Tutaj właśnie mieszkam uśmiechnąłem się, zapraszając dziewczynę do mieszkania.
Rozgość się, a ja zaraz wrócę.
Zofia weszła niepewnie, rozglądała się nerwowo po korytarzu i powoli zdejmowała buty.
Coś ją wyraźnie niepokoiło…
Kiedy pojawiłem się z powrotem w przedpokoju, zobaczyłem w jej oczach szczery, niemal paraliżujący strach.
Jej ręce zaczęły się trząść, a zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać, Zofia wybiegła z mieszkania jak oparzona.
Zosiu!
Dokąd biegniesz?!
Zdziwiony patrzyłem na otwarte drzwi wejściowe, potem na Bajkę, moją owczarkę niemiecką, która stała obok mnie…
Kompletnie nie spodziewałem się, że taki piękny wieczór może się tak nagle zakończyć.
Co ty mówisz, po prostu uciekła i nawet słowa nie powiedziała?
nie dowierzał mój przyjaciel Tomasz, kiedy w pubie opowiadałem mu o tym wszystkim.
Nic odpowiedziałem, upiłem łyk piwa i odstawiłem kufel.
Wyglądała, jakby zobaczyła ducha.
No ale dlaczego?
Przecież wszystko szło świetnie!
Wiesz, co ją aż tak przeraziło?
Opcji może być wiele.
Próbowałeś jeszcze z nią rozmawiać?
Próbowałem dzwonić, ale od wczoraj nie odbiera.
Nie mam jak się z nią skontaktować.
A byłeś pod jej domem?
Nie.
Odprowadziłem ją tylko pod kamienicę, nawet nie wiem, gdzie dokładnie mieszka.
Strasznie dziwna sytuacja.
Sam widzisz, głupie to wszystko.
Taki fajny początek i bez sensu koniec.
Może jeszcze nie koniec.
Weź się nie dołuj, spotkacie się w poniedziałek i wtedy się wszystkiego dowiesz.
Z pierwszą razą zobaczyłem Zosię w zatłoczonym tramwaju.
Nikt nie chciał ustąpić miejsca młodej kobiecie, więc ja to zrobiłem.
Całą drogę stałem obok niej i uśmiechałem się pod nosem.
Zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Chętnie bym się odezwał, ale, po pierwsze, spieszyłem się do pracy.
Po drugie, nie zwykłem zaczepiać dziewczyn na oczach całego wagonu.
Zresztą, co miałbym powiedzieć?
Cześć, jestem Wojtek.
To mój numer, zadzwoń wieczorem po pracy?
Brzmiałoby to głupio i oklepanie.
Dlatego, wysiadając, po prostu poszedłem w swoją stronę, nie oglądając się za siebie.
Idąc chodnikiem, miałem wrażenie, że ona idzie za mną, ale nie odważyłem się sprawdzić absurd, przecież to niemożliwe.
Po prostu bardzo byś chciał, żeby to się spełniło… pomyślałem.
Chciałem.
Ale życie to nie bajka nie poznajesz dziewczyny i od razu wielka miłość na całe życie.
Siedząc przy komputerze, próbowałem wyrzucić z głowy nieznajomą, ale bez skutku.
Przeszukiwałem foldery z dokumentami, nieustannie wyobrażając sobie jej oczy.
Otwierając skrzynkę mailową, widziałem jej uśmiech na ekranie.
Coś jakby urok, totalne zauroczenie.
I wtedy wszedł do biura mój szef, pan Andrzej Olszewski, a obok niego Zosia.
Proszę, poznajcie naszą nową koleżankę powiedział.
Myślałem, że widzę omamy.
Chyba muszę się przebadać!.
Okazało się, że Zosia będzie ze mną pracować w jednym pokoju.
Los!
Zosia uśmiechnęła się ciepło, gdy podeszła się przywitać.
Byłem ostatni.
Wojtek.
Bardzo mi miło.
Nic więcej wtedy nie powiedziałem.
Byłem tak zaskoczony, że słowa ugrzęzły mi w gardle.
Ale w środku kłębiły się emocje.
Coś w mojej duszy zaczęło rosnąć i nabierać siły.
Kiedy tylko widziałem ją w ciągu dnia, miałem ochotę przenosić góry dla niej byłbym w stanie zdobyć gwiazdkę z nieba, albo nawet przepłynąć Bałtyk wpław.
Wieczorami spotykałem się z Tomkiem w parku, gdzie wyprowadzaliśmy nasze psy.
Nie mogłem przestać opowiadać mu o Zosi.
Stary, ty się zakochałeś!
Myślisz?
Pewny jestem!
Ze mną z Magdą było tak samo.
Zobaczyłem ją raz i już wiedziałem, że chcę być tylko z nią.
Racja.
I też tak czuję, jak jestem przy Zosi.
Działaj więc!
Zaproś ją gdzieś.
Na kawę, do kina.
Myślisz, że zgodzi się?
Nie spróbujesz, nie przekonasz się.
A jak będziesz czekał, ktoś inny ci ją sprzątnie sprzed nosa.
A jak jest zajęta?
