Była miłość

„Dziękuję ci, Krzysiu! Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła” — pojawiło się w powiadomieniu na ekranie telefonu.

Telefon męża zadrgał właśnie w jej dłoniach. Kinga mimowolnie spojrzała na wyświetlacz. Nadawcą była jakaś Marysia. Koniec wiadomości zdobił uśmiechnięty buziak z serduszkiem.

Kinga szeroko otworzyła oczy. Marysia? Krzysiu? Można by pomyśleć, że to jakaś daleka krewna albo koleżanka z pracy, gdyby nie jeden szczegół: mężowi nie było wśród znajomych żadnej Marysi. A może jednak była?
Spojrzała na niego ostro. Najpierw trzeba wyjaśnić, potem wyciągać wnioski. Ale serce ścisnęła zazdrość.

— Kto to jest Marysia? — Kinga starała się, by głos nie zadrżał.

Krzysztof, który spokojnie popijał kawę, nawet nie zrozumiał od razu, o co chodzi.

— Co?
— Marysia, — wycedziła, pokazując mu telefon. — Kto to?

Mąż spojrzał na ekran, w jego oczach przemknął niepokój. Odwrócił wzrok i wzruszył ramionami.

— To… no, Marysia.

Kinga zastygła.

— Jaka Marysia?
— No… była dziewczyna. Nie ma między nami nic poważnego.

Powoli odłożyła jego telefon na stół i skrzyżowała ręce na piersi.

— Była dziewczyna nazywa cię „Krzysiem” i dziękuje z serduszkiem? Na serio?

Krzysztof znów wzruszył ramionami, jakby to była błahostka.

— No tak. Trochę jej pomogłem. Pożyczyła trochę pieniędzy.

Kingę zalała fala złości.

— Dałeś pieniądze swojej byłej?!
— No tak, co w tym złego?
— Co w tym złego?! — przedrzeźniła go. — Naprawdę? Uważasz, że to normalne? Brać z naszego budżetu i przelewać jakiejś Marysi?

W końcu spojrzał jej w oczy.

— Kinga, robisz z igły widły. Znamy się od lat. Dlaczego nie mogłem pomóc?

Roześmiała się, ale w tym śmiechu nie było radości.

— Jesteś żonaty, Krzysiu. Żonaty! Ze mną. A pomagasz tej, z którą byłeś przede mną.

Westchnął zirytowany, jakby tłumaczył coś dziecku.

— Nie rozstaliśmy się w gniewie. To nie jest obca osoba.
— A ja jestem ci obca?

Krzysztof milczał. Kinga pokiwała głową i ciężko westchnęła.

— Od jak dawna to trwa?
— Co konkretnie?
— Wasza urocza wymiana uprzejmości.

Znów odwrócił wzrok.

— Zawsze rozmawialiśmy. Jeszcze przed tobą. Po prostu wcześniej nie mówiłem, żeby cię nie denerwować.

Kinga poczuła, jak lodowacieje w środku.

— Czyli przez dwa lata to ukrywałeś?
— Nie ukrywałem! Po prostu nie widziałem sensu mówić. Nie zdradzam cię. Nie masz powodów do niepokoju.

Wzięła głęboki oddech, powstrzymując krzyk.

— I często jej pomagasz?
— No, czasem. Zwykle drobiazgi. Szafa do złożenia, komputer do naprawy.
— Czyli mój mąż biega pomagać innej kobiecie jak zwykły hydraulik?
— O co ci chodzi?! — warknął. — Pomogłem, pożyczyłem! To zbrodnia?! Tobie też pomógłbym!

Spojrzała na niego z zimą determinacją.

— Jeśli nie widzisz w tym nic dziwnego, znaczy, że mamy różne pojęcie o związku.

Odwróciła się i wyszła z kuchni. Nie chciała teraz widzieć jego twarzy.
Nie pamiętała, jak minął ten dzień. Czuła złość, rozgoryczenie, chaos. Próbowała zachować spokój, ale w głowie kołatało tylko jedno: „Jak mogłam tego nie zauważyć?”

Krzysztof nie wyglądał na winnego. Teraz nawet nie ukrywał kontaktu z Marysią, ale zachowywał się, jakby to była oczywistość.
W ciągu kilku tygodni układanka się dopełniła. Teraz, gdy Kinga wiedziała, czego szukać, wszystko stało się jasne. Jej mąż regularnie zostawał po pracy co kilka dni. Co kilka dni Marysia miała „nagłą awarię”, którą trzeba było naprawić.

— Wieczorem wpadnę do Marysi, — rzułł obojętnie przy kolacji. — Zepsuła się jej pralka.

Kinga odłożyła widelec i zmrużyła oczy.

— Innych hydraulików w Krakowie nie ma?
— Daj spokój, co to za problem pomóc?
— Dla ciebie — nie. Dla mnie — tak.
— Znowu to samo! Zawsze tylko ta Marysia!
— Oczywiście, — odparła zimno. — Bo twoja była nagle ma ciągle „awarie”. Dobrze, że nie macie dziecka.

Krzysztof spojrzał na nią z irytacją, ale jadł dalej.

— Gdyby to była sąsiadka albo moja matka, też byś zabroniła?
— Różnica w tym, że „inni” nie wołali by cię co drugi dzień.
— Kinga, — odłożył widelec. — Zachowujesz się, jakbym cię zdradzał.
— Nie wiem, czy zdradzasz, ale twoje zachowanie jest dziwne. I mnie to denerwuje.

Uśmiechnął się krzywo.

— Nie ufasz mi.
— A mam powody?

Zapadła cisza.
Trzy dni później Marysia znów dała znać.

— Dzwoniła Marysia, — oznajmił spokojnie. — Kupiła lodówkę, ale nie ma jak przewieźć.

Kinga powoli się odwróciła.

— Więc rzucisz to i pojedziesz jej wozić lodówkę?
— No, co w tym złego?
— Krzysiu, naprawdę nie widzisz problemu?
— Widzę, że robisz z tego dramat.
— Nie, to ty robisz cyrk, a ja nie chcę w nim uczestniczyć. Jeśli chcesz się nią opiekować, możesz od razu się do niej wyprowadzić. Zaoszczędzisz na benzynie.
— Mówisz poważnie?
— Absolutnie.
— Więc mnie wyrzucasz?
— Nie. Daję ci wybór. Albo jesteś w tym związku, albo osobno.

Wyszła z pokoju. Nie zamierzała dać się wciągnąć w jego gierki.
Minęła doba od ich ostatniej rozmowy. Kinga siedziała w kuchni i wpatrywała się w telefon. Krzysztof nie dzwonił. Wyjechał — nie do Marysi, tylko do kumpla, ale fakt pozostawał faktem. Czekała. Może zrozumie? Ale nic się nie działo.
Drugiego dnia wrócił, jak gdyby nigdy nic.

— No i co, ochłonęłaś? — zapytał, wchodząc do sypialni.

Kinga powoli się odwróciła.

— To twój sposób na rozwiązanie sprawy? Zniknąć i wrócić, jakby nic się nie stało?

Westchnął ciężko, jakby rozmowa z nią to była udręka.

— King— Kinga, nie ma sensu się kłócić — odparł, sięgając po swój telefon, ale jego oczy zdradzały, że już dawno dokonał wyboru, choć jego serce wciąż nie chciało się do tego przyznać.

Rate article
Fajna Tajna
Była miłość