Moja była bratowa pojawiła się na wigilijnej kolacji i wszystkim opadły szczęki.
Gdy dzwonek do drzwi zabrzmiał o 20:47 trzydziestego pierwszego grudnia, cała rodzina spojrzała po sobie, jakby właśnie walnął alarm przeciwpożarowy. Mama upuściła chochlę prosto do garnka z grochem, tata przerwał kolędę w połowie refrenu, a ja prawie udławiłam się pierniczkiem.
Kogo jeszcze się spodziewamy? spytała mama, szybko przeliczając gości w głowie.
Mój brat Marcin oderwał wzrok od kanapy, gdzie budował wieżę z klocków ze swoją czteroletnią córką, Kingą. Twarz mu zbielała dosłownie na oczach.
To niemożliwe mruknął.
Ale wszystko możliwe, bo kiedy otworzyliśmy drzwi, stała w nich Agnieszka moja była bratowa od sześciu miesięcy, z miską sałatki jarzynowej w jednej ręce i butelką wina w drugiej.
Rodzinko! zawołała Agnieszka z promienistym uśmiechem. Szczęśliwego Nowego Roku!
Zapadła cisza gęsta, że można by ją krajać nożem do szynki.
Agnieszko zaczęłam dyplomatycznie. Przecież?
Że niby z Marcinem się rozstaliśmy? dokończyła, wchodząc jakby nigdy nic. No pewnie! Ale rozstałam się z NIM, a nie z WAMI. Przecież nie świętujemy dziś z Marcinem tylko, prawda? Świętujemy z RODZINĄ.
Mama całe szczęście urodzona dyplomatka ogarnęła sytuację pierwsza.
W sumie… Ma to sens.
Mamo! oburzył się Marcin.
Ciociu Agnieszko! wydarła się Kinga i rzuciła jej się w ramiona.
I wtedy każde z nas zrozumiało, że walka skończona.
Potem nastąpiła najbardziej surrealistycznie zgodna kolacja mojego życia. Agnieszka usiadła na swoim dawnym miejscu, pomagała rozdawać schab pod pierzynką, a sól do Marcina podała tak naturalnie, że wszystkim wypadły sztućce z rąk.
Puree ziemniaczane? spytała brata.
…Tak, dziękuję wyjąkał, w totalnym szoku.
Nadal chrapiesz jak traktor?
Agnieszka, proszę cię
Powinieneś ostrzec swoją nową dziewczynę. Niech wie, co ją czeka.
NIE MAM żadnej dziewczyny!
No i dobrze. Nie ma pośpiechu.
Tata kopnął mnie pod stołem, ledwo powstrzymując śmiech. Mama udawała, że jest szalenie zainteresowana swoim winem.
Kulminacją absurdu był moment wręczania prezentów. Agnieszka miała dla każdego coś przygotowane. Nawet dla Marcina książkę o medytacji i radzeniu sobie z nerwami.
Czasami bardzo się denerwujesz, jak chodzi o segregację śmieci wyjaśniła łagodnie, gdy rozwijał prezent szczęką napiętą jak cięciwa łuku.
Ostatecznie całą fortecę naszych oporów rozbroił widok, jak Kinga zasypia na kanapie głową w ramionach mamy, nogami na kolanach taty. Agnieszka i Marcin wymienili się tym spojrzeniem, które mogą mieć tylko ludzie, którzy przeszli razem coś ważnego.
Ty przecież zawsze będziesz rodziną szepnęła mama, kładąc rękę na Agnieszce. Nieważne, czy się rozstaliście.
Gdy później zmywaliśmy talerze, pomyślałam, że moja rodzina to kompletna komedia absurdu ale za to nasza własna.
Marcin przemaszerował przez kuchnię, niosąc śpiącą Kingę do samochodu.
Odwiozę cię do domu rzucił do Agnieszki z westchnieniem pogodzonego z losem człowieka.
Kto by nie kochał takiego dżentelmena! Patrz, za to się w tobie zakochałam!
No widzisz, i dlatego się rozwiedliśmy.
Oboje jednak się uśmiechali. Ciekawe, co ich czeka w Nowym Roku.