Jeśli mnie wyśmieje, będzie głupio.
Jak już z kimś jest, to przynajmniej będziesz wiedział.
Ale nic nie tracisz, próbuj.
Postanowiłem, że spróbuję.
Po pracy zagadałem do Zosi na przystanku, zaczerwieniłem się, ale zapytałem:
Nie myśl sobie nic złego, ale może pójdziemy gdzieś dzisiaj razem?
Na kawę albo do kina?
Uśmiechnęła się szeroko i powiedziała, że chętnie.
Poszliśmy na kawę, potem długo spacerowaliśmy po cichych ulicach Krakowa.
Odprowadziłem ją pod dom.
Wszystko wyszło nawet lepiej, niż to sobie wyobrażałem.
Po powrocie jeszcze ponad godzinę spacerowałem z Bajką po osiedlu z braku dziennego spaceru pies musiał nadrobić zaległości.
Leżąc w nocy na łóżku, patrzyłem w sufit i rozmyślałem…
Wyobrażałem sobie, że kiedyś poproszę ją o rękę, potem będziemy razem mieszkać, pojawią się dzieci, a w weekendy będziemy jeździć całą rodziną na Mazury czy do Zakopanego.
Czułem, że to wszystko jest tuż-tuż.
Minęły trzy miesiące.
To były najlepsze trzy miesiące w moim życiu.
Zwiedziliśmy różne restauracje, oglądaliśmy filmy na wielkim ekranie, całowaliśmy się w deszczu na Plantach nie przejmując się przechodniami.
Zosia była cudowna.
Ciepła, pogodna, zabawna i szalenie uczciwa.
Byłem wdzięczny losowi za to spotkanie.
Tylko…
Był jeden problem: po każdym spotkaniu z Zosią musiałem potem jeszcze wyprowadzić Bajkę.
Mieszkałem sam, więc tylko ja się nią zajmowałem.
Było to trochę uciążliwe.
Czasem proponowałem, żeby poszła z nami na spacer, we troje, ale Zosia reagowała dziwnie: milkła, nie patrzyła w oczy, zawsze stanowczo odmawiała.
Może lepiej tylko we dwoje?
Wiesz, jakbyśmy chcieli wstąpić do kawiarni czy kina, to z psem się nie da.
Masz rację zgadzałem się, choć nie rozumiałem.
W końcu poprosiłem Zosię, żeby zamieszkała ze mną.
Rękę przyjęła bez wahania, ale z przeprowadzką już miała problem.
Rozumiem, że ślub dopiero w przyszłym roku, ale przecież teraz możemy razem mieszkać!
Lepiej się czuję, kiedy jesteś blisko.
Ale ja obiecałam właścicielce mieszkania, że do końca roku nie wyprowadzę się.
Nie chcę robić jej problemów.
No to mogę spłacić ci te dwa miesiące, jak to kwestia pieniędzy.
Pojedź dzisiaj ze mną, pokażę ci mieszkanie, przedstawisz się Bajce.
Na pewno ją polubisz.
Zosia zrobiła się smutna, ale pojechała ze mną.
Kochała mnie, więc postanowiła spróbować Spróbować pokonać lęk.
Tutaj mieszkam powtórzyłem, szeroko otwierając drzwi.
Rozgość się, a ja za chwilę wrócę.
Zosia weszła niepewnie, rozglądała się i nie zdejmowała butów.
Coś wyraźnie ją męczyło…
Gdy wróciłem do przedpokoju z Bajką, w jej oczach zobaczyłem autentyczny lęk, aż się cała zatrzęsła.
Wybiegła bez słowa.
Zosiu, co się dzieje?!
Patrzyłem bezradnie przez otwarte drzwi na pustą klatkę schodową.
Tego się nie spodziewałem.
Dzwoniłem do niej, ale nie odbierała.
Umówiłem się więc z Tomkiem, bo musiałem się komuś wygadać.
Co mam zrobić, Tomek?
Kocham ją, a ona mnie kocha…
ale nie możemy być razem pod jednym dachem.
Dziwne?
Tylko mi nie mów, że chciałbyś oddać Bajkę parsknął.
No skąd!
Kocham i ją, i Zosię…
Ale co dalej?
Walcz o swoje szczęście.
To nie alergia: nad strachem można pracować.
Pomóż jej, może terapia?
Już chodziła westchnąłem.
Pomóc nie pomogło.
Ale powiedziała, że spróbuje zrobić coś ze swoim lękiem, choć niczego nie obiecuje.
To dobrze.
Najważniejsze, że chce spróbować.
Pomóż jej.
Zacznijcie od wspólnych spacerów w parku, w lesie, tylko we troje.
Myślisz, że coś się uda?
zapytałem z nadzieją.
Musisz zaryzykować.
Nazajutrz przed blokiem Zosi zaparkowałem autem, które pożyczyłem od kumpla.
Pojawiła się na klatce schodowej i zapytała zdziwiona:
Skąd masz samochód?
Pożyczyłem od Bartka.
On też ma psa, więc w bagażniku jest specjalna mata.
