„Dzięki, Włodku! Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła” – wiadomość rozbłysła na ekranie smartfona.
Telefon męża zadrgał właśnie w jej dłoni. Kinga mimowolnie rzuciła okiem na ekran. Nadawcą była jakaś Marysia. Końcówkę wiadomości ozdabiał kokieteryjny emotikon w kształcie serduszka.
Kinga szeroko otworzyła oczy. Marysia? Włodek? Mogłaby pomyśleć, że to jakaś daleka krewna albo koleżanka z pracy, gdyby nie jedno „ale”: mąż nie miał wśród znajomych żadnej Marysi. A może jednak miał?
Gwałtownie podniosła wzrok. Najpierw trzeba się dowiedzieć, potem wyciągać wnioski. Ale serce już ścisnęła zazdrość.
— Kim jest Marysia? — Kinga starała się, by głos jej nie zadrżał.
Włodzimierz, który w tej chwili spokojnie pił kawę, nawet nie od razu zrozumiał, o co chodzi.
— Co?
— Marysia — przez zęby wyrzuciła Kinga, podsuwając mu telefon. — Kto to?
Mąż spojrzał na ekran, w oczach przemknął mu błysk napięcia. Szybko odwrócił wzrok i wzruszył ramionami.
— A… To Marina.
Kinga zastygła.
— Jaka Marina?
— No… Moja była. Nic między nami nie ma.
Powoli odłożyła jego telefon na stół i skrzyżowała ręce na piersi.
— Była dziewczyna nazywa cię „Włodkiem” i dziękuje z serduszkiem? Naprawdę?
Włodek znów wzruszył ramionami, jakby to nie było warte dyskusji.
— No tak. Trochę jej pomogłem. Poprosiła o pożyczkę, dałem.
Kingę zalała fala złości.
— Dałeś pieniądze swojej byłej?!
— No tak, co w tym złego?
— Co w tym złego?! — przedrzeźniła go. — Serio? Uważasz, że to normalne? Brać kasę z naszego wspólnego budżetu i przekazywać jakimś Marysiom?
W końcu spojrzał jej w oczy.
— Kinga, robisz z igły widły. Nie jesteśmy wrogami, znamy się od lat. Dlaczego nie mogłem jej pomóc?
Roześmiała się, ale w tym śmiechu nie było radości.
— Jesteś żonaty, Włodek. Żonaty! Ze mną. A pomagasz tej, z którą byłeś przede mną.
Westchnął zirytowany, jakby tłumaczył coś oczywistego małej dziewczynce.
— No ale nie rozstaliśmy się w gniewie. To nie jest dla mnie obca osoba.
— A ja jestem?
Włodzimierz milczał. Kinga pokręciła głową z rezygnacją i ciężko westchnęła.
— Jak długo to już trwa?
— Co konkretnie?
— Wasza urocza wymiana uprzejmości.
Znów odwrócił wzrok.
— Zawsze utrzymywaliśmy kontakt. Jeszcze przed tobą. Po prostu wcześniej o tym nie mówiłem. Nie chciałem cię denerwować.
Kinga poczuła, jak w środku wszystko stygnie.
— Czyli przez dwa lata to ukrywałeś?
— Nie ukrywałem! Po prostu nie widziałem potrzeby mówić. Nie zdradzam cię. Nie ma powodu do nerwów.
Powoli wypuściła powietrze, walcząc, by nie wrzasnąć ze złości.
— I często jej pomagasz?
— No, czasem. Zwykle drobiazgi. Raz szafę złożyć, raz komputer naprawić.
— Czyli ty, mój mąż, biegasz pomagać innej kobiecie jak jakiś złota rączka?
— O co ci chodzi?! — warknął. — Pomogłem, dałem kasę! To zbrodnia?! Tobie też bym pomógł!
Kinga spojrzała na niego z zimną determinacją.
— Jeśli nie widzisz w tym nic dziwnego, to znaczy, że mamy różne spojrzenie na związki.
Odwróciła się i wyszła z kuchni. Nie chciała teraz widzieć jego twarzy.
Nie pamiętała, jak minął ten dzień. W środku kipiało od złości, urazy i dezorientacji. Próbowała spokojnie analizować sytuację, ale w głowie kołatało tylko jedno: „Jak mogłam tego nie zauważyć?”
Włodzimierz nie wyglądał na winnego. Teraz już nie ukrywał, że utrzymuje kontakt z Marysią, ale zachowywał się, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
W ciągu następnych dwóch tygodni puzzle zaczęły się układać. Teraz, gdy Kinga wiedziała, czego szukać, obraz stał się jasny. Jej mąż wcześniej regularnie „zostawał w pracy” co kilka dni. Co kilka dni jego była nagle miała „paliący problem”, który wymagał natychmiastowego rozwiązania.
— Wieczorem wpadnę do Marysi — rzucił od niechcenia Włodzimierz przy kolacji. — Zepsuła jej się pralka.
Kinga odłożyła widelec i zmrużyła oczy.
— Innych hydraulików w mieście nie ma?
— No weź, co mi to szkodzi pomóc?
— Tobie — nie. A mnie szkodzi to znosić.
— Znowu to samo! Znowu swoje?
— Oczywiście, że znowu — odparła lodowato. — Bo twoja była ma tendencję do „nagłych awarii” zbyt często. Dobrze, że nie macie wspólnego dziecka.
Włodzimierz spojrzał na nią z lekkiem irytacją, ale wrócił do jedzenia.
— A gdyby to była np. sąsiadka albo moja matka? Też byś zabroniła pomóc?
— Różnica w tym, że „np. sąsiadka” nie wzywałaby cię co drugi dzień.
— Kinga — Włodek zmęczonym gestem odłożył widelec. — Jak Boga kocham, zachowujesz się, jakbym cię zdradzał.
— Nie wiem, czy zdradzasz, ale zachowujesz się podejrzanie. I to mnie wkurza — odcięła się Kinga.
Pokrzywił się.
— Nie ufasz mi.
— A mam powód?
Zapadła cisza.
Trzy dni później Marysia znów dała o sobie znać.
— Dzwoniła Marysia — oznajmił obojętnie Włodzimierz. — Mówi, że kupiła lodówkę, ale nie ma czym przewieźć.
Kinga powoli się do niego odwróciła.
— Chcesz powiedzieć, że rzucisz wszystko, weźmiesz samochód i pojedziesz jej to przewozić?
— No a co w tym złego?
— Włodek, naprawdę nie widzisz problemu?
— Widzę, że znowu robisz aferę.
— Nie, to ty robisz cyrk, a ja nie mam ochoty w nim uczestniczyć. Twoja była dzwoni, a ty lecisz na pierwsze zawołanie! Jeśli tak bardzo chcesz się nią opiekować, możesz od razu się do niej wprowadzić. Zaoszczędzisz na paliwie.
— Mówisz poważnie?
— Absolutnie.
— Czyli mnie wyrzucasz, tak?
— Nie, Włodek. Daję ci wybór. Albo jesteśmy razem, albo osobno. Nie chcę cię więcej widzieć.
Odwróciła się i wyszła. Nie zamierzała dać się wciągnąć w jego gierPo miesiącu Kinga spotkała Włodka w kawiarni – siedział z Marysią, trzymając ją za rękę, i wtedy zrozumiała, że dobrze zrobiła, kończąc ten związek.



