Biedna owieczka, czyli kto tu naprawdę rozdaje karty: wiejska teściowa kontra elegancka swatka, rodz…

Cześć, wyobraź sobie taką sytuację: wpadam do mamy z tatą w niedzielę, a tu nasza Kasia wchodzi jak burza i mówi:
Mamo, tato, wychodzę za mąż! Bartek mi się oświadczył i od razu się zgodziłam, nawet się nie zastanawiałam!

Mama Halina aż klasnęła w dłonie, spojrzała na tatę, a Jan siedział w milczeniu, wyraźnie próbując przetrawić wiadomość.
No i pięknie, Kasiu, dorosłaś nam na dobre odezwała się mama.

A jak myśleliście? Skończyłam przecież studia, pracuję w Warszawie, Bartek też pracuje, więc idziemy na swoje.

Bartka chłopaka z miasta, rodzice już zdążyli poznać. Mieszkał z mamą w Pruszkowie, spokojny, uprzejmy, znali go od dawna i nie mieli nic przeciwko takiemu zięciowi.

Halina i Jan postanowili wziąć na siebie organizację wesela, bo mieszkali na wsi, mieli swoje gospodarstwo. Co prawda Bartek coś tam odłożył, ale Jan powiedział:
Bartku, pieniądze zostawcie na wkład do mieszkania, a wesele zorganizujemy razem z mamą. Może jeszcze twoja mama pomoże.

Mama Bartka Danuta, od razu wyjaśniła:
Nie mam z czego, wychowywałam syna sama, żyliśmy tylko z mojej emerytury, co najwyżej coś na prezent dorzucę.

Nikt Danuty nie oceniał, ale Halina jakoś nie do końca jej ufała. Weselisko urządzili skromne, w lokalu w mieście, bez zbytniej pompy, ale było serdecznie.

Po ślubie młodzi postanowili wziąć kredyt hipoteczny na mieszkanie. Rodzice Kasi pomogli z wkładem własnym, a znowu teściowa nie mogła wytłumaczyła, że wszystko idzie na spłatę kredytów.

Kasia z Bartkiem mieli już swoje lokum, a niedługo potem przyszedł na świat wnuczek Małgosia. Halina z Janem co miesiąc coś wnuczce przywozili mleko, śmietanę, warzywa, zawsze to swoje z gospodarstwa.

Czasem Halina dzwoniła do Danuty:
Danusia, może się dorzucimy razem i kupimy małej jakiś fajny prezent? Tyle rzeczy potrzeba jak dziecko rośnie.

Oj Halina, nie mam pieniędzy… potrafiła się aż rozkleić Sama jestem, sama wszystko utrzymuję.

Halina z Janem nie komentowali, ale Halinie coraz bardziej przeszkadzało, że z ich strony wszystko, a Danuta tylko narzeka. Na urodziny Kasi rodzice znowu przywieźli ziemniaki, marchew, mięso. Danuta dała Kasi w kopercie 200 złotych, a Halina dała jeszcze 500. I choć nigdy nie żałowała córce ani grosza, to gdzieś ją uwierało, że teściowa nic nie dokłada.

Janek, czemu my dla dzieci to wszystko, a ona się tylko żali, że ciągle ciężko? Każdemu przecież dziś ciężko, ale trzeba się wziąć w garść, zamiast wiecznie narzekać! Wyobrażasz sobie, gdybym ja przez całe życie liczyła tylko na innych i użalała się nad sobą? żaliła się mężowi.

Jan tylko kiwał głową, wiedział, że nie ma co jej przerywać. Obserwowała u Danuty zadbane włosy, paznokcie, ubrania. I zastanawiała się, skąd ona na to bierze, skoro wiecznie płacze, że nie ma nic.

Odpowiedź Jana ją zaskoczyła:
Dobrze, że kobieta dba o siebie. Nasza swatka dobrze wygląda, to i młodziej się trzyma!
Halina aż zesztywniała.

Łatwo jej się dba o siebie! W mieszkaniu żyje, nie ma pola, nie ma zwierząt, czasów masa. A ja codziennie ogarniam cały ten bałagan, robota w domu, w polu, w gospodarstwie… obraziła się Halina. Też bym zaczęła o siebie dbać, ale jak? Ty się zajmiesz krową i grządkami?

Jan nie był typem, co się kłóci. Milczał, wiedział już, że Halina i tak wszystko powie, co czuje. Tak zostało on trochę pomagał, a reszta na Halinie.

Jak Małgosia skończyła trzy lata i poszła do przedszkola, zaczęła chorować. Ustalili zatem, że Danuta posiedzi z wnuczką, aż przestanie łapać infekcje.

I tak jestem na emeryturze, mogę popilnować zgodziła się Danuta.

Halina aż odetchnęła:
Nareszcie czymś dzieciom pomoże.

Minęło trochę czasu. Halina zauważyła, że Janek coraz częściej jeździ do Pruszkowa.

