„Bicie serca”
„Arkadiuszu, nie musisz sam jechać do naszego oddziału. Niech Kasia zawiezie dokumenty” – powiedział dyrektor z niechęcią.
„Przepraszam, ale wolałbym osobiście. To moje rodzinne miasto. Dawno tam nie byłem” – odparł Arkadiusz.
„Masz tam rodziców?” – zapytał dyrektor, łagodniejąc.
„Nie. Mamę zabrałem tutaj, ale…”
„Rozumiem” – przerwał dyrektor. – „Mała ojczyzna to coś świętego. Dobrze, jedź. Ale jutro mamy ważny dzień – zdążysz wrócić?”
„Nie wątpi pan” – obiecał Arkadiusz. – „Dziękuję”.
Dyrektor machnął ręką, dając do zrozumienia, że rozmowa się skończyła.
Arkadiusz wszedł do swojego gabinetu, sprzątnął dokumenty z biurka, wyłączył komputer, wziął teczkę i wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Klucz zostawił ochroniarzowi na parterze.
Nie wstąpił do domu. Z samochodu zadzwonił do matki, zapytał, jak się czuje, i uprzedził, że dziś nie zajrzy – ma ważne spotkanie. Nie wspomniał, że jedzie do ich rodzinnego miasta. Mama by się zdenerwowała, a ma chore serce.
„Wszystko, mamo, muszę już jechać. Jeśli coś, od razu dzwoń” – powiedział i włączył silnik.
Na obrzeżach miasta zatankował, kupił kawę i parę drożdżówek, żeby nie zatrzymywać się po drodze. Musiał zdążyć z dokumentami przed końcem dnia pracy. W razie czego mógł zadzwonić i poprosić, żeby partnerzy na niego poczekali.
Nie planował odwiedzać dawnych znajomych. Przyjaciele z dzieciństwa dawno się rozjechali. Po prostu chciał pobyć w mieście, gdzie dorastał. Włączył radio, a wnętrze samochodu wypełnił popularny przebój. Wziął łyk gorącej kawy.
***
Po śmierci ojca stan zdrowia matki się pogorszył. Badania wykazały problemy z sercem. Arkadiusz zaproponował jej przeprowadzkę do wojewódzkiego. W większym mieście opieka medyczna była lepsza. Ale matka stanowczo odmówiła. Syn jest dorosły, powinien układać sobie życie, a ona będzie tylko przeszkadzać. Tymczasem jej stan się pogarszał.
W końcu namówił ją na sprzedaż mieszkania, dołożył własne oszczędności i kupił jej niewielkie mieszkanie niedaleko swojego. Od tamtej pory nigdy nie wrócił do rodzinnego miasta, choć często o nim myślał.
Czy można zapomnieć pierwszą miłość? Może Ewelina już dawno tam nie mieszka, ale miasto zostało. Tak samo jak ulica i dom, pod którego oknami stał, cierpiąc z powodu nieodwzajemnionego uczucia. Do dziś, gdy wspominał Ewę, jego serce zaczynało bić szybciej. Nigdy później nie przeżył czegoś podobnego. Jakby zostawił tam kawałek siebie.
Na szczupłą Ewelinę, która w niczym nie wyróżniała się wśród innych dziewczyn, nie zwracał uwagi aż do matury. Po wakacjach wróciła do szkoły dojrzała, piękniejsza, zupełnie inna. Wtedy po raz pierwszy poczuł, jak mocno bije mu serce.
Od tamtej pory myślał tylko o niej. Z niecierpliwością czekał na szkolny bal studniówkowy – tam zaprosi ją do tańca i wyzna miłość. W ostatni dzień przed feriami szkoła przystroiła choinkę sięgającą sufitu. Dla młodszych klas zorganizowano przedstawienie, a wieczorem starsi zebrali się na sali. Po akademii zaczęły się tańce. Pierwszego wolnego Arkadiusz nie odważył się zaprosić Eweliny.
Wieczór dobiegał końca, z głośników płynęły tylko szybkie zagraniczne hity. Szanse maleją. Stał przy ścianie, gryząc nerwowo wargi. Wreszcie rozległ się wolny utwór, a środek sali momentalnie opustoszał.
Wziął głęboki oddech. Teraz albo nigdy. Ruszył przed siebie, by ubiec innych chłopaków, którzy mogli się zbliżyć do Ewy.
Serce waliło tak mocno, że aż ściemniało mu w oczach. Czuł, że zaraz zemdleje. Nie był w stanie mówić. Ciężko oddychając, wyciągnął do niej rękę, patrząc z desperacją.
Ewelina wymieniła spojrzenia z koleżankami i niespodziewanie się uśmiechnęła. Na środku sali, na oczach wszystkich, niezdarnie objął jej talię. Położyła dłonie na jego ramionach i zaczęli się kołysać w rytm muzyki.
Nogi miał jak z waty, całe ciało spięte. Chyba tańczyli jeszcze inni, ale niczego nie widział, ledwo słyszał melodię. Serce tłukło się w gardle, a w głowie dudniło młotami.
Jej różowa szminka pachniała truskawkami. Od tamtej pory ten zapach przywoływał wspomnienia tamtego wieczoru.
Muzyka urwała się nagle. Ewa odsunęła się i wróciła do koleżanek. Coś im szepnęła, a one wybuchnęły śmiechem, spoglądając w jego stronę. Zaczerwienił się i wybiegł z sali.
W kwietniu, przed jej urodzinami, czekał, aż rodzice zasną. Gdy tylko usłyszał chrapanie ojca, wymknął się, zabierając puszkę farby i pędzel znalezione pod wanną. Na chodniku pod jej oknami napisał wielkimi literami: „WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!”. A poniżej dwa inicjały: „A.K.”. To były pierwsze litery jego imienia i nazwiska – Arkadiusz Kowalczyk. Ale dla niego znaczyły coś więcej: „A Kocham”.
W szkole czekał, czy Ewa da jakiś znak, że widziała napis. Ale nawet na niego nie spojrzała. Na przerwie zaprosiła kilkoro kolegów na imprezę urodzinową, pomijając go.
Zmieszany, po lekcjach nie wrócił do domu, tylko poszedł pod jej blok. Rozczarowanie było ogromne – po napisie zostało tylko rozmazane białe ślady. W nocy padało, a farba okazała się wodoodporna. Ewelina nigdy się nie dowiedziała, jak ją pozdrowił.
Wieczorem stał na podwórku. Z jej okien dobiegała muzyka i śmiech. Ktoś wEwelina spojrzała przez okno, ale cień, który mignął w ciemności, mógł być równie dobrze wspomnieniem z przeszłości.