Bajka jeździ z tyłu, a ty siedzisz z przodu koło mnie.
Dobrze, ale jak coś pójdzie nie tak, wracamy.
Podjechaliśmy na polanę pod lasem.
Pomogłem Zosi wysiąść, potem wyprowadziłem Bajkę i przypomniałem jej, żeby nie zbliżała się do dziewczyny.
Ładnie tu powiedziałem, by ją rozluźnić.
Założyliśmy kalosze i ruszyliśmy na spacer po wilgotnym lesie.
Rzucałem Bajce piłkę, żeby zajęła się czymś innym, niż towarzystwo nieznajomej.
I jak się czujesz, Zosiu?
Nie wiem, trudno powiedzieć…
odparła, nie spuszczając z oczu Bajki.
Popatrz, psy są różne, tak jak ludzie.
Twój lęk jest zrozumiały, ale Bajka to nie tamten pies.
Ona jest dobra.
Rozumiem.
Rzuciłem jej piłkę do krzaków.
Hau!
Bajka zaszczekała głośno.
Zosia całkiem się spięła i zaczęła dygotać.
Złości się na mnie?
spytała z drżącym głosem.
Nie, kochanie.
Bajka cieszy się, że znalazła swój ulubiony przedmiot.
To cały jej świat.
Podbiegła, przyniosła mi piłkę i odskoczyła.
Uśmiechnąłem się do Zosi.
Chcesz spróbować?
Boję się.
Zamknij oczy i po prostu rzuć, jak najdalej.
Zosia ścisnęła piłeczkę, zamknęła oczy i rzuciła z całych sił.
Brawo!
pochwaliłem entuzjastycznie.
Bajka, przynieś!
Psiak poleciał, po chwili rozległ się jej szczek.
Jest taka mądra, wszystko rozumie w pół sekundy przyznałem z dumą.
Może pora jechać do domu?
zasugerowała niepewnie Zosia.
Jasne.
Bajka, gdzie ty?
Ciągle nie wracała, ale szczekała coraz głośniej.
Idę zobaczyć, co się dzieje burknąłem.
Zaczekasz?
Idę z tobą!
Przeciskając się przez krzaki, zobaczyliśmy Bajkę, która szczekała wściekle na piłkę dryfującą po kałuży.
No wszystko jasne roześmiałem się.
Co?
Bajka boi się wody, nie sięgnie po piłkę.
Muszę sam wejść.
Dobrze, że mam kalosze.
Aż psy boją się wody?
Myślałam, że nigdy się nie boją, są przecież odważne.
Każdy ma swoje lęki.
Bajka sześć lat temu była szczeniakiem, uratowałem ją wtedy podczas wakacji znad rzeki.
Od tamtej pory unika kałuż i rzek.
Nie martw się, zaraz wracam.
Ostrożnie wszedłem do wody, ale grunt osunął się pod moimi nogami.
Wszystko okej, Wojtek?
Nic mi nie jest, tylko głębiej niż myślałem.
Za chwilę!
Wreszcie sięgnąłem po piłkę, ale gdy chciałem wrócić, nagle ugrzązłem w błocie.
Wszystko w porządku?
krzyknęła zaniepokojona Zosia.
Nie mogę się ruszyć!
odparłem, starając się nie panikować.
Chyba to bagno.
Bajka szczekała coraz głośniej.
Zosia wyjęła telefon, chciała zadzwonić na pomoc, ale nie było zasięgu.
No pięknie jęknęła.
I wtedy Zofia zobaczyła, że Bajka patrzy na nią z prośbą o pomoc.
Choć normalnie bałaby się podejść, pomyślała tylko o jednym: Co z Wojtkiem?!
Nie mogę go zostawić!
Zosiu, znajdź jakiś kij!
krzyknąłem do niej, próbując nie szamotać się przesadnie.
Zbierając się w sobie, znalazła solidną gałąź, podała mi ją i zaczęła ciągnąć z całych sił do siebie.
Kiedy nie dawała już rady, Bajka sama podeszła i stanęła obok niej, ramie w ramię.
Razem udało się mnie wyciągnąć z błota.
Padliśmy na trawę, wykończeni i przemoczeni, ale żywi.
Dziewczyny, nie wiem, co bym bez was zrobił…
objąłem raz Zosię, raz Bajkę.
Wyciągnęłyście mnie z tamtego świata!
Tak się bałam…
zaszlochała Zosia.
Oby tylko nie pojawił się nowy lęk próbowałem zażartować.
Pojawił się, Wojtku.
Zrozumiałam, że najbardziej boję się cię stracić.
Ten strach jest silniejszy niż wszystkie inne.
Przytuliła Bajkę.
Dziękuję ci, Bajko!
Dziękuję, że byłaś z nami.
Wieczorem, po gorącej kąpieli i obfitej kolacji, oparliśmy się wygodnie we troje na kanapie i oglądaliśmy filmy o psach.
Zosi na nic innego nie miała ochoty.
Najważniejsze, że każdy z nas tego wieczoru zrozumiał, że strach przed stratą ukochanej osoby jest silniejszy od wszystkich innych lęków na świecie.


