Biedna babcia mojego męża przepisała swój dom na niego. Gdy otworzyliśmy jej szafy w Krakowie, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom.

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć historię, którą zawsze wspominam z uśmiechem, choć była trochę zagadkowa. Mój mąż miał babcię panią Janinę, no wiesz, typową, starszą panią z warszawskiej Pragi. Spędzał u niej każde wakacje, praktycznie od najmłodszych lat. Dla niej to nie był kłopot wręcz odwrotnie. W tamtych czasach prowadziła własny interes, sama wszystko załatwiała rozprowadzała zioła lecznicze do aptek w całej Warszawie. On do dziś nie wie, jak ona to wszystko ogarniała, ale pamięta, że jak na tamte czasy naprawdę dobrze się jej powodziło.
Janina miała dość specyficzny charakter, była trochę taka… swoja. Kochała mojego męża bardzo, no i nie szczędziła na jedzenie pyzy, zupa pomidorowa, babka piaskowa, wszystko było, czego dusza zapragnie. Ale na drobne przyjemności lody na Starówce, kino w sobotę choćby grosza nie dała. Cała rodzina myślała, że ona na coś odkłada. Pokoje miała pełne ogromnych, starych szaf, a każda szuflada zamykana była na klucz. Wszystko posegregowane, poukładane jak w aptece.
Mój mąż od dziecka próbował się dowiedzieć, co ona tam skrywa, a babcia zawsze tłumaczyła, że to wszystko potrzebne jej do roboty. Potem wszystko się zmieniło lata dziewięćdziesiąte, każdy zaczął swój własny biznes, konkurencja rosła i babcię przegonili. Przerzuciła się wtedy na uzdrawianie ludzi taka szeptucha z miasta. Nigdy nie brała pieniędzy, choć często odwiedzali ją bardzo bogaci ludzie. Pamiętam jak żyła wtedy skromnie, ubrania stare, buty czasem połatane, na stole bieda kawa zbożowa, bułka z serem. Jak zajeżdżaliśmy do niej z torbami zakupów, kręciła głową i mówiła, żeby jej nie rozpieszczać, że to tylko niewygoda, a ona do takiego życia przywykła.
Kiedy zmarła, zostawiła mężowi mieszkanie. Pojechaliśmy tam trochę posprzątać i pozałatwiać sprawy spadkowe. Wyobraź sobie w spiżarni pełno jedzenia, ale wszystko przeterminowane na amen. Szynki, konserwy, mąka pomyślałam, że mogłaby obsłużyć cały blok. Okazało się potem, że ci wszyscy wdzięczni ludzie przynosili jej podarunki, a babcia niemal nic z tego nie jadła. Ale najciekawsze dopiero przed nami otworzyliśmy jej ogromne szafy na klucz… a tam cały arsenał luksusowych rzeczy z lat dziewięćdziesiątych! Radia Unitra, polskie kryształy, porządne dywany z Krosna, nawet stare, niemieckie perfumy! Wszystkiego były ogromne ilości, jakby się szykowała na oblężenie.
Do dziś nie rozumiem, po co trzymała w szafach cały swój majątek w takich rzeczach, które w końcu straciły wartość zamiast po prostu przeżyć życie i trochę się porozpieszczać. Taką była nasza babcia Janina zagadkowa, przedziwna kobieta z sercem na dłoni, ale zawsze trochę na przekór światu.

Rate article
Fajna Tajna
Biedna babcia mojego męża przepisała swój dom na niego. Gdy otworzyliśmy jej szafy w Krakowie, nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom.