Mieszkałam sama w dużym mieszkaniu. Nie miałam męża, a dzieci od dawna miały już własne rodziny. Postanowiłam zamieszkać z bratanicą, która właśnie skończyła szkołę i zaczęła studiować w moim mieście. Lepiej mieszkać z rodziną niż z nieznajomymi.
Dla mnie Wiktoria była jak córka. Często zastępowałam jej matkę. Zawsze konsultowała się ze mną, czy to w sprawie nowej sukienki, czy nowego chłopaka.
Nie pobierałam od niej pieniędzy za pobyt. To moja rodzina. Dziewczyna, aby mi podziękować, zawsze sprzątała mieszkanie. Jednym słowem zachowywała się jak Kopciuszek. Ja z kolei nie chciałam być dla niej złą macochą. Ciągle prosiłam, aby przeznaczyła więcej czasu na naukę, a nie na sprzątanie. Uśmiechała się i odpowiadała, że nie jest jej trudno to pogodzić.
Minęły cztery lata, Wiktoria ukończyła studia na Uniwersytecie. Jej rodzice przyjechali, aby odebrać jej rzeczy, ponieważ ich córka przeprowadzała się do innego miasta. Przywitałam ich z pięknie nakrytym stołem, kawą i ciastem. Dawno nie widziałam moich krewnych. Oni jednak nie przyjechali po to, aby uczcić ukończenie studiów córki.
Wiktoria mieszkała u mnie i pracowała przez cztery lata. Nigdy nie wzięłam od niej żadnych pieniędzy za mieszkanie. Teraz bratanica i jej rodzina, postanowili zażądać ich ode mnie. Przywieźli nawet wyliczenie, na którym były wszystkie prace, które wykonywała ich córka oraz cena. Mianowicie: sprzątanie, chodzenie do sklepu, gotowanie, pranie i tym podobne. Przez cztery lata byłam im winna 240 000 zł. Dali mi nawet zniżkę. Taka „obsługa” kosztowała mnie około 5000 zł miesięcznie. W roku 12 miesięcy – 60 000 zł. Wiktoria była moją „służącą” przez 4 lata.
Tak wszystko szczegółowo wyjaśniła mi bratanica i jej rodzice:
– „Zapisywałam wszystko, robiłam też kopie, dałam nawet zniżkę. Pięć tysięcy miesięcznie to bardzo mało. Dlatego chcę wszystkie pieniądze naraz”.- powiedziała z przekonaniem Wiktoria.
– „Dlaczego tak mało?” – zapytałam ze zdziwieniem i sarkazmem moją sumienną bratanicę.
– “Jesteś moją ciotką, nie mogłam prosić o więcej. Mogę ci podzielić wypłatę pieniędzy na części, ale wtedy będą odsetki. – odpowiedziała z dumą dziewczyna.
Dodała też, że pieniądze potrzebuje jednak natychmiast, bo ma na nie jakieś bardzo duże plany.
Mój brat, również niestojący z boku, powiedział, że mam dobrą emeryturę, ponieważ jestem niepełnosprawna. Kazał mi się za długo nie zastanawiać i szybko dawać pieniądze, zagroził nawet, że wyrzuci mnie z własnego mieszkania.
Wtedy moja cierpliwość się skończyła i nie spodziewając się tego, odpowiedziałam:
– “Teraz ja powiem ci liczby, które Bóg widzi, ale ja nie chciałam o nich wspominać. Miesiąc koszt za wynajem takiego mieszkaniu, w centrum miasta to 4000 zł. Wiktoria mieszkała tu przez wszystkie dwanaście miesięcy w roku, ponieważ bardzo rzadko wracała do domu. Ogólnie rzecz biorąc, cztery lata po 12 miesięcy to 4 000 x 48 = 192 000 zł. Pozostałe opłaty, zaokrąglamy, nie jestem bestią, niech będzie 2 000 miesięcznie. W sumie 2 000 x 48 = 96 000 zł. Podsumowując wszystkie powyższe liczby, mamy 288 000 zł. Dałam ci jeszcze zniżkę, bo moje mieszkanie kosztuje więcej niż 4 000 miesięcznie.
Drodzy krewni, patrząc na wszystkie te kwoty, chcę powiedzieć, że jesteście mi winieni 48 000 zł. Poniewaz dzisiaj jest taki dobry dzień, a także ukończenie studiów twojej córki, więc podaruję wam te pieniądze. Poproszę, żebym w zamian za to, nie musiała już nigdy więcej oglądać waszych twarzy. Dziękuję za uwagę”.
Mój brat chciał powiedzieć coś jeszcze, jednak żona go uciszyła.
Z takimi krewnymi nie mam już nic wspólnego, prawie się nie widujemy. Może jednak mieli sumienie, albo znaleźli inną ciotkę, od której w ten sposób wyłudzają pieniądze.
Jednak lepiej mieszkać z nieznajomymi niż z rodziną.


