**Brak oddechu**
Ewa powoli przekręciła klucz w zamku i ostrożnie weszła do mieszkania. Choć starała się zamknąć drzwi jak najciszej, zamek i tak głośno kliknął. Nie zapalając światła, rozebrała się i na palcach przemknęła w stronę swojego pokoju… Nagle w ciszy rozległ się dźwięk włącznika – brzmiał jak wystrzał.
– Ewa, gdzie byłaś? Dlaczego tak późno? Dzwoniłam do Kasi. Okłamałaś mnie – dobiegł ją głos matki.
Dziewczyna zastygła w miejscu, gwałtownie wciągnęła powietrze i odwróciła się w stronę matki.
– A ty czemu nie śpisz? – odparła, starając się ukryć drżenie głosu.
– Jak mogłabym spać, kiedy ciebie nie ma w domu? Martwiłam się – powiedziała mama, patrząc na córkę z niepokojem.
– Jestem już dorosła, mamo. Przestań mnie pilnować – burknęła Ewa.
– Tak, tak, dorosła… – Machnęła ręką i wróciła do pokoju, ale drzwi zostawiła uchylone.
Ewa zawahała się, po czym podeszła za nią i usiadła na kanapie.
– Mamo, przepraszam. Zupełnie straciłam poczucie czasu.
Matka wyglądała na wyczerpaną i bladą. Ostre światło lampy uwydatniało zmarszczki i sińce pod jej oczami, w których krył się cichy wyrzut.
– Nie byłam sama. Z Piotrem. Poszliśmy do kina, a potem na spacer. Nie musisz się o mnie martwić.
– Z Piotrem?
– Tak. Poznałam go dwa tygodnie temu. Jest taki… interesujący, tyle wie. – Na ustach Ewy pojawił się uśmiech, a wzrok zaszklił się od wspomnień. Przytuliła się mocniej do matki, opierając głowę na jej ramieniu.
– Więc ostatnim razem też byłaś z nim, a nie u Kasi?
– Przepraszam.
– Wszystko rozumiem, ale dlaczego od razu nie powiedziałaś? On też studiuje? Będziecie razem na uczelni?
– On już skończył studia, pracuje – odparła szybko Ewa.
– Więc jest starszy? Ojej, córeczko… – Westchnęła mama, a Ewa uniosła głowę, gotowa do obrony. Ale matka uprzedziła ją. – Poznasz mnie z nim?
– Oczywiście. Spodoba ci się.
– Nie zauważyłam, kiedy tak dorosłaś – powiedziała smutno mama, patrząc na córkę. – Już późno, idź spać.
– Dobranoc, mamo. – Ewa pocałowała matkę w policzek i wyszła do swojego pokoju.
Położyła się, wpatrując się w sufit, i w myślach wracała do każdego słowa, każdego pocałunku, marząc…
Gdy się obudziła, mama już wyszła do pracy. Ewa umyła się, zjadła przygotowane śniadanie i sięgnęła po telefon.
– Cześć, już w pracy? – zapytała wesoło.
– Tak – odpowiedział Piotr ostrym tonem.
– Przeszkadzam? – Ewa zaniepokoiła się, słysząc jego zdystansowany głos.
– Tak. Oddzwonię później. – Rozłączył się.
– „Wam”? – Dziewczyna bezmyślnie wpatrywała się w zgaszony ekran.
„Pewnie ktoś przy nim był” – pomyślała i zaczęła czekać na jego telefon. Próbowała czytać, ale słowa nie docierały do jej świadomości. Odłożyła książkę. W telewizji nie było nic ciekawego. Zadzwoniła do Kasi i umówiły się na spacer.
Przyjaciółki jadły lody, a Ewa chwaliła się, że jest zakochana, gdy nagle zadzwonił Piotr.
– Przepraszam, Bocianko, zadzwoniłaś w nieodpowiednim momencie. Byłem zajęty. Spotkamy się wieczorem?
– Tak – odparła uradowana Ewa.
– Mama chce cię poznać – powiedziała mu przy spotkaniu.
– Powiedziałaś jej o nas? – Piotr zmarszczył brwi. – Nie jest przeciwna, że się spotykamy? – Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
– A dlaczego miałaby być?
– Dopiero niedawno jesteśmy razem… Znajomość z rodzicami sugeruje poważne zamiary…
– A nasze relacje nie są poważne? – Ewa spięła się.
– Traktuję cię bardzo poważnie – przytulił ją tak mocno, że nie widziała jego twarzy. – Po prostu twoja mama zacznie mnie przesłuchiwać.
– Często poznawałeś rodziców dziewczyn? Przyznaj się – szturchnęła go żartobliwie pięścią.
– Kilka razy.
– Ale nie masz nic do ukrycia? Albo tajnej komnaty, gdzie trzymasz swoje eks? – Zaśmiała się. – Może jesteś żonaty?
– Oczywiście, że nie. Skąd ci to przyszło do głowy?
– Dobra, dokąd idziemy? – zmieniła temat.
– Nie mam dużo czasu, mama prosiła, żebym wrócił wcześniej. Może po prostu pospacerujemy? – Piotr mocno ją objął i pocałował.
Ewę przeszedł dreszcz, a oddech stał się nierówny. Wszelkie wątpliwości zniknęły.
Szli, trzymając się za ręce, a on opowiadał, jak nie mógł zasnąć, jak za nią tęsknił. Nigdy wcześniej tak się nie czuł. Obiecał, że gdy mama poczuje się lepiej, zaprosi ją do siebie i się poznają. Po śmierci ojca mama denerwuje się na każdy dzwonek telefonu, więc wyłącza go w domu…
Ewa słuchała, wyobrażając sobie ich wspólne życie, jak będzie na niego czekać po pracy, a on wróci z kwiatami… To wystarczyło, by jej serce drżało ze szczęścia.
– Więc przyjdziesz w sobotę? – zapytała na pożegnanie. – Mama upiecze swój słynny czekoladowy tort.
Zamiast odpowiedzi Piotr pocałował ją namiętnie.
W sobotę zadzwonił i powiedział, że mamie jest źle, przyjechało pogotowie, nie może jej zostawić…
Ewa była przygnębiona.
– Nic nie szkodzi. To dobrze, że jest takim troskliwym synem. Znaczy, że i dla żony będzie dobry. Zjedzmy tort – powiedziała mama.
Ewa bez apetytu, tylko dla świętego spokoju, zjadła kawałek. Potem błąkała się po mieszkaniu, nie wiedząc, co z sobą zrobić. Marzyła, że spędzą ten dzień razem. A Kasia wyjechała z rodzicami na działkę.
Wyszła na spacer. Czuło się już jesień, ale ostatnie ciepłe dni były zbyt piękne, by je przegapić. Oddaliła się od domu, kupiła lody i właśnie je rozpakowywała, gdy nagle zobaczyła Piotra. Pchał wózek, a obok niego szła młoda, ładna kobieta z długimi blond włosami. Ewa schowała się za drzewo i obserwowała.
Gdy odeszli, staEwa powoli wróciła do domu, ucząc się na nowo oddychać bez niego, bo zrozumiała, że czasami miłość to nie to, co obiecują, ale to, czego nas uczą.