Halina, spakuj śmietanę, jajka, może trochę ziemniaków, podrzucę młodym przy okazji, bo muszę do miasta po części rzucił pewnego razu.

Halina cieszyła się, bo co swoje to swoje, bez chemii. Ale Janek coraz częściej wracał później. Niby naprawy, niby zakupy… Ale coraz dłużej go nie było.

Najpierw nie zwracała uwagi, ale jak za którymś razem się powtórzyło, w głowie zabił dzwonek.

O rety… mój Janek chyba zawrócił w głowie swatce. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte…

Następnym razem, gdy znów jechał do miasta, Halina zapowiedziała:
Jadę z tobą, za wnuczką się stęskniłam, a i w centrum coś muszę kupić popatrzyła mu prosto w oczy, nie miał wyjścia.

W samochodzie Janek wyraźnie posmutniał.
Jakiś ty dziś mało rozmowny, wszystko okej?
Głowa mnie boli… odburknął.

Kiedy zapukali do drzwi Kasi, otworzyła im Danuta w rozchylonym szlafroku, umalowana, uśmiechnięta, ale jak zobaczyła Halinę, mina jej zrzedła:

O, nie spodziewałam się, wejdźcie zaraz zapięła szlafrok.

Bawili się chwilę z Małgosią, dali jej lalkę. Potem dziewczynka zasnęła, a Danuta zaproponowała herbatkę i ciasto. Halina zauważyła spojrzenia Danuty rzucane w stronę Janka i jego odpowiedzi…

Bez wstydu, przy mnie takie gierki? pomyślała wściekła Halina. Ale milczała.

Idę na papierosa powiedział Janek i wyszedł na klatkę.

Wtedy Halina bez ogródek zaczęła:
Danusia, nie udawaj biednej i niewinnej. Wiem, po co mój mąż tu przyjeżdża i nie jest to wnuczka. Skończ z tymi spojrzeniami. Chcesz faceta? Po prostu znajdź sobie swojego i tyle, a mojego zostaw, nie wstyd ci? Ze swoim szwagrem… Jeśli nie przestaniesz, sama tu przyjadę siedzieć z Małgosią i skończy się. Pomyśl o synu, nie rób mu obciachu.

Danuta się zarumieniła jak burak. Nie spodziewała się, że Halina, która zawsze harowała na wsi, zauważy cokolwiek. A tu proszę…

Przy wychodzeniu Halina rzuciła jej jeszcze:
Nie rób ze mnie naiwnej wioskowej baby

W drodze do domu powiedziała Jankowi wprost:
Już więcej sam tam nie pojedziesz. Wszystko wiem. Ta twoja biedna owieczka długo sobie nie pofigluje.

Halina, daj spokój, przesadzasz. Przypadło ci do głowy nie wiadomo co! próbował się bronić.

Żadnych odwiedzin u samotnych pań, kiedy dzieci w pracy. Jak coś, sama jadę i tyle. A ty sobie tu radź z krowami i domem. Wiesz, że nie żartuję.

Wieczorem telefon od Kasi, trochę z wyrzutem:
Mamo, czemu obraziłaś Panią Danutę? Przecież pomaga z Małgosią… A ty jesteś zazdrosna o tatę!

Halina się zagotowała swatka zaczęła już nastawiać córkę przeciwko niej.

Kasiu, jesteś młoda, jeszcze dużo w życiu nie rozumiesz. Chciałabyś, żeby twój mąż po kryjomu siedział godzinami u twojej koleżanki? Danuta powinna wiedzieć, że to nie w porządku, a ty pamiętaj, masz tylko jedną matkę! Wszystko, co dla was zrobiłam, to moja zasługa, nie ojca. On facet… A jak teściowa nie będzie chciała siedzieć z Małgosią, to ja przyjadę.

Przepraszam, mamusiu, to przez to, co słyszałam od teściowej. Powiedziała, że byłaś dla niej niemiła…

Nic dziwnego, ja jej powiedziałam dosadnie, co myślę. Myślała, że nie zauważę… Cóż, prędko się spłoniła.

Od tamtej pory Janek, jak już do Pruszkowa jeździ, to zawsze uprzedza Halinę, często ją zabiera, a sam zaczął jej też coraz częściej pomagać w gospodarstwie. Nawet sam czasem mówi, żeby więcej odpoczywała, razem pielą ogród. Halina w duchu się śmieje, że facet, jak ma co robić, to głupoty mu do głowy nie przychodzą i bardziej żonę docenia.

No i teraz ona też zaczęła mieć czas na siebie maseczka, fryzjer, trochę luzu. W końcu czemu ma być gorsza od teściowej?

Dzięki, że wysłuchałaś tego zwierzenia. Powiem ci, życie potrafi zaskoczyć!

Trzymaj się, powodzenia!

Rate article
Fajna Tajna
Biedna owieczka, czyli kto tu naprawdę rozdaje karty: wiejska teściowa kontra elegancka swatka, rodz…