Brak miejsca pod własnym dachem

Wracając od córki, Wanda wstąpiła po drodze do sklepu po zakupy. Szła właśnie do przejścia dla pieszych, gdy nagle zobaczyła Jadwigę postarzałą, przygarbioną kobietę. Najpierw pomyślała, że się pomyliła, ale przyjrzawszy się bliżej, była pewna to na pewno ona.

– Jadziu! zawołała, widząc, jak tamta idzie ciężkim, szurającym krokiem. Przemknęła jej przez myśl:
– Coś kiepsko wygląda

Jadwiga podniosła głowę i uśmiechnęła się zmęczonym, wymuszonym uśmiechem.

– Wandziu, kochanie, witaj! Od razu cię poznałam, choć tak dawno się nie widziałyśmy.

Kiedyś pracowały razem, nawet się przyjaźniły, choć dzieliło je pięć lat. Gdy Wanda przeszła na emeryturę, Jadwiga już była na emeryturze, ale dalej pracowała.

– O Boże, nie mogę się doczekać emerytury, ani dnia dłużej nie będę harować mówiła Wanda, a koleżanka patrzyła na nią z zazdrością.

– Tobie dobrze, a ja nie wiem, jak długo jeszcze będę musiała pracować. Pomagam dzieciom, spłacam kredyty.

Po tym, jak Wanda odeszła z pracy, już się nie widywały.

– Jadziu, sto lat! Dawno cię nie widziałam ucieszyła się Wanda.

– No tak, czas leci Ja już siedemdziesiątka, właśnie wracam z apteki. Mieszkam teraz niedaleko.

– Jak to niedaleko? zdziwiła się Wanda. Wiedziała, że Jadwiga mieszkała w domku na przedmieściach. – Sprzedałaś dom?

– Teraz mieszkam u siostry w dwupokojowym mieszkaniu, a do tego sprowadziłyśmy mamę ze wsi. Ma już dziewięćdziesiąt dwa lata, opiekujemy się nią. W domku było mi lepiej, ale zawiesiła głos. – Nie mogę się przyzwyczaić do mieszkania, duszno, w tym betonowym pudełku trudno oddychać. Całe życie mieszkałam w drewnianym domu.

– Iii? Dlaczego nie mieszkasz tam dalej? usiadły na ławce, bo ani jedna, ani druga nie miała się gdzie spieszyć.

Wanda i Jadwiga przyjaźniły się, odwiedzały się nawzajem. Jadwiga zawsze była uśmiechnięta, miłą kobietą. Jej otwartość przyciągała ludzi jak magnes. A jaka była gospodynią! W domu zawsze czysto, na stole pełno smakołyków ogórki, pomidory, zioła z ogródka, jagody. Zawsze gościnna, wtedy jeszcze miała męża. Ale z mężem nie układało się najlepiej pił, awanturował się, choć nie pożył długo. Jadwiga została sama z dwójką dzieci, ale specjalnie nie płakała. Tak, trudno było samej, ale przynajmniej było spokojnie. Wcześniej żyła jak na wulkanie czekała, aż mąż wróci z pracy i zastanawiała się, w jakim stanie się zjawi.

Czas mijał. Dzieci dorosły. Najpierw ożenił się syn, wynajmował z żoną mieszkanie. A gdy żona zaszła w ciążę, wprowadzili się do Jadwigi.

– Mamo, będziemy u ciebie mieszkać, pomożesz nam z dzieckiem poinformował syn, nie pytając o zdanie.

– No skoro tak zdecydowaliście, to dobrze odpowiedziała, choć trochę ją to zabolało.

Córka też mieszkała z matką, miejsca starczało dla wszystkich. Gorzej było, gdy urodził się wnuk. Dziecko często płakało w nocy, nikt nie mógł się wyspać. Jadwiga jeździła do pracy z bólem głowy, ale co było robić dziecko to dziecko.

Pomagała z wnukiem, w weekendy z nim wychodziła, żeby odciążyć synową. Czasem syn z żoną wyjeżdżali do znajomych, a wnuka zostawiali u babci na cały weekend.

– Dlaczego nie biorą dziecka ze sobą? dziwiła się Wanda, gdy Jadwiga opowiadała o domowych sprawach.

– No, chcą odpocząć, iść do knajpy, na ryby, do znajomych na działkę, do sauny Zmęczeni są.

– A ty nie jesteś zmęczona? Pracujesz cały tydzień, też byś chciała odpocząć dziwiła się przyjaciółka.

Ponownie czas płynął. Pewnego dnia córka oznajmiła:

– Mamo, wychodzę za mąż. Musisz nas wesela sfinansować.

Jadwiga zdębiała, ale córka tłumaczyła, że narzeczony nie ma rodziny co było kłamstwem, bo pochodził z innego regionu, jego matka piła, a ojca nigdy nie znał.

– Może bez wesela się obejdzie? zaproponowała Jadwiga.

– Co ty mówisz?! Brat miał wesele, a ja nie? Też chcę białą sukienkę!

– Będę musiała wziąć kredyt westchnęła.

– Dobrze, ja wezmę, a ty pomożesz go spłacić. No i będziemy mieszkać u ciebie. Nie damy rady płacić i za kredyt, i za mieszkanie.

Jadwiga wiedziała, że będzie ciasno. Ale co miała robić? Dzieci to dzieci, trzeba im pomagać. Synowi i synowej też nie uśmiechała się ta perspektywa, ale z domu wyprowadzać się nie chcieli. Z matką wygodnie pomoc z dzieckiem, gotowanie.

Wesele było w pobliskiej restauracji, gości niewielu, ale wszystko jak trzeba panna młoda w białej sukni, pan młody w garniturze. Zięć wydawał się spokojny, kulturalny. Zamieszkali wszyscy razem, w różnych pokojach, na szczęście dom był duży. Jadwiga trochę się martwiła:

– A nuż się pokłócą?

Ale jakoś było spokojnie.

Pewnego dnia syn oznajmił:

– Mamo, zrobię przybudówkę, osobne wejście dla mojej rodziny. Musisz nam pomóc. Wezmę kredyt, ty pomożesz spłacać. Potem dobudujemy drugie piętro. Rozmawiałem z siostrą, ona nie ma nic przeciwko, zwłaszcza że oni też nie planują się wyprowadzać. No i wkrótce będą mieli dziecko. Co powiesz, mamo? Pomożesz?

Jadwiga była zaskoczona jak zwykle, syn najpierw decydował, potem informował.

– No cóż pomogę odpowiedziała, choć myślała: *Jak długo jeszcze będę musiała pracować i spłacać te kredyty?*

Minęło trochę czasu, zanim syn skończył budowę. Rozbudował dom, dołożył piętro. Wejście miało teraz od innej strony. Na parterze duża kuchnia i salon, na górze sypialnie dla dzieci. Mieli już dwójkę, każdy miał swój pokój, choć młodszy jeszcze spał z rodzicami.

Syn i synowa byli zadowoleni, ale Jadwigi nigdy nie zapraszali do swojej części domu. Często myślała:

– Pomogłam spłacić kredyt, mogliby chociaż podziękować. Albo zaprosić. A oni tylko dzieci przys

Rate article
Fajna Tajna
Brak miejsca pod własnym dachem