, te same puste obietnice, które słyszałem od niej przez lata.
Poczułem taki ścisk w klatce piersiowej, że pomyślałem, iż zemdleję. Kochałem ją, planowałem przeprowadzkę do Krakowa, poważnie myślałem o pierścionku zaręczynowym i wspólnym życiu.
Zadzwoniłem do niej i postawiłem sprawę jasno. Nie zaprzeczyła. Najpierw próbowała to umniejszyć, potem się zezłościła, że “ktoś się wtrąca”, następnie zaczęła płakać, mówiąc, że jest zagubiona i nie wie, czego chce. Że nie myślała, że dowiem się w taki sposób.
Rozłączyłem się.
I wtedy to do mnie dotarło. Nie tylko mężczyźni zdradzają. Są też kobiety, które potrafią perfidnie kłamać, lawirować pomiędzy kilkoma związkami i doskonale wiedzieć, co robią.
Straciłem związek, w którym pokładałem nadzieje, ale dziś jestem wdzięczny temu facetowi, że wykazał się odwagą i ludzką przyzwoitością, by mnie ostrzec. Bo gdyby nie on, dziś byłbym zaręczony z kobietą, która prowadzi podwójne a nawet potrójne życie i nie ma z tego powodu najmniejszych wyrzutów sumienia.



