Anna ma sześćdziesiąt lat. Wraz z mężem mieszka w dwupokojowym mieszkaniu w Warszawie. Jednak trzeba tu coś sprostować właściwie z nim nie mieszka, raczej znosi go od wielu lat. Jego charakter jest trudny do wytrzymania zapatrzony w siebie, dumny, chłodny i nieprzystępny. W domu wszystko zawsze musi być po jego myśli. Dlatego Anna wytrzymała z nim tyle lat.
Doczekali się dwójki dzieci. Ich córka, Grażyna, wyszła za mąż w wieku dwudziestu ośmiu lat i od dwunastu lat tworzy rodzinę z Pawłem. Wzięli kredyt na mieszkanie, jak to dziś bywa i dobrze, bo radzą sobie nieźle ze spłatą rat. Każda premia i dodatkowy grosz od razu idzie na spłatę kredytu.
Grażyna i Paweł oboje pracują, mają czas, żeby zająć się dziećmi, ubrać je, zapewnić im dobre wychowanie. Za to brat Grażyny, Przemek, ma się lepiej niż ona. Własnych mieszkań w Warszawie ma kilka, poza tym dom poza miastem.
Pewnego razu Przemek zadzwonił do Grażyny, żeby przekazać jej wiadomość: Mama podjęła decyzję o rozwodzie, wszystko z jej strony. Mieszkanie sprzedali, a pieniądze podzielili na pół. Ojcu obiecałem się zająć, a tobie przypadła mama powiedział Przemek. Jak to mam się mamą zająć? Wiesz, że mamy tylko dwa pokoje, do tego dwójka dzieci. Gdzie ona miałaby spać? Grażyna zapytała z niepokojem. Czy ja mam za ciebie myśleć? Chcesz zostawić własną matkę? odparł Przemek. Paweł też na pewno nie będzie zadowolony dodała Grażyna. To już wasza sprawa odpowiedział tylko i rozłączył się.
Przemek już wcześniej opróżnił jedną ze swoich kawalerek na Mokotowie i oddał klucze ojcu. Nie musiał się długo zastanawiać. Grażyna zrozumiała, że nie ma wyjścia i musi wziąć nowy kredyt, aby zapewnić mamie dach nad głową. Ku jej zdziwieniu bank przyjął wniosek. Mieszkanie wpisała na siebie, a wkład własny pochodził z części, którą mama otrzymała ze sprzedaży starego lokum.
Od tego czasu Grażyna musi ciężko pracować, żeby spłacać kolejne raty. Paweł dotąd nie potrafi pogodzić się z decyzją żony. Chodzi czasem posępny, uważa, że ludzie w wieku jej rodziców nie powinni się już rozchodzić. Przecież cała odpowiedzialność spada na barki dzieci. To niesprawiedliwe. A co wy o tym myślicie? Czy Paweł ma rację?



